|44|

4 1 0
                                        

Ciemność nie ustępowała powoli. Rozdarł ją ostry, błękitny błysk spawarki i rytmiczny, metaliczny stukot narzędzi. Cindy poczuła, że jej głowa waży tonę, a w ustach ma metaliczny posmak krwi.

Gdy w końcu udało jej się uchylić powieki, obraz przed nią był rozmazany, ale chłód bijący od stalowego podłoża natychmiast ją otrzeźwił. Nie siedziała na zwykłym krześle.

Była unieruchomiona na czymś, co przypominało fotel zabiegowy wyciągnięty z koszmarnego laboratorium. Jej nadgarstki i kostki spętały ciężkie, magnetyczne klamry, które przy każdym ruchu zaciskały się mocniej, emitując cichy pomruk.

Najgorsze było jednak to, co czuła na skórze. Z jej przedramion wyprowadzono cienkie, świetliste nici, które niczym upiorne kroplówki łączyły się z pulsującym reaktorem zamontowanym na środku pomieszczenia.

Nici te nie pobierały krwi – one wysysały jej magię. Za każdym razem, gdy reaktor błysnął, Cindy czuła przeszywający dłonie dreszcz, jakby tysiące igieł wbijały się w jej żyły.

— Spokojnie, panno Strange. Im bardziej walczysz, tym bardziej to „piecze” — usłyszała znajomy, chrapliwy głos.

Z cienia wyłonił się Adrian Toomes. Nie miał na sobie fartucha kuchennego ani marynarki nauczyciela. Miał na sobie roboczy kombinezon, a na jego piersi spoczywały gogle termowizyjne. Podszedł do aparatury przypominającej stację medyczną i zaczął przesuwać suwaki na ekranie.

— Co... co pan robi? — wykrztusiła Cindy, a jej głos brzmiał obco, słabo.

Toomes odwrócił się, trzymając w ręku jeden z przewodów, który pulsował fioletowym światłem – jej światłem.

— Robię to, co Stark powinien zrobić dawno temu, gdyby nie był tak zajęty budowaniem sobie pomników — powiedział Toomes, podchodząc bliżej. — On trzyma cię w tej wieży jak egzotyczne zwierzątko. Karmi cię, daje ci lekcje, ale boi się tego, czym naprawdę jesteś. Ja się nie boję, Cindy. Ja widzę potencjał.

— To jest kradzież... — syknęła, próbując wykrzesać iskrę magii, by rozerwać więzy, ale nici natychmiast zaabsorbowały energię, sprawiając, że krzyknęła z bólu.

— Nie kradzież. Eksperyment — poprawił ją Toomes, nachylając się nad nią. — Widzisz, technologia Chitauri, którą zbieram od lat, ma jedną wadę. Jest niestabilna. Reaktory łukowe Starka są zbyt... „czyste”. Potrzebowałem czegoś, co potrafi naginać zasady fizyki. Czegoś, co nie pochodzi z maszyny, ale z duszy. Twoja magia, ta fioletowa anomalia... ona jest kluczem.

Podszedł do ogromnej konstrukcji w głębi hangaru. Były to skrzydła Vulture’a, ale doposażone w nowe, potężne działka energetyczne.

— Stark zarabia miliardy na kłamstwie, że chroni świat — kontynuował Toomes, a w jego oczach zapłonął autentyczny gniew. — Ale świat nie potrzebuje ochrony, tylko równowagi. Za kilka godzin Stark wyśle transport najnowocześniejszej broni na północ. Ukradnę go. Ale żeby przebić się przez jego systemy obronne, potrzebuję impulsu, którego jego czujniki nie rozpoznają. Twoja magia zasilająca moje działa sprawi, że będę niewidzialny dla jego radarów. Będę duchem w systemie.

Cindy patrzyła z przerażeniem, jak fioletowa energia z jej własnego ciała przepływa przez „kroplówki” wprost do rdzenia skrzydeł Toomesa.

— Liz... ona ci nigdy nie wybaczy, jeśli się dowie — wyszeptała Cindy, licząc na resztki jego sumienia.

Toomes zamarł na ułamek sekundy. Jego twarz na moment stwardniała, ale zaraz wrócił do pracy przy terminalu.

— Liz będzie miała wszystko, czego zapragnie. Będzie bezpieczna, bogata i nigdy nie dowie się, jak smakuje głód, który ja czułem przez Starka — warknął. — Jesteś mi potrzebna jako bateria, panno Strange. Tylko tyle.

Na moment zawahał się, marszcząc brwi, gdy spojrzał na odczyty.

— Niestabilność przepływu… twoje ciało wciąż stawia opór — mruknął.

Odwrócił się i podszedł do metalowego stołu ustawionego z boku pomieszczenia. Leżały na nim narzędzia, fiolki i sprzęt medyczny. Cindy poczuła, jak jej oddech przyspiesza.

— Co pan robi? — zapytała, a w jej głosie pojawił się strach.

Toomes wziął strzykawkę i powoli napełnił ją bladoniebieską, lekko świecącą substancją.

— Dodatkowa stabilizacja — powiedział spokojnie. — Twoje ciało próbuje kompensować utratę energii. To przeszkadza mojej aparaturze.

Podszedł bliżej. Cindy zaczęła szarpać się w uchwytach. Magnetyczne klamry natychmiast zacisnęły się mocniej, a reaktor odpowiedział ostrym impulsem bólu.

— Nie! Proszę! — krzyknęła. — Jeśli mój tata się dowie… jeśli Stark się dowie, co pan robi… znajdą pana!

Toomes zatrzymał się. Jego spojrzenie stwardniało.

— Stark? — powtórzył cicho.

— On już mnie szuka… Peter też… nie ucieknie pan…

Bez ostrzeżenia Toomes uderzył ją w twarz. Jej głowa odchyliła się na bok, a w ustach znów poczuła smak krwi.

— To jest ostrzeżenie — powiedział niskim, chłodnym głosem. — Nie próbuj straszyć mnie Starkiem. On nie uratował takich ludzi jak ja.

Wbił igłę w jej ramię.

Chłód rozlał się po jej żyłach, a chwilę później całe ciało napięło się gwałtownie. Nici rozbłysły jaśniej, a reaktor zawył głośniej, jakby właśnie dostał to, czego potrzebował.

— Nie…! — krzyknęła, wyginając się w fotelu, gdy przepływ energii nagle przyspieszył.

Toomes obserwował wskazania przez chwilę, po czym skinął z zadowoleniem i wrócił do konsoli.

— Tylko tyle. Kiedy skończę, Ross dostanie anonimowy telefon z twoją lokalizacją. On dostanie swoją uciekinierkę, ja dostanę transport, a ty... ty w końcu trafisz tam, gdzie nikt nie będzie się bał twojej mocy. Do celi.

Toomes nacisnął główny przycisk na konsoli. Reaktor zawył, a Cindy poczuła, jak potężna fala energii zostaje wyrwana z jej wnętrza. Całe pomieszczenie zalał fioletowy blask,
a ona poczuła, że traci przytomność. Ostatnim, co zarejestrowała, był cichy, metaliczny dźwięk w jej uchu.

Słuchawka Starka. Wciąż tam była.
I choć była uszkodzona, wciąż odbierała słaby sygnał.

— Ci-ndy... słys-zysz... mnie? — Głos Petera, przerywany trzaskami, brzmiał jak ostatnia deska ratunku. — Namierz-amy... sy-gnał... wytrzy-maj...

Toomes odwrócił się w stronę wyjścia, zakładając maskę Vulture'a, nieświadomy, że jego „bateria” właśnie nawiązała kontakt ze Spider-Manem.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz