35. Revenge

613 16 57
                                        


Hope

-Znalazłeś to o co cię prosiłam ? – zapytałam Travisa, rozkładając się wygodniej na jego różowej wypranej kanapie.

Obecność Nate'a stała się dla mnie na tyle przytłaczająca, że ostatnie dwa dni spędziłam u Travisa. Musiałam wszystko to sobie poukładać i odnaleźć się w nowej rzeczywistości pomimo tego, że nawet w najdrobniejszym stopniu mnie nie zadowalała. Od popalenia mojego domu minął ponad tydzień, a z każdym dniem czułam się coraz gorzej. Smutek zastąpił gniew i wściekłość, która emanowała ze mnie tak silnie, że z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem krzywdziłam jedynie chłopaka, który w tej sytuacji był tak samo mocno zagubiony jak ja. Owszem bywał dupkiem i nie zapomniałam o tym, ale nie potrafiłam traktować go już w ten sam sposób w szczególności po tym co robił dla mnie w ostatnim czasie. Jestem pewna, że gdyby tylko mógł przeniósłby same góry i morze, aby choć w małym stopniu mnie uszczęśliwić, ale pewnych rzeczy nie dało się naprawić.

Wychowała mnie ulica, wychowali mnie ludzie, o których strach jest nawet wspominać. Wszystko zawsze ma swoje konsekwencje i w tym wypadku również tak było. Ogarniała mnie chęć mordu i zemsty. Krew w żyłach przy każdym nawet najmniejszym wspomnieniu mi buzowała, paznokcie wbijały się w dłonie praktycznie do krwi, a zęby zaciskały tak mocno, że obawiałam się, że wreszcie je stracę. Nauczyłam się walczyć, nauczyłam się nie poddawać. To oni uczynili mnie potworem, a jakiś dureń postanowił aktywować głęboko uśpioną bestie. Szkoda, że nie wiedział na co się piszę.

-Udało mi się połączyć kilka wątków, ale to co usłyszysz myślę, że ci się nie spodoba – spojrzał na mnie zmartwiony.

Samotne dni w mieszkaniu Nate'a zostawiały wyobraźni spore pole do popisu. Krążyły w tak ciemne zakamarki, że nawet ja nie byłam w stanie uwierzyć, że moja głowa jest w stanie do takich rzeczy się posunąć. Cóż tak przynajmniej narodził się plan. I przysięgam nie ręczę za siebie, kiedy wreszcie uda mi się go wyegzekwować.

-Mów – powiedziałam obojętnie.

Chciałam mieć już to wszystko za sobą i tak wystarczająco za długo czekałam. Powinnam była zostać wtedy i dosłownie zamordować każdego, kto tylko zbliżył się na krok do mojego bezpiecznego azylu. Miałam już krew na rękach, czy tego chciałam czy nie. Tym razem umarłby, ktoś chociaż w słusznej sprawie.

-Podpytałem kilku starych kumpli – przerwał na chwilę, aby złapać głębszy oddech – Od jakiegoś czasu w okolicy Good Peppers i twojego domu, pojawiało się czarne auto. Nikt nie widział kierowcy – uprzedził moje pytanie – Wszystkie szyby były przyciemniane, ktoś postarał się, aby zostać anonimowy. Ale to jeszcze nie wszystko... - zatrzymał się ponownie.

-Wyduś to z siebie Travis – jęknęłam.

-Podczas strzelaniny wtedy pod klubem widziano ten sam samochód, co więcej w noc pożaru również. Wygląda na to, że komuś bardzo zależy abyś zniknęła, albo ty albo Nate. W obu tych przypadkach byliście razem, więc to nie możliwe, że to był tylko zbieg niefortunnych zdarzeń.

-Czy ty chcesz mi powiedzieć, że...

-Że, ktoś chce was zabić ? Tak podejrzewam. Teraz tylko nasuwa się pytanie, na którego z was padło – przerwał mi natychmiast.

Momentalnie zaczęło szumieć mi w uszach. Przymknęłam oczy starając się przypomnieć obie te sytuacje. Istnieje prawdopodobieństwo, że przez bliskość Nate'a i intensywność jaka przy nim panowała, nie zwracałam uwagę już na szczegóły tak bardzo jak wcześniej. Uderzyłam z całej siły o zagłówek kanapy, czując jak całe ciało zaczyna mi płonąć.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz