11. Pain (P)

1K 26 16
                                        

Hope

Travis spoczywał na moim ramieniu miarowo oddychając. Kilka pojedynczych pasm spoczęło na jego czole, powodując we mnie niesamowitą chęć odgarnięcia ich. Wyglądał szczerze jak bezbronne dziecko, któremu nawet najdrobniejszy ruch mógłby zrobić krzywdę.

Podziwiałam obraz za oknem, który zmieniał się w zawrotnym tempie. Bogata dzielnica zaczęła znikać jakby w oczach. Luksusowe budynki zastąpiły obskurne budowle, które w żadnym stopniu nie przypominały domy. Słońce natomiast swoimi promieniami oświetlało krajobraz, dając jasno do zrozumienia, że pomału zaczynało świtać. Poczucie bezsilności momentalnie obezwładniło moje ciało. Za niecałe dziesięć godzin rozpoczynałam kolejną zmianę w pracy, a zamiast odpoczywać w domu, wracałam z imprezy, która przyniosła więcej nieszczęść niż korzyści. Na samo wspomnienie dzisiejszego wieczoru poczułam jak gęsia skórka zaczyna formować się na moich rękach.

Pożądanie, to one będzie twoją zgubą i gwoździem do trumny.

Jak długo byłam w stanie grać w jego gry mając świadomość, że w każdym momencie był w stanie rozkruszyć mnie niczym szkło. Grę pozorów miałam opanowaną niemal do perfekcji, potrafiłam działać w taki sposób, aby nikt nie był w stanie wyczytać niczego z mojej mowy czy gestów. On jednak był na tyle rozbrajający, że odczuwałam wrażenie jakby potrafił czytać każdy nawet najdrobniejszy fragment, a już w szczególności moją duszę, którą w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób potrafił przeszyć na wskroś.

- Jesteśmy na miejscu - moje przemyślenia przerwał taksówkarz.

- Travis - delikatnie nim potrząsnęłam - Travis, kurde musimy iść -zdjęłam jego głowę z ramienia w wyniku czego bezwładnie opadł na szybę samochodu.

- Na pewno Pani sobie z nim poradzi ? - zapytał taksówkarz, zerkając na nas w wstecznym lusterku.

Nie wiele myśląc, lekko się zamachnęłam i uderzyłam chłopaka w tył głowy. Momentalnie jak wezwany do odpowiedzi Travis wyprostował i głośno krzyknął.

-Kurwa co jest - nerwowo rozglądał się po samochodzie, jakby nie przyswajał do końca co się właśnie wydarzyło.

- Wychodzimy - powiedziałam pchając chłopaka.

- Dobra... już poradzę sobie, tylko nie bij mnie więcej -ułożył ręce w geście obronnym.

Wysiadł z pojazdu, chwiejąc się na nogach, alkohol wciąż buzował w jego organizmie, przez co już przy pierwszym kroku musiał podeprzeć się o drzwi taksówki, by nie upaść. Odwróciłam się w stronę kierowcy, zapłaciłam należność za kurs i przeprosiłam za małe zamieszanie, które chwilę wcześniej spowodowaliśmy.

-Dasz sobie rade sam? - zapytałam, wychodząc z samochodu z chęcią złapania go pod ramię

- Oczywiście -odpowiedział pewnie i postawił kolejny krok.

Obserwowałam jak każdy ruch wymagał od niego gigantycznego wysiłku, a mimo to był na tyle dumny i uparty, że nie potrafił poprosić mnie o pomoc. Sytuacja naprawdę byłam dramatyczna a ja za żadne skarby nie chciałam znaleźć się w jego skórze. Nie minęła chwila, a Travis zachwiał się na nogach upadając przy tym z hukiem na ziemię.

- Może jednak ci pomogę ? -zapytałam śmiejąc się z jego upartości.

- A może lepiej nie ?

- O proszę a podobno to ja jestem uparta - wyminęłam go kierując się prosto w stronę kampera.

- Hope – usłyszałam za sobą.

- Tak - odwróciłam się a swój wzrok przeniosłam ponownie na przyjaciela, który z tej perspektywy wyglądał naprawdę komicznie.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz