Poranek w Nowym Jorku był rześki, a słońce dopiero zaczynało wspinać się nad linię drapaczy chmur. Jego pierwsze promienie odbijały się od szklanych tafli Wieży Starka, rozszczepiając się na dziesiątki złotych refleksów, które powoli wlewały się do wnętrza apartamentu. Miasto dopiero budziło się do życia - gdzieś w dole słychać było odległe klaksony, szum ulic i jednostajny rytm metra.
Cindy stała przed lustrem w swoim nowym pokoju.
Przez dłuższą chwilę tylko na siebie patrzyła.
Dżinsy. Szara bluza z kapturem. Zwykłe trampki. Plecak oparty o krzesło.
Wyglądała... normalnie.
I to było w tym wszystkim najdziwniejsze.
Jej palce przez moment zawisły nad zamkiem bluzy, jakby spodziewała się, że pod materiałem znajdzie coś innego - zbroję, runy, znak magii. Cokolwiek, co pasowałoby do ostatnich miesięcy jej życia.
Ale nie. Tylko serce bijące trochę za szybko.
- Cindy, tętno 95. Sugeruję głęboki wdech. Szkoła to nie Raft, nikt nie zamierza Cię tam przesłuchiwać - odezwał się kojący głos NIFTY w jej słuchawce.
Cindy prychnęła cicho.
- Dzięki, NIFTY. Ale w Raft przynajmniej wiedziałam, na czym stoję.
- W szkole największym zagrożeniem jest chemia organiczna i hierarchia społeczna - odpowiedział system spokojnie.
- To brzmi gorzej.
Cindy zarzuciła plecak na ramię, zawahała się jeszcze sekundę, po czym wyszła z pokoju.
W salonie czekała już Pepper Potts.
Stała przy wyspie kuchennej z kubkiem kawy w ręku, ubrana elegancko jak zawsze, jakby nawet zwykłe podwiezienie kogoś do szkoły było oficjalnym zadaniem o najwyższym priorytecie. Na blacie leżały kluczyki do jednego z mniej rzucających się w oczy Audi Tony'ego.
Pepper Potts uniosła wzrok i uśmiechnęła się ciepło.
- Gotowa na podbój edukacji publicznej?
Cindy zatrzymała się kilka kroków dalej.
- Nie wiem. Czy można się przygotować psychicznie na bycie... normalną?
Pepper Potts przechyliła głowę.
- Normalność jest przereklamowana. Ale szkoła? Szkoła to dobra przykrywka.
- Super. Czyli oficjalnie idę tam jako cywil pod przykryciem.
- Dokładnie. Misja: przetrwać do dzwonka.
Cindy podeszła bliżej.
- Gdzie jest Tony? - zapytała, rozglądając się po pustym apartamencie. - Obiecał, że sam mnie podwiezie w ten „historyczny dzień". Mówił coś o przemowie motywacyjnej i konfetti.
Pepper Potts westchnęła lekko, naciskając przycisk windy.
- Pan Stark musiał pilnie polecieć do Waszyngtonu. Ross znowu węszy wokół „zaginionych" Avengersów. Tony uznał, że lepiej być widocznym i oficjalnie bardzo odpowiedzialnym.
Cindy skrzywiła się.
- Czyli polityka.
- Niestety.
Pepper zawahała się na moment, po czym sięgnęła do kieszeni marynarki.
- Ale... zostawił coś dla ciebie.
Podała Cindy małe, eleganckie pudełeczko.
- Powiedział, że to „na wypadek, gdyby magia zawiodła, a technologia miała uratować ci skórę".
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
