Kłopoty w raju

213 11 0
                                        

Matthew POV

Zatrzasnąłem drzwi mieszkania i rzuciłem się na łóżko. Byłem totalnie rozwalony tym co zaszło parę minut wcześniej w domu Sophie.

Gdybyś nie był takim palantem i nie bawił się w Bethy i Trippa, to może teraz nie wyglądało by to tak.

Biłem się ze swoimi myślami i poczuciem winy. Być może właśnie wszystko zaprzepaściłem swoją arogancją.

Może to odpowiednia chwila, żeby wrócić do rodzinnego miasta?

Nie byłem na to gotowy w żadnym calu. Chciałem, żeby to wszystko okazało się wyjątkowo złym snem. A dziewczyna nadal chciała mnie w swoim życiu.

Nie miałem zamiaru się jej naprzykrzać. Ale też nie chciałem odpuszczać. Teraz to ja nie wiedziałem co zrobić.

***

Sophie POV

Ja: Przyjedziesz?

Cam: Nie chce wam przerywać orgii czy co tam uprawiacie ;)

Ja: Chyba właśnie kazałam mu się wynieść... Nie będzie żadnej orgii.

Cam: Co??

Cam: Zaraz będę!!

Po niespełna 20 minutach w drzwiach Sophie stanęła Camille. Od razu rzuciła się na  dziewczynę, dokładnie oglądając czy nic jej nie jest. Spanikowana przestała rzucać głupimi tekstami, a siedziała i znosiła zawieszenie, w którym Sophie tkwiła dobrą godzinę, aż przyjaciółka nie wyszła na chwilę do samochodu. Kiedy zostawiła ją samą w mieszkaniu wstała, w końcu z łóżka i postanowiła spakować się na jutrzejsze lekcje. Wkładała ostatni zeszyt, kiedy Cam położyła przede nią butelkę wina.

- Mam w aucie jeszcze dwie gdyby ta nie starczyła.

- Dzięki. - Uśmiechnęła się nieporadnie.

- Przyniesiesz korkociąg?

Sophie wyszła do kuchni, a Camille chwyciła mój telefon i ściągnęła posiłki.

Ja: Wracaj do domu. Sophie jest w rozsypce, a ja mam tylko siebie i wino. / Camille

Andrea: Właśnie wyszedłem od Dominica. Kupię lody.

Pełnym składem usiedli w salonie. Sophie zajęła zaszczytne miejsce między Dre i Cam. Naprzeciw siebie mając całą butelkę wina i aż trzy kubełki lodów do wybrania. Sięgnęła po orzechowe i zatopiła w nich największą łyżkę jaką znalazła.

Może zajadanie emocji jest głupim pomysłem, ale potrzebuję tego teraz.

Pozwoliła przyjaciołom zająć się resztą lodów i zaczęła jeść swoje, byle by nie musieć opowiadać co się stało. Niestety to nie powstrzymało ich ciekawskich i zarazem zatroskanych pytań.

- Sophie, skarbie co się stało? - Pierwsza zaczęła wywiad Camille.

- Uhm. - Sophie przełknęła lody i poczuła suchość w gardle tak przeraźliwą, że nie była w stanie ruszyć językiem.

- Właściwie to... To nie wiem. - Wzruszyła ramionami wracając do jedzenia lodów.

- Nie rozumiem. Siedzisz tu całkiem rozbita i ledwo kontemplujesz, ale nie wiesz co się stało? - Andrea włączył się do dyskusji.

- Ja... Przebierałam się w pokoju... I, i on to widział. I...

- Jezu wykorzystał cie? Zrobił coś czego nie chciałaś? Boże Sophie! Co za palant.

- Nie. Daj mi mówić. On... Nie chciał mnie skrzywdzić.

- Ale to zrobił, tak? Dlatego teraz tu siedzimy. Prawda?

- Camille! - Andrea wcisnął jej w rękę łyżkę i lody.

- Jedz i daj jej dokończyć, bo trajkoczesz bez przerwy.

- Nie zrobił nic na co bym mu nie pozwoliła. Dlatego nie wiem co się stało. Nie rozumiem czemu potrzebuje czasu. Czemu kazałam mu wyjść.

Andrea przytulił szatynkę mocno, a do nich  dołączyła Camille, która gestem pokazała, że usta ma zamknięte na klucz. Mimo ciepła i zrozumienia jakie dawali jej przyjaciele, wcale nie czuła się lepiej. Coraz bardziej żałowała tych ostatnich słów skierowanych do Matthewa. Nie była pewna czemu, ale wiedziała jedno. To było najgorsze wyjście jakie mogła wybrać w tamtym momencie.

***
3 dni później

Matthew: Cześć Camille. Jak się ma się Sophie?

Zmień nazwę kontaktu na "Arogancki Dupek"

Ja: A jak ma się mieć? Co się właściwie stało? Sophie całymi dniami się snuje i opowiada tak, że nic nie trzyma się kupy. Przysięgam, że jeśli jej coś zrobiłeś to cie zabije i pochowam obok psa dziadków w ogrodzie.

Arogancki Dupek: Spotkajmy się jutro. Będę czekał pod szkołą.

Sophie | M.D. | E.S. |Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz