30 minut przed umówionym spotkaniem Sophie i Matthew znaleźli się w Tuttex. Szatyn, wspomagając się nawigacją bez problemu dotarł do miejsca gdzie Sophie miała spotkać się z adwokatem. Widząc stres jaki nie odpuszczał dziewczyny od rana czuł okropną złość. Dziewczyna stała się dla niego tak ważna, że był zły na świat, że tak bardzo ją skrzywdził. Chciał jednak, żeby szatynka się rozluźniła i złapała trochę dobrego humoru. Dlatego przez całą drogę głośno śpiewał razem z radiem, opowiadał mało śmieszne żarty, ale udało mu się tylko na chwilę rozbawić nastolatkę. Kiedy minęli znak Tuttex naraz powróciły ponure myśli, na które urok Matthew'a nie działał.
- Zaczekać na ciebie w aucie? - Rzucił kiedy Sophie sięgała po klamkę.
- Wolałabym, żebyś został. - Popatrzyła na niego smutno.
- Jasne. - Pogładził jej dłoń w geście zrozumienia.
Sophie wysiadła z auta i na drżących nogach weszła do budynku. Zajęła pierwszy wolny stolik, siadając akurat tak, że Matthew miał na niego idealny widok. Kiedy tylko usiadła zaraz obok niej pojawił się mężczyzna koło 40, w garniturze. Szatyn z auta widział jak łapczywie lustrował wzrokiem Sophie. Oboje usiedli i po chwili pojawił się obok nich kelner, złożyli zamówienie. Adwokat wyciągnął z teczki dokumenty, które zapewne dotyczyły spadku po ojcu. Chłopak widział, jak Sophie nerwowo łapie się za palce i z ogromnym przejęciem słucha mężczyzny naprzeciwko. Kiedy kelner wrócił z ich zamówieniem dziewczyna położyła prosto dłonie na stole, próbując zapobiec ich drżeniu, nie chwyciłaby inaczej kubka, a ogromnie chciało jej się pić. Po chwili na ręce dziewczyny znalazła się dłoń adwokata, Sophie miała na twarzy wypisane dużo uczuć, od zdziwienia zaczynając, na strachu kończąc. Adwokat jednak na to nie reagował i pewniej dotykał szatnkę.
Co ten chuj sobie myśli? Że może tak sobie obłapiać Sophie? Moją Sophie...?
Matthew zerwał się z fotela. Pośpiesznie zamknął auto i biegiem puścił się w stronę dziewczyny. Stojąc przy jej stoliku złożył całusa w jej czoło i usiadł obok. Posyłając przy tym groźne spojrzenia w stronę adwokata.
- Kochanie przepraszam, że tak długo.
- Paulo Contigo, a Pan to? - Mężczyzna odchrząknął zabierając dłoń z ręki Sophie.
- Narzeczony. Proszę sobie nie przeszkadzać.
Uśmiechnął się krzywo. Paulo szybko załapał, że chłopak widział całe zajście z ręką, więc przybrał oficjalny ton i mówił dalej. Sophie siedziała obok do cna poruszona, Matthew szybko skorygował swój napad zazdrości chwytając ją za dłoń i ściskając we wspierającym geście.
- Kontynuując to mieszkanie, w którym aktualnie pani mieszka jest zadłużone od dłuższego czasu i z tego powodu 3 lata temu zapadła decyzja o umożeniu długu sprzedając je miastu. Zatem padła również decyzja o tym, że ma pani miesiąc na wyprowadzkę od momentu skończenia pełnoletności.
- A-ale? Nic nie można zrobić, żeby mieszkanie nadal u mnie pozostało? - Zapytała z wyraźnym trudem.
- Niestety nie, od śmierci pani ojca nikt nie regulował długu. Jednak to nie wszystko. W spadku zapisana była również farma Emilith i West'a McKayn'ów. Wraz z nią oszczędności na koncie bankowym, ściślej 250 tysięcy dolarów. Na farmie był również samochód, sąd uznał, że również wlicza się w spadek. Pozostaje zatem tylko podpisanie oświadczenia, że zapoznała się pani ze spadkiem i zobowiązania odnośnie mieszkania. - Paulo podsunął szatynce pod dłoń plik dokumentów, ale ta trwała jakby w lekkim zawieszeniu.
Oddać mieszkanie? Matka chce, żebym była bezdomna?
Matthew szepnął jej do ucha, krótkie pytanie czy wszystko w porządku. Dziewczyna jedynie kiwnęła głową i zabrała się za podpisywanie dokumentów. Drżącą ręką, niezgrabnym pismem złożyła swój podpis.
- Klucze do posiadłości na wsi są w kancelarii. Mieszkanie musi oddać pani w mojej obecności, proszę zatem o kontakt, w przeciągu 2 tygodni. W razie pytań ma pani moją wizytówkę. Żegnam. - Zgarnął swoje rzeczy i wyszedł.
- Palant. - Rzucił mu na odchodne Matthew.
- Skarbie, w porządku?
- Mhm. - Sophie mruknęła, obojętna na czułość jaką obdarowywał ją chłopak.
- Zabiorę cie do domu, chodźmy.
Idąc ze złączonymi dłońmi ruszyli do autak. W drodze powrotnej Matthew zrezygnował ze śpiewania i żartów na rozluźnienie. Ustawił cicho radio i pozwolił dziewczynie w spokoju myśleć. Bardzo chciał trzymać Sophie za rękę, ale ważniejsze bezpieczeństwo, dlatego obie dłonie trzymał na kierownicy. Jednak co chwilę zerkał w stronę szatynki. Ta, chcąc ukryć łzy i wszystkie emocje wyryte na twarzy odwróciła się jednak do szyby i myślała nad tym jak to będzie.
CZYTASZ
Sophie | M.D. | E.S. |
Romance- Powtórz to. - Matthew patrzył na Sophie z iskierkami w oczach. Sophie od razu zrozumiała co chodzi po głowie szatyna, więc przyciągnęła go do siebie i wprost do jego ucha, szepnęła. - Tęskniłam za tobą Matt. - Odsuwając się musnęła ustami jego pol...
