Chcę dla ciebie jak najlepiej

175 9 0
                                        

Matthew POV

Dostałem wiadomość od Andreasa i ruszyłem biegiem do auta. Ruszając spod domu nie byłem nawet pewien gdzie powinienem się kierować. Miasteczko było małe, więc postanowiłem pojechać do centrum i wtedy znaleść szpital.

Podczas drogi odchodziłem od zmysłów. Strasznie mną targało, wyrzuty sumienia i złość na samego siebie.

Jak mogłem zostawić jej samą? Przecież widziałem dobrze, że jest blada. Moja krucha Sophie...

Kręciłem się 10 minut po centrum aż zwróciłem uwagi na niepozornie wyglądający budynek. Wjechałem na zatłoczony parking i wybiegłem z auta. Drzwi wejściowe prowadziły prosto do recepcji. Podałem dane szatynki, a kobieta mnie pokierowała na izbę przyjść na 1. piętrze.

Dziewczyna była na dużej sali, pośród kilkunastu innych pacjentów. Przez szybę wyglądała jakby spała, ale mogła też być nieprzytomna, więc otworzyłem ogromne drzwi i skierowałem się w stronę jej łóżka. Usiadłem na krześle obok i bacznie się jej przyjrzałem. Ubrana była w szpitalną koszulę, podłączyli do niej kroplówkę, szara twarz i podkrążone oczy tylko bardziej mnie zdołowały. Obok mnie pojawił się lekarz.

- Witam. Pan jest kimś z rodziny?

- Tak. Co z nią?

- Stwierdziliśmy lekkie wstrząśnienie mózgu, które nie zagraża życiu ani zdrowiu. Dziewczyna straciła też trochę krwi, odkryliśmy wraz z tym, że ma anemię.

- Anemia?

- Tak, na szczęście, o ile można tak to nazwać, jest to typ anemii, któremu zapobiega się przyjmując dawki żelaza, które nie wchłania się prawidłowo z pożywienia. Panna McKayne powinna niedługo się wybudzić. Może Pan przy niej zostać. Podaliśmy jej kroplówkę z żelazem.

- Dziękuję.

Odetchnąłem z ulgą.

Moja Sophie jest już bezpieczna. Na całe szczęście.

Odprowadziłem wzrokiem lekarza i usiadłem obok jej łóżka. Chwyciłem jej dłoń, która swoją drogą była zimna. A wtedy ona zamrugała nieco nerwowo. Zdezorientowana otworzyła oczy, ale światło szpitalne nieco ją poraziło, więc ponownie je zamknęła.

- Sophie, jesteś w szpitalu. Już dobrze. Śpij. - Powiedziałem miękko.

- Matt, co się stało? - Wychripiała.

- Straciłaś przytomność pod prysznicem. Na szczęście Dre był w domu i w porę zauważył co się dzieje.

Szatynka chciała coś jeszcze powiedzieć, ale jej zakazałem i powiedziałem, żeby odpoczęła. Po chwili zasnęła, więc puściłem jej dłoń i zadzwoniłem do szefa, wziąć wolne do końca przyszłego tygodnia. Odkładając telefon od ucha odebrałem kolejne połączenie.

- Stary, co z nią?

- Ma lekkie wstrząśnienie mózgu, ale nic poważnego. Wykryto u niej anemię, nie wchłania żelaza z pożywienia. A tak to jest lekko zdezorientowana, właśnie śpi. Jak mieszkanie?

- Właśnie skończyłem sprzątać, ale obawiam się, że może i tak zalać sąsiadów. Kiepska sprawa. Poradzisz sobie z Sophie? Muszę uprzedzić sąsiadów z dołu.

- Poradzę, zostanę z nią tyle ile będzie trzeba. - Przełożyłem w to tyle żalu, że Andrea bez problemu wyczuł jak zależy mi na szatynce.

Wróciłem do niej na salę, dziewczyna miarowo oddychała. Postanowiłem jej nie budzić, ale się jej przyglądać. W ciągu godziny pojawił się obok nas lekarz, chciał zbadać rozcięcie na głowie i omówić kwestię anemii, ale widząc, że dziewczyna śpi zrezygnował. Powinna wypoczywać.

Mijała kolejna godzina, szpital stopniowo pustoszał, lekarz Sophie zadecydował, że przeniesie nas na osobną salę. Odmówiłem powrotu do domu i zostałem z dziewczyną. Senna atmosfera w szpitalu sprawiła, że przymykałem oko. Nie chciałem zasypiać, ale z drugiej strony bałem się potem prowadzić auto. Poddałem się więc snu i wtulając policzek w dłoń Sophie zasnąłem.

***

Końcówki moich włosów były przyjemnie ciągnięte przez czyjąś dłoń. Zamruczałem lekko, to było niezwykle przyjemne. Otworzyłem oczy i podniosłem wzrok na Sophie. Odzyskała kolory, a na jej ustach błądził delikatny uśmieszek.

- Jak się czujesz? - Zapytałem z troską.

- Lepiej. Siedziałeś tu całą noc?

- Mhm. Jeśli czujesz się na siłach to zawołam lekarza, jeszcze obejrzy ranę, pogada z tobą i wypisze cie.

- Zawołaj.

Wstałem z krzesła i się przeciągnąłem, kręgosłup bolał mnie po spaniu w niewygodnej pozycji. Chciałem już wyjść za drzwi, kiedy szatynka mnie zawołała.

- Matt?

- Tak, słonce?

- Co z mieszkaniem?

- Zalane, Andreas się tym zajął.

- On nie wie prawda?

- Nie mówiłem mu nic.

- Pociągną mnie do odpowiedzialności za szkody. - Powiedziała smutno. Po chwili znalazłem się obok niej, trzymając jej dłoń.

- Poradzimy sobie, Soph.

- My? Nie musisz nic dla mnie robić, Matthew.

- Właściwie, to... - Podrapałem się po karku.

- Chciałbym, żebyś zamieszkała ze mną. - Czekałem na jej reakcje, ale odpowiadała mi tylko cisza.

- Oczywiście kiedy będziesz musiała oddać mieszkanie. Andresa też dotyczy ta oferta, nie zostawię ciebie... Was na lodzie.

- Matt, to bardzo duże poświęcenie z twojej strony. Nie powinieneś. Naprawdę. Nie musisz przyjmować moich problemów na siebie. Muszę porozmawiać o tym z Dre. Zawołaj lekarza, proszę.

Spodziewałem się, że dziewczyna będzie miała opory przed przyjęciem oferty. Ale cholera przecież nie pozwolę jej zmarnować sobie życia,próbując wiązać koniec z końcem, żeby spłacić długi matki. Powinna skończyć liceum, to tylko miesiąc.

Sophie | M.D. | E.S. |Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz