Najpiękniejszy prezent

169 9 3
                                        

- Jestem gotowa! - Sophie krzyknęła z łazienki.

Wsadziła do torebki prezent dla Matthew'a i wyszła z pomieszczenia. Próbowała stawiać normalnie stopę, jakby była zdrowa, więc przy najmniejszym nacisku krzywiła się z bólu.

Dasz radę. Dziś są jego urodziny. Musisz być dzielna!

Zerknęła do salonu, gdzie ostatnich poprawek dokonywał szatyn. Wyglądał na zadowolonego. Uśmiechnął się do siebie w odbiciu i odwrócił do dziewczyny. Chwilę patrzył z lekko otwartymi ustami.

- Mam coś na twarzy? - Zaśmiała się krótko.

- Pięknie wyglądasz.

Sophie spłonęła rumieńcem, ale cieszyła się na tą reakcję. Chciała się podobać. Chciała, żeby wiedział, że to dla niego stara się być piękna. Kiedy do niej podszedł zmierzwiła mu włosy i szeroko się uśmiechnęła.

- No nieźle solenizancie. Dziewczyny padną na twój widok.

- Tylko jedna ma paść. Jak na razie trzyma się mocno podłogi. - Szepnął prosto do jej ucha, lekko zagryzając jego płatek.

- Spóźnisz się na własną imprezę Matt! Nie kokietuj!

Zgoniła chłopaka. Sms od Miny jasno mówił, że wszystko będzie na czas, więc mogą już jechać. Kiedy Matthew zabrał kluczyki od auta, ona sięgnęła po torebkę i ostrożnie poszła do drzwi. Ukrywała jaki ból sprawiało jej chodzenie, zaciskając mocno zęby.

- Na pewno wszystko dobrze z twoją kostką? - Martwił się chłopak.

- Tak. Szybko zaczęła zdrowieć, nie martw się. Dzisiaj twój dzień. - Uśmiechnęła się.

Niewinne kłamstwo nie zaszkodzi. Mimo, że boli.

- Dobra. Pamiętaj, że jakby coś się działo to możemy wrócić szybciej. - Pogłaskał ją po udzie wyjeżdżając spod domu.

- Będzie super, zobaczysz.

Cmoknęła go w policzek i włączyła radio. Śpiewając piosenki, które akurat znali śmiali się z siebie tak mocno, że rozbolały ich brzuchy. Dobrą zabawę przerwał sms.

Mina: Mamy problem... Tort nie dojechał, musimy sami się po niego wybrać.

Ja: Jak długo go przytrzymać?

Mina: 30 minut.

- Matt... Możemy podjechać jeszcze do galerii sztuki? I tak będziemy szybciej. - Uśmiechnęła się uroczo.

- Jasne Soph.

5 minut przed 20 znaleźli się pod galerią. Sophie pociągnęła do niej Matthew'a i zabierała w miejsca na sali gdzie nie ma zegarów. W głowie odliczała 25 minut w ciągu, których musi go przytrzymać.

To będzie trudne.

- Skarbie, spóźnimy się. - Jęknął Matt gdy pytania dziewczyny zaczynały się robić nieco bezsensowne.

- Mamy jeszcze dużo czasu. Oo. Opowiedz mi o tym. - Pokazała ręką w oddali jakiś eksponat.

- Dobra przyznaj mi się tu, mamy przyjechać trochę później? - Kiwnęła głową i skarciła się w myślach.

Sophie | M.D. | E.S. |Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz