19. Problems (P)

848 19 13
                                        

Nate

Przez cały tydzień mieszkałem u Jamesa. Z nie wyjaśnionych dla mnie przyczyn nie potrafiłem po prostu wrócić do swojego mieszkania. Z dnia na dzień fizycznie czułem się lepiej, psychicznie natomiast jedynie egzystowałem. Byłem jak wrak, miałem wrażenie jakby Gabriela zabrała wszystkie pozytywne uczucia pozostawiając po sobie jedynie pustkę.

Najbardziej jednak bolał mnie fakt, że straciłem wenę do muzyki. Z tego wszystkiego musiałem opuścić kolejną bitwę w wyniku czego moje rotowania zaczęły słabnąć. Z jednego z czołowych miejsc spadłem niemal na sam dół tabeli. Mimo że szczerze wierzyłem, iż uda mi się wrócić na szczyt, nieprzewidywalne zachowanie mojej matki wzbudzało we mnie obawy przed powrotem do Good Peppers.

Pojawił się również kolejny problem w postaci Hope, która niczego nie świadoma za sprawą swojego przyjaciela weszła w ten obskurny świat. Musiałem z nią porozmawiać, spróbować jakoś zbliżyć ją do siebie, aby pozostała nieuchwytna dla Gabrieli. W dalszym ciągu przyciągała mnie równie mocno co odpychała, ale akurat w tej sytuacji była jak przypadkowy przechodzień podczas rozboju w biały dzień. Nie wiedziała jakie konsekwencje będzie mogła ponieść, i tak naprawdę Bogu była winna. Dlatego za wszelką cenę chciałem ją ochronić, bo pomimo, że szczerze nie potrafiłem hamować się w jej pobliżu i potrafiła wszystkie moje nerwy poruszyć w dosłownie jednej sekundzie, to do chuja nie byłem potworem, który by pozwolił na to, że moja pojebana matka mogłaby coś jej zrobić.

Plan był dobry, wykonanie niestety dużo gorsze. Widząc ją w tych cholernie krótkich spodenkach, na dworze z papierosem, dostawałem szału. I to nie dlatego, że wyglądała w tym momencie cholernie seksownie, ale dlatego, że zachowywała się, jakby nic kompletnie jej nie ruszało. Jakby cień ostatnich wydarzeń spoczywał wyłącznie na moich barkach. Wiedziałem doskonale jak na nią działam, jej ciało drżało przy nawet najdrobniejszym dotyku z mojej strony. Ona natomiast zachowywała się jakby ktoś ją  wyprał z jakichkolwiek emocji.

Nie rozumiałem dlaczego nie potrafi rozmawiać ze mną tak samo jak z Jamsem, wtedy wszystko byłoby o wiele prostsze. Przedstawiłbym jej warunki na jakich musiałaby przez jakiś czas żyć, dostosowałaby się do nich, ja natomiast uporałbym się z własną matką i byłoby po problemie, ale przecież to chodziło o Hope to nigdy nie mogło być proste.

Nie powstrzymałem się i rzuciłem się na nią zachowując się jak kompletny dupek, gdyby mnie nie odtrąciła w tamtym momencie, jestem pewny, że doszłoby pomiędzy nami do czegoś więcej. Na szczęście to ona z naszej dwójki miała na tyle zdrowego rozsądku by to przerwać. Sam dokładnie nie wiedziałem, co tak naprawdę staram się tym uzyskać. Z jednej strony nie potrafiłem dopuścić, żeby kolejna niewinna osoba, została zraniona z mojego powodu, z drugiej zaś doskonale wiedziałem, że z tej relacji nie może wyjść nic dobrego.

Nienawidziliśmy się i to z całego serca. Ja jej za to, że potrafiła przykuć moją uwagę na dłużej niż jakakolwiek inna dziewczyna, przez co zamiast skupić się na muzyce, wciąż o niej myślałem. Ona zaś odpowiadała na to nieustannymi ciosami jadu, jakby miała wbudowany radar, który natychmiast, gdy tylko się  zbliżyłem uruchamiał atak, zupełnie bez oglądania się na konsekwencje.

Ostatecznie wyszedłem od niej z kampera wkurwiony, bo mówiąc szczerze nie tego się spodziewałem po ponad tygodniu nieobecności. Skręciłem w kolejną uliczkę, ponownie zakładając kaptur na głowę. Drugi raz nie pozwolę się tak łatwo złapać. Wsiadłem do swojego sportowego Ferrari i odjechałem z piskiem opon.


***


- Jak poszło ? – zapytał mnie James, leżąc rozwalony na kanapie.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz