Ogarnia mnie szaleństwo

162 6 0
                                        

Matthew POV

Nad pokojem dla szatynki spędziłem niemal całą noc. Ale efekt był szałowy, oby Sophie też tak pomyślała. Po przespaniu zaledwie 3h zrobiłem ostatnie porządki i byłem gotowy odebrać dziewczynę ze szkoły. Wsiadając do auta zdałem sobie sprawę, że zapomniałem o najważniejszym... Co Sophie po łóżku jeśli nie ma w nim materaca! Strzeliłem mentalnego kopa sobie i ruszyłem pod szkołę.

Zauważyłem Sophie już kiedy stanęła na dziedzińcu. Zwiewna i kolorowa sukienka tylko podkreślała jej piękno, ale nie na tym się skupiłem. Jakiś chuj się do niej ślinił. Wręcz widziałem jak rozbiera ją wzrokiem. Ale ona nie zwracała na to uwagi. Mądra dziewczyna.

- Hej, Matt. Co taki zadowolony?

- A nic, nic. - Uśmiechnęłem się triumfalnie do kolesia, który nie spuszczał wzroku z Sophie.

- Jeszcze nie masz co triumfować. - Dostałem całusa w policzek.

- Teraz już masz.

Wow. Sophie... Ostrożnie bo nie będę mógł się powstrzymać!

W luźnej atmosferze dojechaliśmy pod kamienicę dziewczyny i zabraliśmy się do przeprowadzki. Na dzisiaj były to zaledwie 3 walizki i 2 kartony ze szkolnymi rzeczami. O dziwo szatynka pozwoliła mi sobie pomóc ze znoszeniem rzeczy, i to bez zbędnych kłótni. Zachowywała się dzisiaj trochę luźnej wobec mnie i cholernie mi się to podobało.

- Halo Matthew! Tu ziemia!!

- Mhm?

- Pytałam czy to nie problem przytrzymać u ciebie resztę moich rzeczy?

- No jasne, że nie. - Uśmiechnąłem się krzepiąco, dla tej dziewczyny zrobił bym o wiele więcej niż prosi.

Otworzyłem dom i zaczęliśmy z Sophie zanosić do niego rzeczy. Poszło nam sprawnie i bez większego problemu, ale postanowiliśmy chwilę odpocząć. W ramach podziękowania dziewczyna zaproponowała, że przygotowuje kolacje. Zrobiła pyszną sałatkę, o niebo lepszej od tej serwowanej przez mamę.

- Twój mąż będzie szczęściarzem.

Ja będę szczęściarzem. Znaczy... Ekhem... Nic, nic...

- Nie bądź tego taki pewny. - Wyruszyła ramionami i krótko się zaśmiała.

- Wezmę prysznic. Nie masz nic przeciwko?

- Jeżeli tylko weźmiesz go ze mną. - Odchrząknąłem.

Może kiedyś Matt. Nadzieja umiera ostatnia, przystojniaku.

- Znaczy jasne. Czuj się jak u siebie.

Podczas kiedy dziewczyna brała kąpiel zastanawiałem się co będzie z tym łóżkiem. Jedyne jakie miałem to moje własne. A nie chciałbym wyjść na nachalnego proponując jej wspólne spanie. Jednak nie mam innego wyjścia.

- Matt?

- Tak? - Poszedłem w stronę głosu dziewczyny.

Z błyszczącymi oczami rozglądała się po pokoju, który dla niej urządziłem.

- Jest twój. Nie zdążyłem tylko kupić materaca.

- Jest piękny. Dziękuję.

Sophie obróciła się w moją stronę, a w jej oczach świeciły łzy. Delikatnie starłem kciukami, te które pociekły po policzkach i patrzyłem dziewczynie prosto w oczy.

- Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Myślę, że należy Ci się coś za to. - Uśmiechnęła się niepewnie.

Zanim zdążyłem pomyśleć o czym mówi Sophie jej usta przylgnęły do moich. Chciwy na jej dotyk pogłębiłem pocałunek. Nasze języki toczyły walkę o dominację. Mimo szoku taką śmiałością ze strony dziewczyny czerpałem garściami tej przyjemności jakiej mi dawała. Pragnąłem zachować ją na tak długo na ile się da. I nigdy nie zapomnieć. Położyłem dłonie na jej plecach i delikatnie nimi błądziłem po ich powierzchni. Pod palcami czułem jak dreszcze, zgaduje, że przyjemne, targały ciałem szatynki. Jednocześnie poczułem jak jej dłonie odnajdują się pośród moich włosów. Kiedy nie przestając błądzić językiem w moich ustach, jednocześnie pociągnęła mnie za końcówki nie mogłem powstrzymać pomruku przyjemności.

- Jesteś taka cudowna, Sophie... - Szepnąłem, kiedy się od siebie oderwaliśmy.

- Myślę, że już wystarczająco przełamałam lody i możemy spać w jednym łóżku. Przynajmniej dzisiaj. - Uśmiechnęła się zadziornie.

Wspominałem kiedyś, że to ideał, nie dziewczyna? Jak wariat na nią lecę!

Sophie | M.D. | E.S. |Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz