Dwa ostatnie dni zlewają mi w jedność. Co chwile słyszę tylko matczyne gadanie ojca, i Antona żebym wziął się w garść, tylko po co?. Moja ostatnia rutyna dnia jest następująca, wstaje pije, i w zasadzie na tym można zakończyć, bo pije cały jebany dzień. To tylko dwa dni bez moich dziewczyn, a ja się czuje jakbym nie widział ich szmat czasu. Moje obrzydzenie do siebie, nie spada, lecz jeszcze pnie się ku górze. Nie dzwoniłem, ani nie pisałem do Karinki, bo chciałem jej dać czas, i spokój. Ojciec, i moi chłopcy też nie kwapili się żeby pisać mi za dużo o stanie Karinki. A ja też nie miałem odwagi pisać. Gdyby mi napisali: wyniosła się, albo wraca do Polski. Chyba bym wtedy się załamał, a tak to tli się we mnie jeszcze jakaś nadzieje, na dobre zakończenie. Nikita codziennie mnie odwiedzał, i tylko kręcił wkurwiająco głową, nie wiem czego on ode mnie oczekiwał, że będę radośnie kwiatki zbierał ze świadomością mojej zbrodni. Wczoraj nastąpił też przełom, bo podczas wizyty ojca puściły mi wszystkie hamulce, i popłakałem się jak baba. Tata mnie bardzo wspierał, i powiedział że czas wracać, i stawić temu wszystkiemu czoła. W końcu jestem mężczyzną, muszę wszystko wziąć na klatę. Mam córkę, która mnie potrzebuje. Rano, ledwo wstałem z łóżka i poszedłem się wykąpać, widok w lustrze był przerażający widocznie ślady bo moich starciach z Antonem, to jeszcze te przepite oczy. No obraz nędzy i rozpaczy. Dziś wieczorem planuje wrócić do domu, tylko jeszcze muszę zajechać do klubu bo oczywiście wszystko się pali, i wali jak mnie nie ma. Kompetencje moich ludzi są tragiczne. Kiedy mnie nie ma klub zamienia się w chlew, i każdy robi co mu się podoba. Czterdzieści minut przerwy na papierosa, pewnie czemu nie. Pół godzinne flirtowanie moich kelnerek z klientami, także wskazane w czasie pracy, no dramat. Ten mój menadżer Paul to niczego nie potrafi przypilnować, nawet własnej dupy. Dziś wyleci, a jego miejsce zajmie Nino. On będzie trzymał piecze nad wszystkim, w czasie kiedy ja będę walczył o Karinkę, jak i powoli sabotował działania Camorry. Coś mi tu śmierdzi, i to bardzo, chcieli mnie sprowokować tylko nie wiem dlaczego. Ale przede mną, nikt i nic się nie ukryje. Ubrany schodzę na dół, gdzie przy stole kręci się jedna z panienek Antona. Za dnia zajmuje się domem, a w nocy jego chujem.
-Cześć- mówi do mnie.
Niech nawet nie liczy, na jakąkolwiek odpowiedź, z mojej strony. Nie mam na to czasu, ani sił. Za mną zaraz zjawia się Anton.
-Jedziemy do klubu- oznajmiam mu.
-Kiedy wracasz do domu?
-Dziś, wczoraj gadałem z ojcem, to już najwyższa pora- mówię pijąc pierwszy łyk kawy.
-Byłem wczoraj u was, nigdzie jej nie widziałem- mówi ostrożnie mój przyjaciel.
Czuję jak kawa cofa mi się z żołądka, bo moje koszmary chyba się sprawdzają, i zostawiła mnie. Nie tylko mnie, ale i Arię. A czego ja się spodziewałem, że będzie na mnie wiernie czekać. I jak wrócę do domu to przywita mnie z moją córką na rękach. Boże, nie poddam się. Ona miała zostać moją żoną, i zostanie nią. Nie mogę jej pozwolić odejść. Nie teraz, kiedy pokazała mi jak to jest mieć prawdziwy dom. Nie teraz kiedy pokazała mi co to jest prawdziwa miłość, oddanie, namiętność.
-Chciałem jej się oświadczyć, na Sardynii, mieliśmy tam wczoraj polecieć.
Antonowi mało oczy nie wyjdą z orbit. Jego reakcja jest lekko przesadzona, zawsze chciałem mieć żonę, i dzieci. Ale nie zrobiłem tego z Niną, bo chyba nie czułem, że to to. Dzieci też nie chciałem z nią mieć, ale wyszło jak wyszło, i nie żałuje że w moim życiu pojawiła się Aria. Aria miała matkę, ale nie na taką, na jaką zasługiwała. Nina żyłaby gdyby nie wysłała mojej córki na Ukrainę, na rok. A sama z Fabio balowała we Włoszech. Podła baba, jak dobrze, że już nie stąpa po tej ziemi. Zabieram swoje manaty, i idę do garażu Antona. Po drodze dzwonię do Teo, ale on ma wyłączony telefon, Wasilij tak samo. Po chwili czuję wibracje w kieszeni. Dzwoni Teo.
-No co jest kurwa?- pytam zły- czego nie odbieracie?.
-Mamy robotę Dorian, przyjechała dziś dostawa broni, coś Ty zamówił- śmieje się ze mnie.
-Mam poważne plany.
-I dobrze, Ci włosi sami się proszą o małe tango- uwielbiam entuzjazm Tea do walki.
Miałem jeszcze zapytać o Karinkę, ale strach przed tym co mogę usłyszeć skutecznie mnie powstrzymał. Czuję, że dziś też zaleje pałę, nie dam rady przejść tego na trzeźwo. Pierwszy raz aż tak boję się, a śmiertelny cios może zadać szczuplutka osoba, mierząca 1,7m. Parkujemy pod klubem, i szybko zabieramy się do pracy.
*****
Kiedy kończę pracę zbliża się dziesiąta wieczór. Dobra Dorian weź się w garść- próbuję się zmotywować. Nino przywiózł mi mojego Land Rover pod klub, więc wsiadam i ruszam, w stronę domu, z sercem w dłoni. Mam nadzieję, że Karinka tam będzie jeszcze, i nie zmiażdży mojego serca swoimi wypielęgnowanymi rączkami. Pędzę do domu jak natchniony, łamiąc po drodze kilka przepisów, świętem można by było nazwać dzień kiedy tego nie robię. Wjeżdżam na długi podjazd, i parkuję w garażu. Ostatni wdech, i wydech, wchodzę do domu. Rozglądam się, ale nigdzie nikogo nie ma. Salon-pusto, kuchnia to samo. Nie ma jej. Żal rozsadza mi serce. Wpadam na górę, i widzę Wasilija. Wymijam go, i wchodzę do naszej sypialni- pusto. Nie ma jej, nie ma jej. Tylko tyle powtarzam jak mantrę. Odwracam się, i w dwie sekundy jestem przed Wasilijem.
-Gdzie ona kurwa jest?!- krzyczę na mojego pracownika, ale i przyjaciela.
-Dorian- słyszę jej melodyjny głosik, i zamieram.
Puszczam momentalnie Wasilija, który znika na schodach. Odwracam się a obok pokoju Arii stoi ona, moja bogini, moje wszystko, mój jebany cały świat. Stoję i patrzę na nią jak zaczarowany, nie zdolny do wykonania żadnego ruchu, nic. Patrzę na nią z taka nadzieją w oczach, z taką miłością, oddaniem, mam ochotę paść u jej stóp, i oddawać jej cześć. Karinka widząc, że ja nie przestanę się na nią gapić jak psychol na szczeniaczka, zaczyna powoli iść w moją stronę. Widzę jak oczy jej się zaszkliły, dokładnie tak jak moje. Ale nie będę przy niej beczał, przyjmę wszystko na klatę, co mi ma do ofiarowania. Ważne, że tu jest. Kiedy jest już blisko mnie, widzę jak wyciąga ręce ku górze. Łapie mnie mocno za szyję, i przyciąga do siebie, wtulając się ufnie we mnie. Obejmuje ją równie silnie, i przyciągam do siebie, szepcząc jej przeprosiny do ucha. Całym jej ciałem wstrząsnął płacz. Gładzę jej uspokajająco po włoskach, bo wiem że to uwielbia. Odrywa się ode mnie, i patrzy mi w oczy, nie widzę w nich złości, nienawiści, czy żalu. Widzę sam smutek, i tęsknotę.
-Tak bardzo Cię przepraszam Karinko- szepczę blisko jej ust.
Nie pocałuję jej, poczekam aż ona mi na to pozwoli, aż będzie jakiś ruch z jej strony, który mnie upewni, że ona też tego pragnie.
-Ciiii Dorianie- uspokaja mnie- już wszystko dobrze- po tych słowach kończy w końcu naszą mękę, i złącza nasze usta.
Oboje przelewamy w ten pocałunek wiele, widać jak bardzo to wszystko nas wykończyło, Karinka z ociąganiem odrywa się ode mnie, i ciężko oddycha.
Patrzy mi w oczy, i wiem że teraz przyjdzie mi stoczyć jedną z najcięższych bitew.
-Porozmawiamy?- pyta ze swoim anielskim uśmiechem.
CZYTASZ
Opaska
RomantizmDorian zleca porwanie swojej byłej narzeczonej, która teraz jest z jego największym wrogiem, co się stanie gdy zamiast niej, w jego ręce wpadnie niewinna dziewczyna.
