Ucieczka przed prawdą

250 15 0
                                        

Poranek był chłodnym zdarzeniem z rzeczywistością. Sophie zdecydowanie nie była na niego przygotowana. Szczególnie kiedy poczuła chłód obok swojego ciała. Zamiast Matthew'a obok została puste łóżko. Nieco zdezorientowana przeciągnęła się, ogarnęła włosy i wyszła z pokoju. W kuchni panował lekki gwar i już z korytarza dało się czuć zapach kawy. Dziewczyna omijając łazienkę ruszyła prosto w stronę zapachu unoszącego się po mieszkaniu.

- Wstała nasza śpiąca królewna. - Zadowolony z siebie Dre tak podsumował jej wejście do kuchni.

- Ta królewna może Ci wypowiedzieć umowę w każdym momencie. - Odcięła się.

Matthew swoim śmiechem wypełnił całe pomieszczenie, a szatynka dopiero wtedy zauważyła, że się w nim znalazł. Nieco zawiesiła na nim wzrok.

Ubrał się. Ale włosy zostawił w takim nieładzie, że aż mnie ściskało. Jak można tak wyglądać po przebudzeniu? Mój seksowny nieład na głowie to 2h stania przed lustrem.

Oderwała na chwilę wzrok od Matthew'a i obdarzyła nim chłopaka Dre. Starszy od niego może o rok lub dwa. Zdecydowanie uroczy. Trochę speszony zajściem w kuchni, ale uroczy.

- Jestem Sophie, miło cie poznać. Andrea dużo o tobie mówił.

Szatynka uśmiechnęła się do niego i podała mu dłoń. Chłopak szybko odwzajemnił zarówno uśmiech jak i uścisk dłoni. A jego ciało oblała fala rozluźnienia.

- Dominic, mi też miło.

Mówiłam już jaki on słodki?

Sophie przekroczyła próg kuchni w poszukiwaniu kawy. Matthew cały czas bacznie ją obserwował, ale ona się nie złamała pod jego spojrzeniem. Musieli pogadać o tym co stało się wczoraj.

A raczej o tym co ja zrobiłam.

Sophie mimo wszystko wolała to odkładać jak najdłużej. Jednak dzbanek z kawą znalazł się tuż za plecami chłopaka. Ruszyła więc w jego kierunku. Łapiąc potrzebne jej rzeczy poczuła poruszenie obok siebie. Dre i Dominic bacznie ich obserwowali. Jakby czekali aż się na siebie rzucą, ogarnięci namiętnością.

Nic z tego. Żadnego show. A tym bardziej seksu przed publicznością.

- To może ja pójdę się ogarnąć.

Dziewczyna nieporadnie wskazała drzwi łazienki i z kawą w ręce wyszła z kuchni. Na całe szczęście nikt za nią nie ruszył i nie przeszedł się jej dziwnym zachowaniem.

Albo dobrze udawał.

Pobyt w łazience Sophie przedłużała w nieskończoność. Ale w końcu została wygoniona przez Dre, który chciał odwieźć Dominica do domu. Z nadzieją wyszła za drzwi i skradając się zajrzała do salonu i kuchni.

Wyszedł. Uratowana.

Dziewczyna zupełnie uspokojona ruszyła w stronę pokoju. Otworzyła drzwi, tak, że nie widziała łóżka za nimi. Wślizgnęła się do pomieszczenia i poszła do szafy po ciuchy. Kiedy miała wszystko wybrane zdjęła szlafrok, zostając w samej bieliźnie i nałożyła na siebie czyste ubrania. Obróciła się, żeby wyjść z pokoju.

- Jesteś taka piękna, Sophie.

- Idioto wystraszyłeś mnie. - Krzyknęła.

- Wiesz co to prywatność tak w ogóle?

- Nikt ci się nie kazał przede mną rozbierać. - Uśmiechnął się dumny.

Zapewne z tego co przez moją głupotę zobaczył.

- Tere fere. Sam byś to zrobił. O ile już tego nie zrobiłeś w nocy.

- Nie tknąłbym cie palcem gdybyś mi na to nie pozwoliła. A uwierz mi mam ochotę zrobić więcej niż tylko cie dotknąć. - Powiedział to zupełnie szczerze, bez cienia aroganckiego uśmiechu.

- Nie wierzę. - Sophie brnęła w zaparte.

Matthew zrobił dwa kroki i znalazł się zdecydowanie zbyt blisko brunetki. Wyciągnął do niej rękę i położył ją na zgłębieniu szyi. Kciukiem zataczał delikatne kółeczka na jej policzku. Spojrzał Sophie w oczy prosząc o zgodę, a ona się mu poddała.

Chciałaś tego Sophie. Siebie nie musisz okłamywać.

Matthew złączył ich usta. Nie było w tym żadnej gwałtowności. Ich wargi współgrały ze sobą idealnie. W tych delikatnych pocałunkach było tyle pragnienia. Pragnienia drugiej osoby. Bliskości. Chłopak odsunął się ode Sophie kiedy zaczęło brakować im obojgu tchu.

- Nie mam zamiaru cie skrzywdzić, Sophie.

Brzmi tak szczerze. Na pewno mówi prawdę Sophie. A co jeśli nie? I to tylko moja wyobraźnia wszystko podkręca.

- Sophie, powiedz coś. - Stał w pokoju zupełnie skołowany. Pierwszy raz nie biła od niego pewność siebie, ale obawa, a wręcz strach.

- Co mam powiedzieć? Nic nie rozumiem. Dlaczego to wszystko dzieje się tak szybko? - Chyba nie na taką odpowiedź liczył, jego mięśnie bardziej się spięły.

- Jeśli nie chcesz, żeby tak to wyglądało mogę skończyć. Zostawię cie w spokoju, zniknę.

- Muszę to przemyśleć. Potrzebuję czasu.

Sophie usłyszała tylko trzask drzwi i odjeżdżający samochód zanim ruszyła się choćby na milimetr.

Sophie | M.D. | E.S. |Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz