Liczysz sie dla mnie

153 6 2
                                        

- Matt, nie spóźnisz się przypadkiem do pracy?

Sophie lekko pogoniła chłopaka, który bacznie się jej przyglądał i kontrolował czy jej stan się poprawia.

- Dzisiaj mogę zrobić wyjątek i się spóźnić. - Szepnął wprost do jej ucha.

- Po wczorajszych katuszach nie mam zamiaru forsować nogi. Idź już, czuje się dobrze. - Jęknęła.

Dla podkreślenia swoich słów cmoknęła go w policzek i dalej zajmowała się przygotowywaniem obiadu. Kiedy tylko Matthew zdecydował się pójść do łazienki natychmiast odłożyła nóż na bok i pobiegła do telefonu szatyna. W kontaktach wystukała Mina i zadowolona z siebie szybko przepisała numer.

Całe szczęście nie ma blokady. Ale swoją drogą nie spodziewałam się, że na tapecie i wygaszaczu ekranu znajdę się ja. Ciekawe czy zaskoczę Minę swoim telefonem?

- Soph, wychodzę. Bądź grzeczna i uważaj na nogę. - Zaśmiał się lekko.

W momencie kiedy chłopak zamknął za sobą drzwi, Sophie dostała sms. Szybko zerknęła na wyświetlacz i ponownie porzuciła robienie obiadu.

Dre: Załatwiliśmy zdjęcia i szkicownik. Jak idzie twoja cześć roboty?

Ja: Dobrze. Możecie wpadać. Matt właśnie wyszedł.

Jak dobrze, że mam takich przyjaciół. Co ja bym bez nich zrobiła.

Dre: Camille wpadnie, przekazałem jej wszystkie rzeczy.

Ja: Dziękuję ❤ Jestem winna wam wszystkim wypad na pizze ;)

Tak jak zapowiedział Andrea, po chwili w drzwiach stanęła Cam z pełną torbą w ręce. Chciała przekazać ją przyjaciółce jednak przypomniała sobie o jej nodze i zamiast tego położyła ją w salonie, i wróciła po Sophie, pomagając jej dojść do kanapy.

- Przyniosłam długopisy, rzeczy, które dał mi Dre. Oczywiście nie zapomniałam o czymś nie zdrowym na poprawę zdrowia. - Wyciągnęła chipsy z szatańską miną.

- Dzięki.

Sophie zabrała się za pracę, pozwalają jedynie Camille podawać jej potrzebne materiały, które znalazły się za daleko. Po 30 minutach wszystkie zdjęcia znalazły się na swoich miejscach, a szatynka dokładnie sprawdziła czy żadne z nich nie ma zamiaru się odkleić. Kiedy uznała, że wszystko jest w porządku sięgnęła po swój notatnik i zaczęła przepisywać z niego pojedyncze zdania, zapełniając przy tym wolne miejsca na stronach szkicownika.

- Mam nadzieję, że mu się spodoba. - Szepnęła Sophie.

- Nie ma innego wyjścia. Nawet mnie się to podoba, a nie jestem nim. - Zaśmiała się.

- Faktycznie pocieszenie. Uciekaj zanim wróci i zacznie się czegoś domyślać.

Popchnęła przyjaciółkę do wyjścia. Musiała chwilę pomyśleć. W samotności. Gdzieś w głębi duszy czuła, że właśnie taki prezent będzie odpowiedni dla Matta i mu się spodoba. Ale z drugiej strony bardzo się obawiała czy słowa jakie w nim napisała nie są zbyt intymne i pochopne. Czy nie przesadziła i na tym ucierpi ich przyjaźń. To ostatnie czego chciała.

Otworzyłam dla niego serce. Już niedługo dowie się, że chce, żeby należało do niego.

Bijąc się z myślami wróciła do robienia obiadu. W krótkim czasie przygotowała coś pożywnego i zajęła się sprzątaniem. W międzyczasie przypomniała sobie o telefonie do Miny. Chwyciła telefon i miała nadzieję, że dziewczyna odbierze.

- Halo?

- Hej, tu Sophie. Nie wiem czy Matt mnie... - Nie dokończyła.

- Jasne, że o tobie mówił. Co tam uwodzicielko? - Brzmiała bardzo przyjaźnie co dodało nieco odwagi dziewczynie po drugiej stronie.

- Właściwie to chciałam spytać czy nie mogę jakoś pomóc przy imprezie? 

- Niczym się nie przejmuj, mam tutaj sporą ekipę pracowniczą, ale... W sumie możesz pomóc mi nieco od zaplecza i przypilnować, żeby Matthie pojawił się w odpowiednim momencie.

Matthie? Przy tym moje najbardziej odważne zdrobienie jego imienia nie miało szans. Oby Mina nie była tak piękna z wyglądu jak zdaje się być z charakteru...

- Jasne.

Rozłączyła się i wytrącona z równowagi zajęła kanapę. Rozsiadając się przyłożyła lód do kostki, która coraz częściej zaczynała puchnąć. Stan jej nogi dołączył do kolejnych zmartwień jakie miała na głowie. Ugnieciona ich ciężarem pozwoliła sobie zasnąć.

- Soph, już jestem.

Drzwi otworzył Matthew, odpowiedziała mu cisza, więc zdjął buty i rozejrzał się za szatynką. Widząc ją śpiącą na kanapie, z lodem przy kostce, jego serce zabiło mocniej.

Jesteś taka krucha, a taka silna. Szaleje za tą osóbką cholernie mocno...

Delikatnie okrył ją kocem i zabrał lód. Sprawdził jeszcze stan jej opatrunku i wrócił do kuchni po coś do jedzenia. Uśmiechnął się widząc co przygotowała dziewczyna. Naleśniki były początkiem ich historii. Historii ich bliskości. Ich przyjaźni. Cieszył się, że ma ją obok. Dlatego mocno przejmował się jutrzejszymi urodzinami.

Co jeśli będzie czuła się źle w towarzystwie tych wszystkich osób? Nie chcę, żeby przemęczyła nogi. Nie chce, żeby cierpiała.

Ja: Nie szykuj after party, Mina. Zabiorę się z Soph wcześniej

Mina: Za późno ;* Myślę, że Sophie się zaklimatyzuje, nie martw się. Przyjmę ją ciepło, czuje, że się polubimy

Ja: Ma stłuczoną kostkę. W zasadzie nie powinna się ruszać jeszcze parę dni, ale się uparła, żebyśmy jechali. Nie chce, żeby żałowała decyzji

Mina: Co się stało z moim Matthew'em? Jesteś uroczy, jak się o nią martwisz. Aż się robię zazdrosna, Matthie

Mina: Drocze się tylko. Przybiegnę na ratunek i jakoś zatuszuje wasze zniknięcie na imprezie ;*

Ja: Dzięki xoxo

Sophie | M.D. | E.S. |Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz