13. Warning (P)

893 26 9
                                        

Hope

Klientów z godzinę na godzinę przybywało coraz więcej. Bar pękał w szwach, natomiast moje zmęczenie coraz bardziej dawało mi w kość. Całe ciało miałam obolałe i spięte, przez co ledwo utrzymywałam się na już i tak chwiejnych nogach. Po plecach spływał mi strugami spot, spodnie oraz krótki top całe kleiły się do ciała, powodując dyskomfort. Jedyną formą pocieszenia był fakt, że moja zmiana pomału dobiegała końca, co dawało mi, choć w małym stopniu chwilę ukojenia.

Moje myśli ciągle nawiedzały wspomnienia z rozmowy z Natem, która odbyła się warunkowo niedawno. Zdezorientowanie mieszało się ze złością, powodując w mojej głowie niemały armagedon. Do tej pory nie potrafię zrozumieć, dlaczego przedstawił mi się i to jeszcze w takich okolicznościach. Jego ukrywanie wyglądu oraz ciągła tajemniczość doskonale wskazywała na to, że wolałby pozostać anonimowy. Jednak pomimo tego ujawnił mi tę malutki rąbek tajemnicy. Jego słowa, pomimo że wypowiadał je naprawdę głośno, w moim odczuciu brzmiały jak szept. Jak coś, czego człowiek nie powinien wiedzieć, ponieważ grozi to pewnymi konsekwencjami.

Ale czy właśnie nie tego chciałam ?

Momentu, kiedy jego maska zacznie wreszcie opadać, ukazując jego prawdziwą twarz. To wszystko było dla mnie zbyt skomplikowane. Nie potrafiłam zrozumieć, choć w małym stopniu tego człowieka, pomimo tego, że usilnie próbowałam. Przy każdym spotkaniu zaskakiwał mnie czymś nowym.

Na pewno znacie to uczucie, myślicie, że macie dokładną kontrolę nad sytuacją, że wszystko idzie zgodnie z waszym planem, ale wtedy pojawia się przeciwnik, który nieważne co zrobisz zawsze znajduje się, te dwa kroki przed tobą. Tak właśnie wyglądały spotkania z Natem, jak cholerna gra w szachy, nigdy nie było wiadomo, czy jeśli królowa, idąc na spotkanie z królem, przypadkiem nie wypadnie z szachownicy, gdyż gdzieś za rogiem czyhał się na nią goniec wraz z wieżą, czekając na jej jeden fałszywy ruch. A że obie strony były równie zdeterminowane w dążeniu do swoich celów, żadna nie zamierzała ustąpić. Dlatego ta walka była tak nie równa. Pełna niespodzianek, wzlotów, upadków, rozczarowań a przede wszystkim nienawiści.

Co jakiś czas zerkałam w kierunku OTTO, który świetnie bawił publiczność pod sceną. Znajdował się tam naprawdę duży tłum, ludzi oczekujących tak naprawdę elementu kulminacyjnego całego wieczoru. Do bitwy zostało nie wiele czasu, więc zrozumiałe było zawirowanie, które było w całym pomieszczeniu. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos dochodzący za lady.

- Chciałbym zamówić jedno piwo - Moje spojrzenie od razu powędrowało w kierunku rozmówcy.

Zielonooki mężczyzna przyglądał mi się dokładnie, skanując każdy centymetr mojego ciała. Wyglądał młodo, mogłabym nawet rzec, że zbyt młodo, żeby znajdować się w klubie. Włosy w kolorze brązu miał mocno zaczesane do tyłu na żel, na twarzy natomiast widniał arogancki uśmieszek zwiastujący jedynie kłopoty.

- Jakie piwo pan sobie życzy? - zapytałam kulturalnie, oczekując, aż mężczyzna przestanie pożerać mnie wzrokiem.

- Zdam się na panią, pani...- zjechał spojrzeniem w kierunku plakietki widniejącej na mojej prawej piersi - Hope - dodał czytając napis.

- W porządku. - Odwróciłam się plecami do mężczyzny i udałam się szybkim krokiem do lodówki po jedno z piw. Cały czas czułam jego spojrzenie na plecach, na co przewróciłam oczami. Nienawidziłam, kiedy klienci podchodzili do mnie w taki sposób i choć zdążyłam się do tego przyzwyczaić, to humor spowodowany kolejnym spotkaniem z Panem Dupkiem w dalszym ciągu się utrzymywał.

- Proszę oto pańskie piwo, należy się 2 euro - dodałam, kładąc napój na blacie przed klientem.

- Mógłbym zapłacić w inny sposób. - poruszył sugestywnie brwiami.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz