21. Aunt (P)

820 20 31
                                        

Nate

Dziewięć dni do bitwy

Od pojawienia się Hermana w moim domu, cały czas starałem się mieć oko na Gabrielę. Z tyłu głowy miałem jakieś dziwne przeczucie, że stanowi on kolejny podstęp, a sama jego obecność ma tylko na chwilę zaburzyć moją czujność. Naprawdę chciałem mu uwierzyć i dać kolejną szansę, aby spróbować odbudować naszą relację, jednak chcieć nie zawsze znaczy móc.

Jej dzień przeważnie zaczynał się około godziny szóstej - mocną czarną kawą bez jakichkolwiek dodatków. Następnie szła się szykować do swojej garderoby i trwało to około godzinę. Naprawdę chyba nigdy nie zrozumiem po co kobiety spędzają aż tak dużo czasu na wystrojenie się do pracy, przecież ci ludzie za dwa dni i tak nie będą pamiętali jak ona dokładnie wyglądała. Jedynie co na pewno zostanie w ich pamięci to surowa mina, nadmierne aż opanowanie i przebiegłość praktycznie jak u kota. Po jakże długiej prezentacji, zbierała z stołu śniadanie i jechała do swojego biura. Spędzała tam średnio pięć sześć godzin a następnie udawała się na lunch, po którym ponownie wracała do swojego miejsca pracy i spędzała tam czas aż do dwudziestej pierwszej.

Każdy pierdolony dzień od pięciu dni wyglądał jak niekończąca się pętla. Wraz z Jamsem, aby urozmaicić sobie ten czas zaczęliśmy aż robić zakłady. Na kogo tym razem spadnie gniew okrutnej Gabrieli. Wszystko wyglądało tak jakby powróciło do szarej rzeczywistości w której ona nie planuje nic podejrzanego. Ja jednak ciągle odczuwałem wrażenie jakby coś nam umykało.

-Kolejny jakże ciekawy dzień. - powiedział znudzony do słuchawki James.

-Nie marudź tylko obserwuj ją - mruknąłem, przyglądając się drzwiom prowadzącym do firmy Walker Indastry.

- Przecież patrzę na twoją matkę cały czas, już naprawdę robi mi się aż nie dobrze od tego widoku - mógłbym przysiądź ze przewraca oczami.

- Zawsze mogło być gorzej.

- Masz rację mogłaby nas zajebać - parsknąłem śmiechem na jego wypowiedź.

- Myślę że prędzej czy później i tak do tego dojdzie.

- Może i masz rację, ale męczy mnie ta zabawa w detektywów. Siedzimy pod jej domem i firmą od pięciu dni, gdyby chciała coś odjebać już dawno by to zrobiła.

A co jeśli faktycznie myliłem się co do swojej matki ? Ale przecież to było kurwa nie możliwe. Znałem ją zbyt dobrze, za bardzo przesiąkłem jej intrygami i podstępami, abym mógł łudzić się choć w małym stopniu, że jest inaczej. Nie odpuściłaby to było by zbyt proste, za bardzo nie w jej naturze. Nagle wpadłem na pewien pomysł, swoją drogą bardzo ryzykowny pomysł.

- A co jeśli obserwujemy nie tą osobę co trzeba? - spytałem z powagą.

- No jak nie? Takiego potwora to idzie poznać na kilometr.

- Idzie nam za łatwo, zdecydowanie za łatwo- mruknąłem.

Nagle w telefonie usłyszałem dźwięk przychodzącego połączenia. Oddaliłem telefon na wysokość oczu, w tle ciągle słysząc marudzenie i gadanie Jamesa. Momentalnie poczułem jak całe ciało zaczyna mi się spinać.

- Dzwoni do mnie – przerwałem jego gadanie.

- Kto ? – zapytał zainteresowany.

- Gabriela, właśnie do cholery do mnie dzwoni – wkurzony podniosłem głos.

- To nie możliwe, właśnie znajduje się w kuchni i je swoje śniadanie.

Nie wiele myśląc rozłączyłem przyjaciela i natychmiast odebrałem od niej telefon. Od początku miałem przeczucie, że jest coś nie tak, ale nie spodziewałem się takiego obrotu akcji. Cisza w słuchawce była na tyle ogłuszająca, że słyszałem szybkie bicie swojego serca. Może, ktoś ukradł jej telefon? Albo postanowił zrobić sobie jakiś głupi żart ?

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz