Hunter
Jedenaście lat
- Jak żyję nie widziałam nic równie ślicznego... Jak do cholery udało się wam stworzyć coś takiego, co? – spytała ciocia Penny, trzymając na rękach małą dziewczynkę.
- Mogłabyś przestać mówić o moim dziecku „coś". To brzmi dziwnie – wujek wywrócił oczami po czym pochylił się nad noworodkiem i spojrzał na malucha z uwielbieniem. – Ale fakt, jest prześliczna...
Spojrzałem na dziecko i uśmiechnąłem się ciepło.
- Chcesz ją potrzymać? – spytał wujek. Przytaknąłem, ponieważ nie bałem się trzymać dzieci. Wziąłem Anę na ręce i spojrzałem na buzię, którą wszyscy się tak zachwycali. Faktycznie jak na tak małe dziecko była zaskakująco ładna. Usta odziedziczyła po swoim ojcu, więc były jeszcze pełniejsze niż u jej mamy. Oczka miała zamknięte ale długie rzęsy leżały na policzkach, a czarne włoski sterczały na wszystkie strony.
- Ale jest słodka – zaśmiałem się, oddając ją jej tacie.
Ana urodziła się cały miesiąc za wcześnie, w dzień moich jedenastych urodzin, co było niespodziewane ale na swój sposób miłe. Ciocia śmiała się, że dostałem ją w prezencie urodzinowym, ja natomiast uznałem to za całkiem zabawne i cieszyłem się z tej małej nawet bardziej niż z perkusji. Mimo że perkusja była naprawdę świetna.
Ciocia Zara wróciła ze szpitala wcześniej, ale Ana została w nim na ponad cztery miesiące. Na początku głównie przez to że była wcześniakiem, ponad to zaraz po narodzinach dostała infekcji. Cztery długie miesiące czekaliśmy w domu na jej powrót i martwiliśmy się, odliczając dni do momentu aż w końcu wyzdrowieje na dobre i lekarze pozwolą jej wyjść ze szpitala.
Ciocia i wujek chcieli mnie zabrać ze sobą kiedy spędzali długie godziny w szpitalu ze swoją córką, abym ją zobaczył i poznał, ale przeraźliwie bałem się szpitali, więc odmawiałem. Widziałem co prawda jej zdjęcia, ale trzymanie jej na rękach to jednak zupełnie co innego.
Cieszyłem się, że jest już w domu. Było mi smutno kiedy myślałem o niej i o tym że jest sama, w zimnym szpitalu, z dala od rodziców. Nie sądziłem że można być aż tak małym i nie pamiętałem już, że Sunny przecież też taka była.
Ana ziewnęła wydając zabawny odgłos, przez co parsknąłem śmiechem. Małe dzieci były naprawdę śmieszne.
Wujek wstał z małą i po chwili ruszył na górę.
- Zaniosę ją do Zary – uśmiechnął się i za moment zniknął. Ciocie zaczęły zawzięcie dyskutować bawiąc się przy okazji z Sunny, a ja poszedłem do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku i włączyłem muzykę na słuchawkach, wzdychając głęboko. Zamknąłem oczy zastanawiając się jakim cudem jeszcze pół roku temu byłem w Domu Dziecka, pewien że spędzę tam resztę mojego dzieciństwa i całe dorastanie, a moja siostra zostanie mi odebrana.
A rok temu? Żyłem w swoim osobistym piekle próbując związać koniec z końcem, chowając siniaki pod starymi, zniszczonymi ubraniami, kradnąc jedzenie i mleko dla mojej siostry ze sklepów. Zastanawiałem się co będę musiał zrobić, aby opłacić prąd gdy przyjdzie zimna, a Vince już nie będzie mógł mi pomóc i jak do cholery mam nie zamarznąć, oraz jak ochronić przed takim losem Sunny.
Westchnąłem głośno, wciskając palce w swoje zamknięte oczy. Nie chciałem do tego wracać. Dzisiaj byłem kimś innym, bez względu na to że przecież zawsze będę też tamtym chłopcem.
Dzisiaj miałem rodzinę, która mnie kochała. Te kilka miesięcy z nimi było jak spełnienie marzeń. Miałem wszystko, Sunny miała wszystko. Państwo Davies byli nie tylko wspaniałymi rodzicami zastępczymi, ale przy okazji też bardzo zamożnymi ludźmi i niczego nam nie brakowało.
CZYTASZ
Ashes
RomanceZnajdziesz tu: ☀️ grumpy/sunshine 🔥 różnica wieku 🎸 muzycy ⚡️ przyjaciel brata ❤️🔥 hate/love ❤ spotkanie po latach 18+ *Ash i Sunny*
