W Avengers Compound panowała cisza, która zawsze pojawiała się po długim dniu. Metalowe korytarze otaczały Cindy chłodnym spokojem, a niebieskie światła przy podłodze prowadziły ją do pokoju. Szła powoli - mięśnie wciąż bolały po treningu, lecz zmęczenie w głowie było znacznie większe.
Zatrzymała się przed drzwiami.
- To tylko pokój - mruknęła. - Nic wielkiego.
Drzwi rozsunęły się bezszelestnie.
Wnętrze było dokładnie takie, jak je zostawiła: proste łóżko, biurko, ogromne okno z widokiem na migoczące miasto. A jednak coś się nie zgadzało.
Na biurku leżała teczka.
Czarna. Matowa. Przecięta cienką, srebrną linią. Cindy zamknęła drzwi i podeszła bliżej, czując, jak serce przyspiesza.
- Tony... - wymknęło jej się szeptem.
Przypomniała sobie, jak wręczył ją bez zbędnych żartów.
*„Otwórz dopiero, kiedy będziesz sama."*
I ten rzadko spotykany, poważny ton.
Usiadła i położyła dłonie na teczce. Była ciepła. Jakby reagowała na jej obecność.
- Dobra - westchnęła. - Albo tracę zmysły, albo to jeden z tych momentów, które dzielą życie na „przed" i „po".
Zamek otworzył się sam.
Cicho. Idealnie płynnie.
Z wnętrza wydobył się miękki snop światła, a zaraz potem coś się poruszyło.
Mały robot uniósł się nad blatem, lewitując kilka centymetrów w powietrzu. Opływowa sylwetka, jasne panele i jedno, niebiesko świecące „oko", skupione wyłącznie na niej.
- ...okej - szepnęła Cindy. - To zdecydowanie opcja numer dwa.
Robot obrócił się lekko i wydał krótki, niemal pogodny dźwięk.
- Witaj, Cindy - odezwał się łagodny, syntetyczny głos. - Jednostka wsparcia NIFTY aktywna.
Zamrugała.
- Ty... potrafisz mówić.
- Potwierdzam. Moim zadaniem jest asysta, monitoring oraz aktywacja systemu bojowo-ochronnego dostosowanego do młodszego użytkownika.
- ...Tony nazwał cię NIFTY, prawda?
- Oczywiście. Skrót od *Neural Integrated Field-Type Assistant*. - Tony Stark uznał również, że nazwa jest „urocza".
Na ustach Cindy pojawił się krótki uśmiech.
- Brzmi jak on.
NIFTY obrócił się w stronę wnętrza teczki. Panele rozsunęły się, odsłaniając strój.
Lekki. Smukły. Materiał wyglądał jak połączenie tkaniny i energii - ciemny, poprzecinany delikatnymi fioletowymi liniami, zbiegającymi się w symbol na piersi. Nie znała go, a jednak budził dziwne poczucie bliskości.
- To jest... moje? - zapytała cicho.
- Tak. Strój zaprojektowano specjalnie dla ciebie. Uwzględnia niestabilne impulsy energetyczne oraz maksymalny poziom bezpieczeństwa użytkownika.
Cindy podeszła bliżej. Wyciągnęła rękę, ale zatrzymała się tuż przed dotknięciem materiału.
- A jeśli... - zawahała się. - Jeśli jeszcze nie jestem gotowa?
NIFTY zawisł obok niej.
- Gotowość nie jest wymagana do aktywacji.
- Zgoda - jest.
Zamknęła oczy.
Przemknęły jej przez myśl obrazy z sali treningowej. Strach. Chaos. Utrata kontroli. I ta krótka, niepokojąco dobra chwila, gdy wszystko nagle zaczęło do siebie pasować.
- To nie zniknie - wyszeptała. - Ta moc. Więc albo nauczę się z nią żyć... albo ona zrobi to za mnie.
Otworzyła oczy.
- NIFTY - powiedziała pewnie. - Aktywuj tryb dopasowania.
Robot rozbłysnął miękkim światłem.
- Potwierdzam. Proszę pozostać nieruchomo.
Strój uniósł się i otoczył ją jak fala. Materiał był ciepły, niemal niewyczuwalny, idealnie reagujący na każdy ruch. Fioletowe linie rozjarzyły się subtelnie.
Cindy spojrzała na swoje dłonie.
Nie świeciły.
Ale po raz pierwszy czuła pełną kontrolę.
- Tony... - szepnęła. - Dziękuję.
NIFTY zawisł przed nią, skanując ją uważnie.
- Synchronizacja zakończona.
- Dobranoc, Cindy. Jutro rozpoczynamy szkolenie.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
