Rozdział 27

1.4K 171 17
                                        

Sunny

Właśnie kończyliśmy jeść kolację, kiedy zagrzmiało po raz pierwszy.

- A nie mówiłam – powiedziałam przełykając kawałek fety.

- Tak, mówiłaś. Dobrze, że zostałem – odparł Ash gryząc tost.

- Właśnie. Dziękuję... Oczywiście poradziłabym sobie, ale skoro już tu jesteś to jest mi naprawdę dużo milej. Dziękuję - mrugnęłam do niego. Zerknął na mnie i uśmiechnął się połową ust.

Dzisiaj mieliśmy naprawdę rewelacyjny dzień.

Po śniadaniu poszliśmy na spacer, pokazywałam Ashowi swoje ulubione miejsca, jedliśmy lody w parku, później poszliśmy na obiad do restauracji (deser pierwszy – to moje motto) i rozmawialiśmy. Ash mówił zaskakująco sporo, zwierzał mi się, co uznałam za najpiękniejszy prezent jaki mógłby mi dać. Opowiadał o swoim życiu w Londynie i oczywiście nie był szczególnie wylewny, ale to że w ogóle mówił - na przykład o tym jak podróżowali z moim bratem, albo o studiach, czy o koncertach w klubach... Kurczę, byłam zachwycona. Słuchałam go uważnie, z wielkim zainteresowaniem, czasami zadawałam pytania, jednak przez większość czasu starałam się być cicho i cieszyć się tym, że zaczął mi się zwierzać.

Ja również opowiadałam mu o sobie - o tym czym się zajmuję i o tym że większość czasu spędzam na sali gimnastycznej, lub hali sportowej z moimi dziewczynami, które – nie chwaląc się – uwielbiały zajęcia właśnie ze mną.

Prowadziłam zumbę, aerobik, jogę, rozciąganie oraz wiele innych zajęć i naprawdę uwielbiałam swoja pracę. Mój grafik był zawalony, bo cała masa kobiet i dziewczyn w wieku od 12 do 92 lat miała ochotę na odrobinę ruchu, co niesamowicie mnie cieszyło. Byłam dumna z tego, że dziewczyny chcą dbać o siebie, a ruch i sprawność fizyczna odpowiadały za produkcję hormonów szczęścia, dobre samopoczucie, zdrowie i miały całą masę innych zalet, także byłam chyba najbardziej szczęśliwą i najbardziej pozytywnie nastawioną osobą na świecie.

Ash słuchał mnie z uśmiechem i miałam wrażenie, że naprawdę cieszy się moim szczęściem.

Kiedy odpoczęliśmy po obiedzie wzięłam go z powrotem do parku i zaczęliśmy się wygłupiać podnosząc się na drążkach, robiliśmy różne ćwiczenia, próbowaliśmy naśladować się wzajemnie i mieliśmy przy tym niezły ubaw, więc spędziliśmy w ten sposób całe popołudnie.

Wróciliśmy do domu na kolację, którą przygotowaliśmy wspólnie w przyjemnej atmosferze.

- Było bardzo miło – powiedział do mnie jakby czytał mi w myślach, więc uśmiechnęłam się do niego szeroko. – Naprawdę. Chyba nigdy nie spędziłem dnia tak zwyczajnie, przy okazji tak świetnie się bawiąc.

- Też świetnie się bawiłam. Gdyby nie ty spędziłabym nie tylko koszmarną noc ale i wyjątkowo nudny dzień.

- Nie wierzę. Masz mnóstwo przyjaciół, w przeciwieństwie do mnie.

- Okej, mam wielu przyjaciół ale za to nikogo z kim tak bardzo chciałam spędzić czas i kto zostałaby u mnie na noc.

Pokiwał głową i spojrzał w okno.

- Cieszę się.

- To teraz... - wzięłam nasze talerze i zaniosłam je do kuchni, więc Ash ruszył za mną, aby pomóc mi posprzątać. – Obejrzymy film?

- Film?

- Tak. Film. Myślałam o jakiejś uroczej komedii romantycznej – Ash popatrzył na mnie z wyraźnym niepokojem, więc zaśmiałam się w głos. – Żarcik. Możemy wybrać coś, co spodoba się nam obojgu.

- Okej...

Usiadłam na kanapie biorąc do ręki pilota, a on przysiadł koło mnie i zerknął na telewizor.

- Może jakiś serial? – spytałam przeglądając zdecydowanie zbyt dużą ilość możliwości -... O „Peaky Blinders", to ci się spodoba. Polubisz Tommy'ego Shelby.

- Niby dlaczego?

- Nie wiem... Wydaje się irytujący i zarozumiały ale jak się mu dokładniej przyjrzysz to dochodzisz do wniosku, że w sumie równy z niego gość. Poza tym facetom podoba się ten serial. Obejrzałam kiedyś jeden odcinek i był okej. Możemy spróbować. Chętnie obejrzę go od początku, bo już nie pamiętam co się wydarzyło.

- Obojętne, możesz włączyć.

Więc włączyłam. Oglądaliśmy jakiś czas aż rozpadało się na dobre. Ash był chyba względnie usatysfakcjonowany moim wyborem, bo oglądał w skupieniu. Po jakiejś godzinie, czyli po pierwszym odcinku wyłączyliśmy, wzięliśmy prysznic (oczywiście osobno) i poszliśmy spać. Nic wielkiego, leżeliśmy grzecznie, przytuleni do siebie.

W poniedziałek stwierdziliśmy, że dzisiaj przecież też może padać. I we wtorek również. W środę postanowiliśmy, że już nie opłaca się aby Ash wracał do moich rodziców na sam koniec tygodnia, tym bardziej że mieliśmy serial do obejrzenia. W czwartek przeszliśmy nad naszym wspólnym pomieszkiwaniem do porządku dziennego. W piątek znowu padało – to był chyba najbardziej deszczowy czerwiec w historii, słowo daję!

A w sobotę...

W sobotę wszystko się zmieniło.

AshesOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz