36. Wyznanie

9.3K 457 14
                                        

Od moich urodzin minęło dwa tygodnie, a ja z Kylem spędzałam każdą możliwą chwilę. Nasze wspólne spędzanie czasu sprowadzało się głównie do oglądania seriali i seksu, z tym że seks był na pierwszym miejscu. Roxy zaczęła nawet nam dogryzać, mówiąc, że króliki bzykają się rzadziej od nas, ale miałam to gdzieś i nawet nie myślałam, żeby coś zmieniać. Z braku zajęć zgłosiłam się do pomocy w przedszkolu i zostałam asystentką nauczycielki. Nie była to idealna praca dla mnie, ale z braku innych zajęć zgodziłam się, co wzbudziło pozytywne reakcje wśród miejscowych.

Roxy z Giovanni postanowili, że jak tylko skończą remont nowych mieszkań w wiosce, wynajmą jedno dla siebie. Postanowili tutaj zostać i układać sobie życie. Oboje próbowali skontaktować się z rodzinami, ale żadna z nich nie chciała utrzymywać kontaktu, po tym, jak wyznali prawdę o sobie i o tym, że są w związku z kimś z innego gatunku. No cóż, oboje byli dorośli i nie pochodzili z nadzwyczaj kochających się rodzin, więc przełknęli gorycz i postanowili żyć dalej. Z drugiej strony co to za rodzina, która nie chce cię znać, bo się zakochałeś/aś?

Nathan i Eve, zaczęli umawiać się na oficjalne randki, choć nikogo to nie zdziwiło. Szczerze mówiąc, to nawet do siebie pasowali i tylko czekaliśmy, aż ogłoszą, że są w związku albo, że zamierzają brać ślub.

- Jestem zaskoczona... - Blondynka weszła do kuchni akurat, wtedy kiedy jadłam śniadanie, więc spojrzałam na nią z uniesioną brwią, wyczekując dalszej części przemowy. - W końcu zeszłaś z Kyle'a. - Uśmiechnęła się szyderczo w moją stronę.

- A ja, że oderwałaś się od Gi. Nie muszę chyba przypominać, jak w czasie drogi tutaj przyssałaś się do niego jak pijawka. - Odgryzłam się i wróciłam do posiłku.

- Swoją drogą gdzie on jest? - Zapytała i usiadła ze szklanką i butelką soku przy stole.

- Rozmawia z moim ojcem.

Nie byłam pewna, o co właściwie chodziło i czemu ojciec chciał z nim gadać, ale nie dopytywałam. Mogłabym dać sobie rękę uciąć, że gdybym tylko zapytała, zapewniliby mnie, że wszystko jest w porządku. Nie wyglądali na mocno zdenerwowanych, więc uznałam, że nie muszę naciskać na nich.

Nadzieja matką głupich, tak mówią i mają cholerną rację, bo kiedy tylko pomyślałam, że jest ok, Kyle z ojcem wylecieli z gabinetu i każdy z nich z kimś rozmawiał przez telefon. Nie byłam w temacie, ale kiedy Julius powiedział, że ktoś atakuje wschodnią granicę, zeszłam prawie na zawał. Spojrzałam na równie przerażoną Roxy i w jednej chwili znalazłam się koło Kyle'a.

- Kto atakuję? Co się dzieje?

Byłam cholernie przerażona i słychać to było w każdym moim słowie. Kyle spojrzał na mnie i pocałował w czoło, zapewne, żeby mnie uspokoić, a sprawił, że jeszcze bardziej się bałam.

- Wszystko będzie dobrze, zostań tu z Roxy. - Odpowiedział, a ja złapał go za koszulkę i ścisnęłam mocniej. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał, ale nie mogłam nic z siebie wydusić, więc tylko wtuliłam się w niego. - Zaraz wrócę. - Zapewnił, skubany chyba umiał mi czytać w myślach, bo zawsze mówił, to co chciałam usłyszeć. Odsunęłam się niechętnie i patrzyłam, jak w pośpiechu opuszczał dom.

Czekaliśmy w niewiedzy, a każda minuta przyprawiała mnie o mocniejsze skurcze żołądka. Nie byłam na to gotowa, nie byłam w stanie znieść myśli, że może coś im się stać, a co gorsza, że ucierpią niewinni ludzie w wiosce. Roxy przygotowała dla nas herbatę, ale nie byłam w stanie jej przełknąć, nawet własnej śliny nie mogłam przełknąć z nerwów i ze strachu. Jak zwykle w mojej głowie pojawiło się milion myśl, które wcale nie były przyjemne, głowie martwiłam się o Kyle i o to, żeby wrócił cały. W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że znaczył dla mnie dużo, więcej niż się spodziewałam. Zdałam sobie też sprawę, że to głowinie on występował w moich wizjach przyszłości, choć wcześniej nie mówiłam o tym głośno. Cholerny Kyle! Jeśli zginie, to zamorduję go po raz drugi.

- Będzie dobrze. - Próbowała pocieszać i siebie i mnie Roxy, choć byłam pewna, że głównie siebie. Nawet ktoś, kto jej dobrze nie znał, wyczytał by z jej twarzy, jak bardzo spanikowana jest, a fakt, że mag nie wrócił oznaczał, że poszedł razem z moim ojcem i Kylem.

Kiedy miałam już zacząć rwać sobie włosy z głowy, usłyszałam glosy na zewnątrz i wybiegłam jak oparzona z domu. Zobaczyłam, jak Gi podtrzymuję jednego z wilkołaków z wioski, wyglądał na kogoś, kto mocno oberwał, ale jego twarz pozostawała kamienna. Blondyn miał na imię Rocky i czasami patrolował okolice, zwykle z surowym wyrazem twarzy, ale kiedy raz do niego zagadałyśmy, okazało się, że to całkiem miły facet. Niezbyt przystojny, ale miły.

- Gdzie Kyle? - Zapytałam z desperacją w głosie i już po chwili zobaczyłam swoją zgubę.

Nie zwróciłam uwagi na to, że szedł obok jakiegoś faceta i na to, że z nim rozmawiał — a raczej wydawał rozkazy. Nie zwróciłam uwagi na innych ludzi, którzy za nim podążali, ale od razu rzuciła mi się w oczy głęboka rana na jego brzuchu. Materiał czarnego podkoszulka był poszarpany i mokry od krwi, która jeszcze sączyła się ze świeżej rany, sam Kyle nie wyglądał, jakby się tym przejmował, ale moje serce stanęło na ten widok. Bo co jeśli rana byłaby głębsza? Co, jeśli by zginął?

- Mówiłeś, że będzie dobrze! - Wykrzyczałam, sama nie wiedząc czemu.

W moich oczach wezbrały się łzy, które niekontrolowanie zaczęły spływać po moich policzkach. Nie wiedziałam, czemu tak bardzo zareagowałam na to wszystko, skoro za jakąś godzinę rana się zagoi. Może to emocje, które dopiero mnie opuszczały, może zbyt mocno to wszystko na mnie oddziaływało?

Podeszłam do szatyna i wtuliłam się w niego, a on mocno mnie do siebie przyciągnął. Nic nie mówił, tylko głaskał mnie po plecach i oparł brodę na mojej głowie. Nie zwracałam już uwagi na nic dookoła, liczył się tylko Kyle i to jaką ulgę poczułam, kiedy wrócił.

- Śnieżko... Jest już dobrze. - Zaczął spokojnie, a ja spojrzałam w jego błękitne oczy.

- Myślałam, że zejdę na zawał... - Powiedziałam i wtuliłam się w mężczyznę jeszcze mocniej. - Nie mogłam znieść myśli, że coś ci się stało. - Zacisnęłam pięści na jego koszuli i wzięłam głęboki wdech. - Kocham cię. - Wyznałam, czym zaskoczyłam nawet siebie.

Zastanawiałam się, czy to nie było za duże słowo, wypowiedziane w przypływie emocji. W głowie wypisałam wszystkie za i przeciw i doszłam do wniosku, że tak właśnie było. Nasza relacja w zaskakującym tempie zmieniała się, a ja wiedziałam, że nie chodziło już tylko o seks, że chodziło o coś więcej. Łapałam się coraz częściej na rozmyślaniu o przyszłości, w której zawsze znajdował się Kyle.

- Ja ciebie też śnieżko. - Pocałował mnie w czubek głowy. Przez kilka sekund zabrakło mi odwagi, by spojrzeć na niego, czułam się zażenowana tym, że jako pierwsza wyznałam mu miłość, ale po chwili nasze spojrzenia się skrzyżowały, a usta napadły na siebie.

- Będą z tego dzieci. - Usłyszałam za plecami głos Liama i kiedy już oderwałam się od Kyle, spojrzałam w tamtą stronę.

Stał razem z Gi i Roxy i z uśmiechami na ustach nam się przyglądali. Zboczeńcy! Zmierzyłam ich wzrokiem, na co blondynka zaśmiała się. I jak tu miłość wyznawać, jak zaraz masz za sobą zbiorowisko ciekawskich gapiów?

- Tak, cała gromadka. - Stwierdziła dziewczyna i puściła w naszą stronę oczko. Ja przewróciłam oczami, a Kyle uśmiechnął się dumnie i mocniej mnie do siebie przyciągnął — pozer!

- Właśnie idziemy je robić i proszę o nieprzeszkadzanie.

Poinformował Kyle i jak gdyby nigdy nic przerzucił mnie sobie przez ramie. Pisnęłam w szoku, a ten zaczął maszerować w stronę domu, niosąc mnie jak worek kartofli, nawet mimo moich głośnych protestów. Nasi przyjaciele zaczęli się śmiać, a później głośno kibicować Kylowi ''dobrych strzałów'' i zakładać się czy będzie syn, czy córka. Mówiłam, że ich nienawidzę?

- Oszalałeś?! - Krzyczałam, kiedy wchodził po schodach. - Wyznałam ci miłość, nie powiedziałam, że będę matką twoich dzieci!

Darłam się jak opętana, bo nie wiedziałam, czy Kyle żartował, czy naprawdę miał zamiar wrobić mnie w dziecko. Co w sumie, jak się nad tym zastanowić nie było takie złe... Brrr.... o czym ja myślę?! Żadnych dzieci, nie teraz kiedy mamy Zacha na karku!

- Dla mnie jedno, równa się drugie. - Oświadczył wesoło.




MrokOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz