Nate
Dziewięć dni do bitwy
Od pojawienia się Hermana w moim domu, cały czas starałem się mieć oko na Gabrielę. Z tyłu głowy miałem jakieś dziwne przeczucie, że stanowi on kolejny podstęp, a sama jego obecność ma tylko na chwilę zaburzyć moją czujność. Naprawdę chciałem mu uwierzyć i dać kolejną szansę, aby spróbować odbudować naszą relację, jednak chcieć nie zawsze znaczy móc.
Jej dzień przeważnie zaczynał się około godziny szóstej - mocną czarną kawą bez jakichkolwiek dodatków. Następnie szła się szykować do swojej garderoby i trwało to około godzinę. Naprawdę chyba nigdy nie zrozumiem po co kobiety spędzają aż tak dużo czasu na wystrojenie się do pracy, przecież ci ludzie za dwa dni i tak nie będą pamiętali jak ona dokładnie wyglądała. Jedynie co na pewno zostanie w ich pamięci to surowa mina, nadmierne aż opanowanie i przebiegłość praktycznie jak u kota. Po jakże długiej prezentacji, zbierała z stołu śniadanie i jechała do swojego biura. Spędzała tam średnio pięć sześć godzin a następnie udawała się na lunch, po którym ponownie wracała do swojego miejsca pracy i spędzała tam czas aż do dwudziestej pierwszej.
Każdy pierdolony dzień od pięciu dni wyglądał jak niekończąca się pętla. Wraz z Jamsem, aby urozmaicić sobie ten czas zaczęliśmy aż robić zakłady. Na kogo tym razem spadnie gniew okrutnej Gabrieli. Wszystko wyglądało tak jakby powróciło do szarej rzeczywistości w której ona nie planuje nic podejrzanego. Ja jednak ciągle odczuwałem wrażenie jakby coś nam umykało.
-Kolejny jakże ciekawy dzień. - powiedział znudzony do słuchawki James.
-Nie marudź tylko obserwuj ją - mruknąłem, przyglądając się drzwiom prowadzącym do firmy Walker Indastry.
- Przecież patrzę na twoją matkę cały czas, już naprawdę robi mi się aż nie dobrze od tego widoku - mógłbym przysiądź ze przewraca oczami.
- Zawsze mogło być gorzej.
- Masz rację mogłaby nas zajebać - parsknąłem śmiechem na jego wypowiedź.
- Myślę że prędzej czy później i tak do tego dojdzie.
- Może i masz rację, ale męczy mnie ta zabawa w detektywów. Siedzimy pod jej domem i firmą od pięciu dni, gdyby chciała coś odjebać już dawno by to zrobiła.
A co jeśli faktycznie myliłem się co do swojej matki ? Ale przecież to było kurwa nie możliwe. Znałem ją zbyt dobrze, za bardzo przesiąkłem jej intrygami i podstępami, abym mógł łudzić się choć w małym stopniu, że jest inaczej. Nie odpuściłaby to było by zbyt proste, za bardzo nie w jej naturze. Nagle wpadłem na pewien pomysł, swoją drogą bardzo ryzykowny pomysł.
- A co jeśli obserwujemy nie tą osobę co trzeba? - spytałem z powagą.
- No jak nie? Takiego potwora to idzie poznać na kilometr.
- Idzie nam za łatwo, zdecydowanie za łatwo- mruknąłem.
Nagle w telefonie usłyszałem dźwięk przychodzącego połączenia. Oddaliłem telefon na wysokość oczu, w tle ciągle słysząc marudzenie i gadanie Jamesa. Momentalnie poczułem jak całe ciało zaczyna mi się spinać.
- Dzwoni do mnie – przerwałem jego gadanie.
- Kto ? – zapytał zainteresowany.
- Gabriela, właśnie do cholery do mnie dzwoni – wkurzony podniosłem głos.
- To nie możliwe, właśnie znajduje się w kuchni i je swoje śniadanie.
Nie wiele myśląc rozłączyłem przyjaciela i natychmiast odebrałem od niej telefon. Od początku miałem przeczucie, że jest coś nie tak, ale nie spodziewałem się takiego obrotu akcji. Cisza w słuchawce była na tyle ogłuszająca, że słyszałem szybkie bicie swojego serca. Może, ktoś ukradł jej telefon? Albo postanowił zrobić sobie jakiś głupi żart ?
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomansŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
