26. Rapprochement (P)

763 19 46
                                        


Nate

Przepychałem się przez tłum starając się namierzyć Hope. Ludzie podchodzili do mnie co i rusz i zbijali piątki, dziewczyny natomiast cały czas starały się mnie w jakiś sposób zatrzymać, ale nie miałem w tym momencie ochoty ani czasu na pogaduszki. Liczyła się teraz tylko i wyłącznie ona. Dostrzegłem ją nagle przy drzwiach z napisem wyjście ewakuacyjne, rozglądała się na boki jakby czegoś szukała. Co dziwne kompletnie nie wyglądała na zdenerwowaną a wręcz przeciwnie była nad wyraz spokojna. Kiedy nagle jej oczy skrzyżowały się z moimi, wiedziałem, że to właśnie mnie szukała. Na jej twarzy zawitał dość charakterystyczny uśmiech a ona sama chwilę później zniknęła za drzwiami. Ruszyłem pędem w jej kierunku z nadzieją, że ją dogonię. Nie wiedziałem gdzie się kierowała, ani co miała w planach. Wyglądało to tak, jakby ze mną pogrywała, jakby po tym co zrobiłem na scenie chciała się tylko zabawić, a ja niewiele myśląc podjąłem się tej gry. Bo Hope była jak labirynt, krążyłeś wokół niej i krążyłeś i jeśli myślałeś już że znalazłeś drogę do celu to nagle okazywało się, że chodziłeś w kółko. Była moją niekończącą się zagadką, którą odkryje za wszelką cenę.

Dostrzegłem, że znaleźliśmy się na dworze przed klubem. Hope stała niewzruszona z papierosem w ręku skanując mnie przy tym wzrokiem. Wyglądała na świadomą swoich czynów, jakby niemal była pewna, że pójdę za nią i dołączę do jej kolejnej gry.

-Śledzisz mnie ? – zapytała bez obróbek.

-Muszę z tobą porozmawiać – odpowiedziałem bez wahania.

- Czyli nic nowego, to robi się nudne nie uważasz ? – zaśmiała się lekko.

- Nie rozumiem co masz na myśli ? – spojrzałem na nią ukradkiem.

Grała na emocjach jak zawsze, co więcej robiła to niemal perfekcyjnie jakby trenowała to latami.

- Ciągle za mną chodzisz i jedynie stawiasz warunki. A uwierz mi nie lubię, kiedy ktoś za bardzo chce ingerować w moje życie.

Jej spojrzenie, przypominało w tym momencie Gabrieli – zimne, skute lodem, bez żadnych uczuć. Co się stało przez te dwa tygodnie, że nagle była tak wyprana z emocji ? A może od początku pokazywała mi się w takiej wersji a ja po prostu tego nie dostrzegałem.

- Nie lubisz jak ktoś ci pomaga ?

- Nie lubię jak ktoś nie pyta się mnie o zdanie. Wytłumacz mi po co to wszystko- przedstawienie na bitwie, Travis w moim domu od dwóch tygodni, twoje pojawianie się a potem znikanie. Jesteś niesamowicie upierdliwy Nate. Każdą płaszczyznę mojego życia starasz się zawładnąć, a mi to się cholernie nie podoba.

Opanowanie, spokój, brak jakichkolwiek obelg. Nie poznawałem jej. Czy miała w tym trochę racji ? Czy faktycznie próbowałem zawładnąć jej ciałem i umysłem? Ona moim zawładnęła już dawno, więc to może po prostu był z mojej strony samowolny akt desperacji. Nie panowałem nad sobą kiedy była w pobliżu. Wyzwalała we mnie to co najgorsze – gniew, złość, odrazę i niechęć, ale też co najlepsze – szczęście, uśmiech i pożądanie.

- Nie mogłem pozwolić, żeby jakiś palant cię obrażał – odpowiedziałem wreszcie – A jeśli chodzi o Travisa to konieczne środki ostrożności, które musiałem zastosować – dodałem po chwili.

Nie rozumiałem czemu w ogóle jej się z tego tłumaczę. Równie dobrze mogłem milczeć i nie mówić jej kompletnie nic. Jej zachowanie zaczynało działać mi na nerwy. Nie dało się z nią normalnie rozmawiać, a każda próba zbliżenia od razu kończyła się atakiem. Pomału zaczynałem tracić też do niej cierpliwość. Nie mogła w nieskończoność blokować się i uciekać.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz