Gabriel
Bleer zrzuciła z ramion swój różowy plecak i od razu pobiegła do sypialni w której odpoczywała Ariel. Chciałem ją zawrócić, ale dzieciak miał w sobie tyle energii, że aż zaskakujące.
Westchnąłem już upewniony, że szalona Bleer wróciła i zszedłem do piwnicy, gdzie czekała na mnie praca. Po powrocie z Nowego Jorku miałem na głowie naprawdę sporo spraw, które zaniedbałem, gdy mnie nie było w Bogocie.
Od chwili, gdy przekroczyłem próg dolnych pomieszczeń poczułem na sobie jakieś dziwne napięcie, a kiedy spojrzałem w stronę Matiasa i Berniego byłem pewny, że coś się spierdoliło; dosłownie.
- Co jest? - zapytałem prosto z mostu.
- Nie mam zielonego pojęcia - w głosie Berniego usłyszałem nutę lęku - Towar jak zwykle przyszedł kontenerem, ludzie na statku przeliczyli każdą paczkę, i wyszło dokładnie tysiąc. W środku powinna znaleźć się tona kokainy, i sto glocków które Raphael miał zabrać transportem do Hiszpanii. Jednak przeliczyłem to razem z Matiasem, i wyszło o połowę mniej kokainy. Worki wypchane są jakąś watą!
- Co, kurwa?! - uderzyłem dłońmi o betonowe ściany - Czy wy się, kurwa słyszycie?! Wata?!
- Sam zobacz - pod moje oczy podsunięty został woreczek z białym proszkiem który był razem z watą, na pierwszy rzut oka, to wyglądało jak proch wymieszany z czymś obrzydliwym! - Nie wiemy kto ingerował w przerzut. Wszystko miało przypłynąć z terenu gdzie capo ma wiele wtyków i sojuszników.
- Nie zapomnijcie o tym, że Raphael ma więcej wrogów niż my trzech razem wziętych! - zauważyłem starając się trzymać nerwy na wodzy - Zostawcie to! Nim rozpakujemy to gówno, muszę porozmawiać z Raphaelem. Dzieje się źle.
***
- Kurwa! - Diaz znajdujący się po drugiej stronie przeklął siarczyście przecierając twarz - Nie mogę przylecieć osobiście do Bogoty, aby sprawdzić co i jak. Musisz zająć się tym sam.
- A co? Żonka za fiuta trzyma? - parsknąłem prześmiewczo - Znowu ci zagroziła, że jeśli przylecisz będziesz miał roczny celibat?
- No właśnie, kurwa mać sprawa jest dość... - zamilkł na chwilę - Podejrzewamy, że spodziewamy się dziecka, ale póki Riley nie zrobi testu, a naciągnięcie jej na to graniczy z cudem i nie pójdziemy do lekarza, nie ruszam się nawet na krok. Muszę być z nią, chyba sam rozumiesz, nie?
- Ty i dziecko? Dobre mi - wspomnieniami wróciłem do chwili, gdy Parker dopiero się urodził, a w odwiedziny wpadł wujek roku i nawet nie wziął go na ręce, bo bał się, że narobi mu na białą koszulę. Cymbał - No dobrze - westchnąłem wracając do rozmowy - Tak na marginesie, pierdolona wata nawet w połowie nie wyglądała jak kokaina. Zrobił to jakiś amator.
- Tylko głupcy są tak pewni - puścił oczko poprawiając mankiety swojej granatowej koszuli, znajdował się w gabinecie swojej firmy do której wiedziałem, że niebawem będę musiał zawitać jako przedstawiciel i wspólnik - Nie pamiętasz naszych egzekucji? Ten motocyklista z Brooklynu był idealnym przykładem, że amatorszczyzna czym prędzej podłoży się sama pod nasze dłonie.
- Ich gang rozrósł się na wyższe tereny, aż do Kanady, więc jeden zabity chuj nie zrobił na nich wrażenia.
- Możliwe, ale nie ujmę tego, że grozili nam jak tylko wróciliśmy do Nowego Jorku, jeszcze przed ślubem Valentino.
Otworzyłem usta chcąc kontynuować rozmowę z brunetem, ale wtedy drzwi mojego gabinetu otworzyły się z hukiem, a przez sam środek weszła ubrudzona czymś czerwonym na buzi Bleer. Zmarszczyłem czoło kiedy małymi rączkami klasnęła podskakując.
- Tatusiu! Ariel zrobiła nam makaron z pomidorkami! Chodź! Pyszny jest!
Miałem na twarzy maskę, ale od chwili, kiedy Ariel zjawiła się pod naszym dachem coś we mnie pękało powoli, i skrupulatnie zacząłem rozmyślanie nad swoim nędznym postępowaniem względem Parkera i dziewczynki.
Moje kąciki ust delikatnie powędrowały ku górze. Pożegnałem się z Raphaelem i bez zbędnego gadania wyszedłem z gabinetu. Robiąc krok do jadalni wyczułem swoim zmysłem węchu zachęcający zapach jedzenia.
Usiadłem na czele stołu i rozłożyłem przed sobą serwetkę.
Rudowłosa wniosła dwa talerze z kupką makaronu i passatą, posypaną parmezanem, a za nią wyłonił się Parker. Nie miał na sobie koszuli, jak zawsze kazałem mu je zakładać, tym razem miał na sobie zwykłą koszulkę i spodenki, zaskakujące, że również i uśmiech na twarzy.
Kurwa! Ja nigdy wcześniej nie widziałem jego szczerego uśmiechu! Poczułem jak coś w środku zamienia mi się w pieprzoną miazgę.
Ariel postawiła danie przede mną, a sama usiadła po mojej prawej stronie. Tuż obok niej dzieciaki.
- Smacznego - jej melodyjny głos zabrzmiał pośród czterech ścian.
Złapałem za widelec i nawinąłem długi makaron. Wsunąłem porcję do ust, i o mały włos nie mruknąłem z zadowolenia. To było coś niesamowitego!
- Smakuje ci? - zapytała nieśmiało, a ja otrzeźwiony przytaknąłem. Przełknąłem jedzenie i spojrzałem na nią.
Piegowate policzki pokryte były rumieńcem, spokojnie zjadała, a jej pulchne wargi płynnie poruszały się w zgodnym ruchu. Poczułem jak między moimi nogami narasta pieprzone pożądanie.
Myślami wróciłem do nocy w której wyznała mi to co trzymała w sobie. Pod pewnym względem zaimponowała mi.
- A dla ciebie?
Znieruchomiałem. Moje spierdolone serce przyspieszyło, a coś na pozór bólu rozrosło się w moim gardle. Nie potrafiłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Przepraszam - nagle odgarnęła swoje rdzawe włosy na bok i ponownie ułożyła się na swoim miejscu - Zapomnij o tym.
- Ariel... - odzyskałem głos. Widziałem w niej coś tak niewinnego, że nie potrafiłem opisać tego nawet w środku - Spójrz na mnie.
Zamrugała kilka razy swoimi szmaragdowymi oczami i lekko uchyliła wargi. Jej ręka swobodnie leżała po lewej stronie.
- Pytasz czy dla mnie to jest seksowne, więc ci odpowiem - przysunąłem się delikatnie ku niej. Dotknąłem dłonią gładkiej, gorącej skóry rozkoszując się nią. Czułem jak napina się, i pokrywa gęsią skórką - Dla mnie to jest cholernie seksowne - mruknąłem jej na ucho - Uwielbiam krągłości, a to... chcesz wiedzieć jak na mnie działasz?
Mimo wszystko była przepiękną kobietą. Nie mogłem jej tego ująć, a z racji, że była moją żoną czułem się zobowiązany do wszelakiego świntuszenia!
- Gabriel - sapnęła łapiąc gwałtownie powietrze.
Wykorzystałem moment jej nieuwagi i skradłem pocałunek.
- Jest bardzo dobre - odchrząknąłem przywołując się do porządku.
- Cieszę się - odpowiedziała niemal od razu, wyglądała jakby czekała na moją odpowiedź przez ten cały czas, kiedy ja w głowie wspominałem nasze pierwsze zbliżenie!
Miałem wrażenie, że zdołałem poznać już dwie strony swojej żony. Pierwsza z nich była mroczna, zniszczona... taka sama jak moja. Druga zaś kompletnie inna. Kontrastująca, z przewagą dobroci, której w moim życiu brakowało.
CZYTASZ
Ariel. La mia speranza |18+
RomanceCzwarta część serii: La nostre speranze. Ariel Ranches Garcia jest dziewczyną która potrzebuje bliskości. Jest uzależniona od czynienia dobra drugiemu człowiekowi. Zrobi wszystko by zadowolić drugą osobę, nawet kosztem swojej duszy. Na jej drodze...