Nate
Dwa tygodnie do bitwy.
Zgodnie z prośbą Travisa, postanowiłem trzymać się z daleka od Hope. Jednak ta cisza między nami nie może trwać wiecznie, bo za dokładnie dwa tygodnie nadejdzie dzień bitew, a wtedy, czy tego chce, czy nie, będziemy musieli się zmierzyć. Zanim jednak to nastąpi, muszę stawić czoła swojej matce. Nie mogę dłużej odwlekać tego, co nieuniknione. Rozmowa z chłopakiem, przyczyniła się również do mojego powrotu do mieszkania, które przez ostatni czas było opuszczone. Nie uśmiechało mi się przebywać w nim, wiedząc, że Gabriela dorobiła sobie do niego klucze i w każdej wolnej chwili mogła się tam pojawić. Szczerze, mówiąc obawiałem się naszej konfrontacji. Nie wiem czy będę w stanie normalnie patrzeć jej w oczy i rozmawiać z nią po tym co mi zrobiła. Własnego syna potraktować jak najgorszego śmiecia to już naprawdę szczyt jej możliwości.
Obserwowałem obraz za oknem podziwiając panoramę miasta. Detroit nocą nigdy nie spało. Miasto w szczególności po tej stronie tętniło życiem. Ludzie spacerowali miedzy wieżowcami, chłonąc ich miejski klimat. Zapewne gdyby nie moje zamiłowanie do muzyki mieszkałbym gdzieś nad morzem, gdzie wzdłuż plaży mógłbym jeździć na moim ukochanym motocyklu. Niestety Detroit blokowało mi tą możliwość, nad czym bardzo ubolewałem. Od śmierci Justina wszystko przybrało inne barwy, a moi rodzice starannie ukracali mi wszystko, abym tylko nie zaprzepaścił kariery muzycznej. Owszem byłem dorosły i powinienem sam podejmować decyzję, ale ta cholerna umowa podpisana za młodu blokowała mi wszystkie. Jedyną opcją było zasięgniecie pomocy prawnika, który może w jakiś magiczny sposób byłby w stanie ją obejść.
- Dzień dobry synu – dźwięk wydobył się z końca pomieszczenia, imitując szept.
Momentalnie odwróciłem się w tamtym kierunku, a całe moje ciało stężało. Jestem tutaj dopiero jeden dzień to nie możliwe, że dowiedziała się o mnie tak szybko. Kurwa, to nie miało tak wyglądać, nie kiedy, nie ogarnąłem jeszcze paru ważnych kwestii.
- Będziesz tak milczał – ponownie usłyszałem, ten przeklęty głos, a chwilę później kroki, które echem odbijały się od ścian pomieszczenia – Porozmawiaj ze mną – usłyszałem po chwili.
Z ciemności zaczęła wyłaniać się postać, w głębi duszy zacząłem przygotowywać się już na najgorsze, ale wtedy spostrzegłem jego – mojego ojca.
- Co ty tutaj robisz ? – spojrzałem na niego z zaciekawieniem.
Nigdy, ale to dosłownie nigdy, nie zdarzyło się tak, że to on sam przyszedł do mnie w odwiedziny. Zawsze z matką stanowili nierozłączny duet. Mógłbym nawet śmiało rzec, że on był po prostu jej pupilkiem przy nodze, który nigdy sam za bardzo nie ingerował. Jedynie przytakiwał i starał się nie pogarszać sytuacji. Więc co mogło się wydarzyć, że tym razem pojawił się sam ?
-Tak, jak już powiedziałem, chce z tobą porozmawiać – odpowiedział spokojnie, aż za spokojnie.
Co tutaj się właśnie odpierdala.
- To ty potrafisz rozmawiać – zadrwiłem z niego.
Przed wypadkiem ja i ojciec dogadywaliśmy się świetnie, zawsze był osobą, która potrafiła pomóc oraz doradzić w każdej sytuacji. Starał się dawać z siebie tyle ile potrafił, bo Gabriela naprawdę nie dawała mu łatwego zadania. Na co dzień była uparta i konsekwentna. To on do domu wprowadzał rodzinną atmosferę i starał się zadbać o mnie i mojego brata. Niestety wypadek zmienił nas wszystkich, moją matkę w jedną wielką górę lodową, bez możliwości jej przebicia. Hermana w cień swojej żony, a mnie w kompletny wrak człowieka, który na każdym kroku podporządkowywał się swoim rodzicom. To była tragedia dla nas wszystkich, ale do cholery mieli jeszcze jednego syna, o którym kompletnie zapomnieli w momencie, kiedy on potrzebował ich najbardziej. Niech nawet oboje nie myślą, że będę w stanie im to wybaczyć, bo dla mnie mogliby już nie istnieć.
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomansaŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
