Potrząsanie moim ramieniem, wybudziło mnie ze snu. Nie otwierając powiek, zamruczałem ciche "hm?".
- Jest piąta. Musimy się zbierać, no wiesz, do szkoły - głos Louisa sprawił, że otworzyłem oczy.
- Jasne, już - wstałem i poszedłem do łazienki, przy okazji biorąc z szafy ubrania. Zwykle nie wstawałem aż tak szybko, ale nie chciałem się spóźnić do szkoły, mimo, że zaczynała się dopiero za trzy godziny.
Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic, odkręcając wodę. Błyskawicznie umyłem się i po kilku minutach ubierałem się w rzeczy. Założyłem białą koszulkę z czarnym napisem ADIDAS, którą kupił mi Lou i spodnie dżinsowe. Wysuszyłem loki, a kiedy byłem już prawie gotowy, szatyn wszedł do pomieszczenia. Przytulił się do mnie, a ja zobaczyłem w lustrze jak się uśmiecha i zaczyna obdarowywać pocałunkami moją szyję.
Odepchnąłem go od siebie, głęboko oddychając.
- Co?
- Za chwilę wyjeżdżamy, a ja nie mam zamiaru znowu brać prysznicu - powiedziałem, krzyżując swoje ramiona na piersi. Louis uśmiechnął się wrednie ze spojrzeniem "jeszcze zobaczymy" i wyszedł, a ja podążyłem za nim. Poszedłem za nim pod drzwi i pochyliłem się aby ubrać buty, jednak po chwili poczułem jak mój pośladek piecze od mocnego klepnięcia.
Zignorowałem to i ubrałem spokojnie buty, po czym zabrałem ze sobą torbę z nowymi rzeczami. Ziewnąłem i oparłem się o ścianę przymykając powieki. Nagle otworzyłem oczy, widząc przed sobą twarz Louisa. Zjechałem wzrokiem na usta, które po sekundzie musnęły moje. Dłonie Lou ścisnęły mój tyłek, na co jęknąłem. Oddałem pocałunek, który był trochę mocniejszy niż zwykle, ale natychmiast odsunąłem szatyna od siebie, kiedy jego palce wślizgnęły się pod moją koszulkę.
- Chodźmy - sapnąłem i otworzyłem drzwi.
To nie tak, że nie chciałem Louisa. Po prostu nie miałem na to ochoty, szczególnie o tej porze.
Louis mruknął coś pod nosem, ale zamknął za sobą drzwi i poszedł za mną do recepcji, gdzie oddał kluczyki. Objął mnie w pasie i oboje w ciszy ruszyliśmy w stronę samochodu. Kilka minut później byliśmy w drodze do domu.
- Kochanie, podobał ci się nasz wyjazd? Może był trochę za krótki, ale...
- Lou - przerwałem mu z uśmiechem - Było cudownie. Dziękuję.
Louis jakby wypuścił powietrze z ulgą i w czasie drogi nucił pod nosem piosenki grane w radiu. Słuchałem go, a moje serce radowało się za każdym razem, kiedy krzyczał "KOCHAM TĘ PIOSENKĘ!", po czym po chwili dodawał "ale ciebie bardziej".
Z przyjemnością słuchałem jego głosu. Louis był jak miód dla moich uszu, lecz to wszystko nie trwało długo. Chłopak zatrzymał się na swoim podjeździe już po ponad dwudziestu minutach.
- Zgaduję, że zobaczymy się w szkole - zacisnąłem usta. Szatyn ujął moją dłoń, a drugą ręką przyciągnął mnie do siebie bliżej.
Przybliżył swoje usta do moich, ale zobaczyłem kogoś w oknie i odskoczyłem od Lou. Wypuściłem drżący oddech i zakryłem usta dłonią.
- Harry? Co-co się dzieje? - zapytał zaniepokojony. Jeszcze raz spojrzałem w poprzednie miejsce, jednak nikogo nie zobaczyłem.
- J-ja tam kogoś widziałem, Boo - wydusiłem - Nie róbmy tego gdzieś, gdzie ktoś może nas przyłapać. M-muszę iść, do zobaczenia później.
Wyszedłem z pojazdu, biegnąc do swojego domu. Stanąłem na schodkach i najciszej jak mogłem, przekręciłem zamek w drzwiach. Po chwili byłem już w środku, skradając się do swojego pokoju. Nie sądziłem, że ktoś już nie śpi, ponieważ to jest nieprawdopodobne. Emma wstaje o szóstej pięćdziesiąt, a obecnie jest dopiero koło szóstej lub nawet szósta, dlatego miałbym nawet czas na krótką drzemkę.
CZYTASZ
Never Say Never (L.S) | Zakończone
FanfictionHistoria opowiada o 20-letnim Louisie oraz 18-latku Harrym. Louis Tomlinson, szkolny "zły chłopczyk", lubi pomiatać ludźmi i uczuciami dziewczyn. Ma swoją 'elitę'. Jednak odkąd do szkoły zapisał się młodszy o dwa lata Harry Styles, Louis zaczyna coś...
