Hope
Fotele były tak miękkie, że miałam wrażenie, jakbym się w nich zapadała. Idealnie komponowały się z całym wnętrzem - minimalistycznym, ale cholernie drogim, w którym każda rzecz miała swoje miejsce. Nate miał styl, to trzeba mu było przyznać.
Siedział obok Travisa na kanapie, trzymając w dłoniach pada do PlayStation, a jego wzrok był utkwiony w ekranie telewizora, na którym właśnie rozgrywał się wirtualny mecz. Travis klął pod nosem, jak to miał w zwyczaju, kiedy coś szło nie po jego myśli, a Nate... no cóż, ten skurwiel tylko się uśmiechał, jakby doskonale wiedział, że wygra. Myślałam, że Travis, dłużej będzie miał obiekcje wobec mojego planu i chłopaka, ale jak widać, zaproszenie do bogatej dzielnicy i dostęp do fify, udaremniły wszystko.
-Ty serio musisz być taki wkurwiająco dobry we wszystkim? - burknął Travis, wciskając przyciski z taką siłą, jakby to miało mu pomóc w odbiciu piłki.
Nate zerknął na niego z tym swoim aroganckim uśmieszkiem, który doprowadzał mnie do szewskiej pasji.
-Nie moja wina, że jesteś tak słaby - odpowiedział nonszalancko, odchylając się na oparcie kanapy - Może po prostu powinieneś trzymać się gier, w których masz chociaż cień szansy. Nie wiem... Tetris?
Travis rzucił mu mordercze spojrzenie, ale zanim zdążył odpowiedzieć, postanowiłam się wtrącić. W końcu jakby nie patrzeć, oglądanie tej żałosnej rozgrywki było aktualnie moją główną rozrywką.
-Boże, czy wy możecie się zachowywać jak dorośli faceci, a nie jak dzieci, które biją się o ostatniego cukierka? - przewróciłam oczami, zakładając nogę na nogę. -To tylko gra, a spinacie się tak bardzo, jakby stawką była wasza godność.
-Może dlatego, że dla Travisa to rzeczywiście jest kwestia godności -odparł Nate, nawet na mnie nie patrząc. Zamiast tego, jak gdyby nigdy nic, strzelił kolejnego gola i uniósł ręce w geście triumfu. - I znowu cię rozjebałem, kolego.
- Ty... - Travis wskazał go palcem, oddychając ciężko, jakby naprawdę miał zaraz eksplodować – Jeszcze jeden mecz!
Westchnęłam, opierając się wygodniej na fotelu. Nate i Travis rozpoczęli kolejny mecz, a atmosfera w pokoju stała się jeszcze bardziej napięta. Ekran telewizora odbijał ich skupione twarze, a w powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy, którą chwilę wcześniej postawiłam na stoliku.
-Hope, może byś chociaż raz zagrała? - zapytał Travis, nie odrywając wzroku od ekranu – Może twoja obecność jakoś osłabi tego dupka.
Parsknęłam śmiechem, spoglądając na Nate'a, który tylko uniósł brew, patrząc na mnie wyzywająco.
-Wątpię, żeby udało ci się mnie pokonać - powiedział pewnym siebie tonem -Ale jeśli masz ochotę się upokorzyć, to zawsze możemy spróbować.
-Brzmi kusząco - odparłam, opierając się o podłokietnik -Ale chyba wolę patrzeć, jak wasza męskość rozpada się na kawałki przy każdej przegranej.
Travis roześmiał się głośno, ale zaraz potem zacisnął zęby, bo Nate właśnie strzelił mu kolejnego gola. Na ekranie pojawiła się animacja triumfującego piłkarza, a Nate tylko rozsiadł się wygodniej, jakby to było coś oczywistego.
-Widzisz, Hope? Dlatego to ty powinnaś spróbować. Chociaż wtedy może bym miał jakieś wyzwanie.
Przewróciłam oczami i sięgnęłam po kawę. Zachowywali się jak banda nastolatków: śmiali się, krzyczeli, dogryzali sobie jakby dosłownie znali się od lat, mnie natomiast usilnie ignorowali. Gra wydawała się dla nich o wiele bardziej interesująca i chociaż pasował mi taki bieg wydarzeń to zaczynałam się cholernie nudzić.
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomansŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
