6. Daisy (P)

1.2K 35 5
                                        


Hope

Przemierzałam powolnym krokiem coraz to nowsze przecznice kompletnie pochłaniając ich klimat. Pogoda dzisiejszego dnia nie rozpieszczała, silny wiatr oraz krople deszczu mieszały się ze sobą, tworząc pewnego rodzaju symfonię, w którą wsłuchiwałam się z rozkoszą.

Samotne spacery w taką pogodę dawały chwilę wytchnienia. Zimny wiatr, przyjemnie drażnił skórę, zapach mokrego asfaltu pozwalał odetchnąć świeżym powietrzem, a na końcu opustoszałe ulice, które zabierały każdą myśl w swoją otchłań. Szczerze mówiąc ludzi, których mijałam, mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Chłód oraz deszcz zdecydowanie zgasił ich zapał do jakiegokolwiek wychodzenia z domu. Zapewne ciepło i rodzina, którą się otaczali dawała im poczucie bezpieczeństwa, którego ja kompletnie nie potrzebowałam. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że każda chwila mojego życia jest bardzo ulotna, dlatego starałam się wykorzystywać nawet najdrobniejsze momenty w stu procentach. Zapewne stąd też moje zamiłowanie do spacerów w deszczu. Człowiek czuł się wolny, jakby woda zbierała z niego wszystkie rany i dawała im ujście gdzieś głęboko w korzeniach. Moje myśli przerwało wibrowanie telefonu, które dochodziło z tylnej kieszeni spodni.

Podniosłam urządzenie na wysokość oczu, a na wyświetlaczu ukazało mi się imię tak dobrze znanej mi osoby. Mimowolnie się uśmiechnęłam.

- Cześć Hope, mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

- Cześć Roger, tak się składa, że nie. Aktualnie spaceruję sobie po okolicy. Coś się stało? – zapytałam, zaciekawiona jego nagłym telefonem.

- W taką pogodę jesteś na spacerze? - mogłabym przysiąc, że przewrócił oczami na moje słowa.

- Przecież jest piękna pogoda. Nie rozumiem o co ci chodzi? – odpowiedziałam niemal od razu uśmiechając się.

- Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać- mruknął - Dobrze do rzeczy, nie dzwonię przecież w sprawie pogody. Słuchaj Hope, mam pilną sprawę do załatwienia, dałabyś radę wpaść do mnie niedługo? Wszystko wytłumaczę ci na miejscu - powiedział praktycznie na jednym wdechu.

- Jasne, tak się składa, że jestem niedaleko. Do zobaczenia – pospiesznie rozłączyłam się.

Dokładnie rozejrzałam się po okolicy, starając namierzyć moje obecne położenie. Jak się okazało, znajdowałam się niespełna piętnaście minut od domu Rogera, dlatego, czym prędzej ruszyłam w odpowiednim kierunku.

Nim się obejrzałam, okolica zaczęła się zmieniać, w zawrotnym tempie. Obskurne budynki przybrały obraz zadbanych posiadłości, niczym nie przypominających ruin znajdujących się w ubogiej dzielnicy. Wille na pierwszy rzut oka ociekały bogactwem, wyglądały jakby ktoś próbował je dopracować nawet w najdrobniejszym calu. Granica pomiędzy jedną a drugą dzielnicą była niezwykle cienka, nie różnił ich tylko wygląd, ale również styl bycia. W ubogiej dzielnicy, niektóre rodziny nie mogły liczyć nawet na ciepły posiłek, domy wyglądały jakby miały się zaraz rozpaść, a przestępczość funkcjonowała na wysokim poziomie. W bogatszej dzielnicy, każdy dom miał idealne warunki do założenia rodziny, nie tylko ze względu na budownictwo, ale również monitoring, który powodował, że w tym miejscu było bardzo bezpiecznie. Nikt z ubogiej dzielnicy nie ryzykował wtargnięciem na bogate tereny, pomimo że odległość pomiędzy jedną a drugą wynosiła może kilka metrów.

Roger znajdował się praktycznie na pograniczu obu dzielnic. Pomysł na wybudowanie tutaj domu wynikał z bardzo prostego względu. On za młodu wychowywał się w biedzie, jego żona natomiast była córką bardzo wpływowego biznesmena, który nie chciał zgodzić się na jej przeprowadzkę. Sofia jednak nie należała do kobiet, które odpuszczają tak łatwo, w wyniku czego zbudowali nie tylko swój dom, ale również bar o nazwie Good Peppers. Kochała ubogą dzielnicę pod każdym względem, widziała w niej ludzi, którzy potrzebują pomocy. Tak, też narodził się pomysł na bar, w którym większość mieszkańców mogła odpocząć od ponurego i okrutnego świata, który otaczał ich na co dzień.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz