''W najpiękniejszym złudzeniu tli się rozpacz.''
* Marshall *
- Zach! Jak mogłeś oznaczyć Winter?! - Zapytałem wkurwiony. Ten dupek wiedział, że miałem zamiar to zrobić już od dawna.
- Przestań się na mnie drzeć... - Ostrzegł i spojrzał na mnie rozbawiony. - Zrobiłem to, bo ty sobie gdzieś polazłeś, a dobierał się do niej Avila. - Oznajmił i wrócił do wypełniania papierów.
Patrzyłem na niego jak na idiotę, przecież doskonale wiedział o tej całej farsie Nathana, wiedział, że nie ma zamiaru żadnej oznaczyć. Zacisnąłem pięści i starałem się zapanować nad moją wilczą stroną, która domagała się krwi. Mimo że byliśmy przyjaciółmi i był wyżej ode mnie w hierarchii, to miałem ochotę czasami, jebnąć mu w ten pusty łeb.
- Avila? Przecież wiesz, jakie ma śmieszne poglądy... - Prychnąłem w jego stronę.
- Umiem wyczuć napalonego faceta, uwierz, nawet jeśli nie chciał jej oznaczyć, to leci na nią. - Odpowiedział beznamiętnie, po czym podrapał się po głowie.
Kurwa! Pieprzony Avila! Gdyby nie on, Winter byłaby moja, a tak nie mogę nic teraz zrobić. Postanowiłem obejść się smakiem, choć planowałem ją oznaczyć już od jakiegoś czasu, była w moim typie i do tej pory nie miała partnera.
Wyszedłem, trzaskając drzwiami. Jak wszystko mogło się tak spierdolić?
* Winter *
Wróciliśmy do reszty, trzymając się za ręce, co z pewnością nie obeszło ich uwagi. Roxy puściła mi oko, Gi uśmiechnął się podejrzanie, a Nathan zaczął robić sobie jaja. Nie byliśmy parą ani nic z tych rzeczy — w sumie to sama nie wiedziałam — ale na razie nie było nic między nami, oprócz kilku pocałunków — cholernie namiętnych i długich, ale tylko pocałunków.
- Mam dla was prezent. - Odezwał się uśmiechnięty Shaw i zaczął grzebać w swoim plecaku. - Tadam! - Krzyknął wesoło i wyciągnął dwie butelki wódki.
- Mieliśmy wziąć najpotrzebniejsze rzeczy, a ty wziąłeś wódkę?! - Wysyczała wściekła Roxy i rozmasowała sobie skronie.
Nigdy nie piłam tak mocnego alkoholu i nawet nie chodzi o mój wiek, ale o te pojebane zasady wilkołaków. Przez chwilę miałam zareagować podobnie do Roxy, ale czy kiedykolwiek będzie lepszy moment na napicie się pod namiotami jak nie teraz?
- Muszę stanąć po stronie Marshalla. - Powiedziałam, na co Roxy zmierzyła mnie wzrokiem.- No co? Nigdy nie miałyśmy okazji się napić... czy teraz nie jest najlepszy moment? - Zapytałam i uśmiechnęłam się do niej.
Nie musiałam dwa razy namawiać, tym bardziej chłopaków. Rozbiliśmy namiot gdzieś pośrodku lasu na jakiejś mini polance i rozpaliliśmy ognisko. Dopiero teraz mogłam wczuć się w ten klimat — noc, ogrzewające nas ognisko, które mieniło się światłem jak nigdy dotąd, żarty, straszne opowieści i my popijający mocny alkohol, czego chcieć więcej?
Chciałam wstać, ale lekko mnie zachwiało i Shaw złapał mnie w samą porę, bo zaliczyłabym przytulanie z leśną glebą. Swoją drogą nie rozumiałam, jak mogłam się tak szybko upić — wódka to zło.
- Złośnico, chyba cię ponosi. - Zaśmiał się, kiedy trzymałam się jego ramienia.
- Nigdy nie piłam. - Oświadczyłam.
Gi i Nathan żywo o czymś dyskutowali, a Roxy już dawno chrapała w jednym z namiotów. Byłam już zmęczona, ale kiedy chciałam iść się położyć, Marshall złapał mnie za łokieć i spojrzał na mnie błyszczącymi czarnymi oczami.
- Przejdziemy się? - Jego aksamitny głos sprawił, że nie mogłam odmówić, ale w tamtej chwili o cokolwiek by nie poprosił, zostałoby spełnione.
- Ok. - Miałam lekką chrypkę, ale nie przejmowałam się tym.
Oddaliliśmy się bardzo daleko od namiotów, co nie uszło mojej uwadze, ale przecież byłam z Marshallem, więc nic mi nie groziło. Szłam za nim jak owieczka, nie chciałam nawet protestować, bo musiałam przyznać, że wizja spędzenia czasu z nim sam na sam wydawała się wtedy kusząca.
- Winter? - Zaczął i przyparł mnie do drzewa obok. Jedną dłoń oparł obok mojej głowy, drugą złapał za podbródek i zmusił bym na niego patrzyła. - Masz teraz ostatnią szansę by dobrze wybrać.
Był poważny, co nie pasowało mi do niego, nawet jego głos mroził mi żyły. Zaczęłam niespokojnie się wiercić pod jego spojrzeniem, nie rozumiałam jego słów, plótł bez sensu. Zmarszczyłam brwi i starałam się skupić na jego słowach. A może to alkohol mieszał mi w głowie?
- Zaraz wpadnie tu Zach i zrobi się nie wesoło...- Otworzyłam szerzej oczy przestraszona. Dlaczego mi to mówił? Dlaczego nie zbieramy się i nie uciekamy? - Jeśli pozwolisz mi się oznaczyć, Zach nic ci nie zrobi. Poprosiłem go o to i machnął ręką, ale jeśli będziesz dalej uciekać... - Westchnął głośno i spojrzał na mnie tymi swoimi świecącymi oczami.
Moje serce zabiło szybciej i w jednej chwili otrzeźwiałam jak na zawołanie. To wszystko było na pokaz? Cała nasza ucieczka, wszystko, co razem przeliśmy były tylko kłamstwem?
- O cz...czym ty mówisz? - Wydukałam. - To nie jest śmieszne Marshall. - Dodałam oburzona, kiedy w mojej głowie przemknęła mi myśl, że znowu mnie wkręca.
- Winter, do cholery! - Wykrzyczał, a ja zamarłam. - Zaraz tu będą, masz minutę, żeby dać mi odpowiedź. Nie chce tego robić na siłę, ale jeśli... - Spojrzał na mój obojczyk, a mnie przeszył dreszcz. On mówił śmiertelnie poważnie.
- Chcesz mnie zabić?! - Wykrzyczałam, a moje policzki zrobiły się momentalnie mokre. Poczułam palące uczucie w sercu, poczułam zdradę na własnej skórze i to taką, która cholernie bolała.
- Nie chce cię zabić... - Westchnął i wytarł kciukiem moje łzy. - Przeżyłaś jad Zacha, to teraz też dasz radę.
W mojej głowie szalało tornado, wszystko, co przez kilka dni udało mi się zbudować, runęło. Wszystkie moje koszmary się spełniły, jednak miałam racje — wilkołaki to skurwiele.
- O czym ty mówisz! - Odepchnęłam go od siebie i kręciłam głową, starając się wyrzucić jego słowa z głowy. Może jednak mi się przesłyszało?
- Winter daj spokój, musisz w końcu znaleźć sobie partnera, a ze mną nic ci nie grozi, nawet ze strony Zacha. - Mówił to tak spokojnie, z taką pewnością siebie, że aż zrobiło mi się nie dobrze.
Zaczęłam płakać jeszcze głośniej, a moje ciało dopadły jakieś drgawki. Poczułam, jak moje serce pęka na milion kawałków, a te roztrzaskują się boleśnie o moją naiwność i głupotę. Jak mogłam uwierzyć, że wilkołak może być normalny?
Widziałam jak Shaw, wysuwa kły i wpatruję się w mój obojczyk i wtedy coś w moim wnętrzu zaczęło krzyczeć przeraźliwie. Nie mogłam na to pozwolić, nie mogłam znowu być własnością!
Kiedy był na tyle blisko, złapałam za pistolet, który wcześniej włożył między pasek, a spodnie. Odbezpieczyłam go i skierowałam wprost w miejsce, gdzie powinno znajdować się serce, nie zawahałam się i dopiero kiedy huk wystrzału ucichnął, wypuściłam broń z ręki. Pewnie dlatego, że się nie spodziewał, nie zdążył zareagować.
- Nienawidzę cię! - Wykrzyczałam do bezwładnego ciała. Chyba jeszcze mrugał w zdziwieniu, ale moje oczy zaszły mgłą, bo łzy leciały mi strumieniami. Nie wiem, ile czasu siedziałam skulona, ale nie na tyle długo by się uspokoić, a już na pewno by oglądać twarz kolejnego wilkołaka.
- Winter? - Głos Nathana wydawał się zaniepokojony.
Zerwałam się na równe nogi i wycelowałam w niego, kiedy tylko wyłonił się za drzew. Na jego twarzy pojawił się szok, kiedy zobaczył, co się dzieje. Nie wykonał żadnego kroku, ale wpatrywał się we mnie, jakby naprawdę się przejął.
- Coś ty zrobiła? - Zapytał, kiedy oglądał zwłoki Marshalla. - Dlaczego to zrobiłaś?! - Wykrzyczał.
Moje dłonie drżały ze strachu, z szoku i wszystkich emocji, których nie potrafiłam opisać, jednak nie opuściłam pistoletu. Nie mogłam tego zrobić, już nikomu nie ufałam.
- Wiedziałeś prawda?! - Wykrzyczałam i zalałam się łzami ponownie. - Wszyscy jesteście tacy sami! - Wyrzuciłam z siebie i poddałam się.
Nie miałam ani przyjaciół, ani nikogo kto pomógłby mi się stąd wyrwać. Ta ucieczka to farsa, a ja już nie mam siły, niech mnie zabiją. Oparłam się znowu o drzewo i zjechałam po nim.
- Winter, o co ci chodzi? - Jego głos złagodniał, ale czy miało to jakieś znaczenie? Wiedziałam, że udaje głupiego, ale skoro chciał tak grać to niech będzie.
- Zach tu zaraz będzie, a Shaw chciał mnie oznaczyć. Chcesz powiedzieć, że nie wiedziałeś, że twój kolega grał na dwa fronty? - Kpiłam z niego, choć miałam zachrypnięty, zmarnowany głos.
Zakryłam uszy dłońmi, nie chciałam już słuchać kłamstw, dlatego, kiedy Avila coś do mnie mówił, ignorowałam go.
- Winter musimy uciekać! - Wykrzyczał, kiedy oderwał moje dłonie od uszu. - Proszę cię, naprawdę nie wiedziałem. - Dodał błagalnie i spojrzałam na niego.
Mówił prawdę.************
Ktoś się tego spodziewał? Jak odczucia co do tego rozdziału?
Jeśli ktoś im kibicował, to przepraszam - nie bij, wytłumacz :D

CZYTASZ
Mrok
Fantasy''Nie ma żadnej więzi mate, jest tylko ON - ten, który cię wybierze i oznaczy... i wtedy do końca swojego życia - o ile przeżyjesz oznaczenie - będziesz od niego uzależniona, jego jad będzie twoim narkotykiem...'' ''Nigdy nie chciałam zostać oznaczo...