Arogancki opiekun

303 13 0
                                        

- Ciebie też miło widzieć, Matthew. - Powiedziała przez zaciśnięte zęby, kiedy nie starczyło jej cierpliwości, żeby nie zwracać uwagi na jego dwuznaczność.

- Wsiadaj zanim się rozchorujesz. - Powiedział, a w jego głosie pojawiła się jakby... troska?

- Nie wsiąde do twojego auta zboczeńcu. - Odkrzyknęła w odpowiedzi.

- Nie bądź głupia, Soph. - Nie było w tym, co mówił,  żadnej ukrywanej złośliwości.

- Nie jestem. Nie myśl sobie, że dam się wykorzystać, bo deszcz leje.

- Nie chce cie wykorzystać, Sophie. A teraz nie wygłupiaj się i wsiadaj. - Brzmiało to tak szczerze, że dziewczyna aż się zatrzymała, auto też.

Sophie usłyszała tylko trzask drzwi i chłopak pojawił się obok. Poczuła na ramionach jego ręce.

- Chodź, jesteś zimna jak lód. - Matthew zaprowadził ją do auta, a sam poszedł do bagażnika.

Sophie oblał zimny pot, już się wystraszyła, że tylko żartował i jednak ją skrzywdzi. Jednak on tylko otworzył drzwi i rzucił jej na kolana koszulkę i dresy, oczywiście męskie.

- Przebierz się, nie będę patrzył. - Zrobiła to co polecił, z ulgą przyjmując jego gest.

- Dziękuję. - Podziękowała kiedy wsiadł do auta.

- Należy mi się coś za to Sophie. - Szelmowski uśmiech błądził po jego twarzy.

Dotknął palcem policzka. Dała za wygraną i przysunęła się do niego. A wtedy on szybko obrócił głowę i ich usta się spotkały. Niestety znowu zdziwienie dało mu dostęp do języka dziewczyny i pocałunek przeszedł z delikatnego w namiętny. Kiedy zabrakło im tchu odsunęła się, szczerze powiedziawszy trochę niechętnie. Teraz nie było jej zimno od deszczu tylko gorąco od pocałunku.

- Ciepłej ci już? - Uśmiechał się mocno, dumny ze swojego czynu.

- Tak. - Powiedziała szybko, czując, że się czerwieni.

- Dobra to teraz powiedz mi drogę do swojego domu, odwiozę cie.

Zrobiło jej się wstyd. Patrząc na jego auto należał do jednej z bogatszych rodzin, a ona ledwo wiązałam koniec z końcem i mieszkała w dzielnicy biedoty. Ale podała mu adres i robiła za nawigację. Szybko dojechali do mieszkania dziewczyny. Chciała wysiąść pierwsza, ale chłopak ją uprzedził i otworzył drzwi po jej stronie. Nie protestowała, powinnam oddać mu ubrania, więc zaprosiła go na górę.

- Sama je urządzałaś?

- Tak. Zbyt dziewczęce? - Po raz pierwszy na poważnie przejęła się czy komukolwiek spodoba się jej klitka.

- Jest piękne, jak ty. - Fala czerwieni oblała twarz nastolatki. Zawstydzona i speszona nie chciała już więcej ciągnąć tego tematu.

- Umm, przebiorę się i zaraz oddam ci ciuchy. - Uciekła do pokoju po ubrania. Wychodząc z nimi w rękach usłyszała tylko cichy śmiech.

- Weź gorący prysznic i zostaw sobie moje rzeczy, cholernie seksownie w nich wyglądasz. - Uśmiechnął się uroczo, tym samym pogłębiając zawstydzenie, które nie opuszczało Sophie od dłuższego czasu.

Uciekła przed całkowitym skompromitowaniem do łazienki. Posłucha Matthew'a tylko w jednej sprawie, z prysznicem. Nastawiła pralkę na wirowanie i weszła pod ciepłą wodę. Po 5 min odświeżona suszyła włosy. Ubrana w leginsy i luźny sweter wyszła z pomieszczenia. Pierwszym co napotkała wzrokiem był Matthew, w kuchni, robiący naleśniki. Lekko zdziwiona weszła do niego bacznie przyglądając się co robi.

Sophie | M.D. | E.S. |Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz