Hangar w porcie był martwy.
Nie było tu ludzi, nie było ruchu, nie było nawet wiatru. Tylko zimne, metaliczne powietrze i niskie, jednostajne buczenie aparatury, które rozchodziło się echem po ogromnej przestrzeni. Dźwięk był cichy, ale niepokojący — jak oddech czegoś żywego. Czegoś, co właśnie wysysało życie z Cindy.
Wysoko pod sufitem, na stalowej belce, bezszelestnie wylądował Peter Parker w swoim domowej roboty stroju Spider-Mana. Metal zadrżał lekko pod jego ciężarem.
Jego serce waliło tak mocno, że niemal zagłuszało głos w słuchawce.
— Peter! — odezwał się Ned, a jego głos był napięty, przyspieszony. — Sygnał Cindy słabnie! Te nici… one działają jak pasożyty. Widzisz te wykresy? One dosłownie wysysają z niej energię. Jeśli ich nie odłączysz, jej system nerwowy tego nie wytrzyma!
Na drugim końcu miasta Ned siedział przed trzema monitorami, pochylony tak blisko, jakby chciał wejść do środka. Linie na ekranach skakały chaotycznie.
— Ned, oddychaj — szepnął Peter, choć sam oddychał płytko. — Widzę ją. Idę tam.
Spojrzał w dół.
Cindy leżała na metalowym fotelu zabiegowym, otoczona konstrukcją przypominającą pajęczynę z kabli i energetycznych nici. Fioletowe impulsy przeskakiwały między przewodami, a wokół jej nadgarstków powietrze falowało od nagromadzonej energii.
Peter skoczył.
Spadał cicho, kontrolując ruch, przygotowany do miękkiego lądowania — ale zanim jego stopy dotknęły ziemi, hangar rozdarł huk.
Fala uderzeniowa uderzyła go w bok jak rozpędzona ciężarówka.
— Ugh!
Peter poleciał przez kilka metrów i z hukiem uderzył o ścianę kontenera. Metal zadrżał, a on osunął się na kolano, próbując złapać oddech.
Przed nim stał Herman Schultz.
Shocker podniósł ręce, a jego rękawice pulsowały pomarańczowym światłem.
— Toomes mówił, że się pojawisz, pajączku — warknął. — Ale spóźniłeś się na imprezę.
— Super — sapnął Peter, podnosząc się. — A ja nawet nie przyniosłem prezentu.
Shocker wystrzelił.
Peter rzucił się w bok. Kolejna fala uderzeniowa roztrzaskała stojącą obok maszynę.
— Ned, mam małe opóźnienie! — rzucił Peter, przeskakując nad przewodem.
— Jak bardzo małe?! — spanikował Ned.
— Na poziomie „facet próbuje mnie zamienić w naleśnik”!
Shocker strzelał raz za razem. Peter skakał między maszynami, odbijał się od ścian, przemykał pod stołami. Metal wyginał się, sprzęt wybuchał, iskry sypały się jak deszcz.
— Przestań się ruszać! — warknął Shocker.
— To moja główna umiejętność!
W odpowiednim momencie Peter wystrzelił sieć. Gruba warstwa oplotła rękawice Shockera.
— Co do—?!
Peter wpadł w niego z impetem i potężnym kopnięciem posłał go prosto w stertę złomu. Metal zawalił się z hukiem, zasypując przestępcę.
Peter nie czekał.
Odwrócił się i pobiegł do Cindy.
— Cindy! — krzyknął, dopadając do fotela.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
