24. Spark (P)

683 14 17
                                        

Hope

Travis od dwóch tygodni nie odstępował mnie nawet na krok. Po moim ostatnim telefonie zawziął się, że nie może mnie zostawić w tej sytuacji, i lepiej będzie jeśli do bitwy, zostanie moją opiekunką. Szczerze mówiąc z każdym dniem dostawałam coraz to większego szału. W własnym domu nie potrafiłam znaleźć sobie odpowiedniego miejsca, aby przemyśleć ostatnie wydarzenia, a piętnujące się myśli z czasem zamiast ulatywać, zaczęły się tylko nawarstwiać.

Sytuacja z Nate'm odbijała się w mojej głowie jak niekończąca się mantra. Od naszego spotkania minęło, już tyle czasu a ciągle nie potrafiłam tego chłopaka wybić sobie z głowy. Był dla mnie jedną wielką chodzącą zagadką, którą zarówno chciałam jak i bałam się odkryć zważając na konsekwencje jakie mógł za sobą pociągnąć. Wizja zbliżeń pomiędzy naszą dwójką po prostu mnie przerażała.

Pamiętam jego występ na gali, gdzie oddawał się w pełni muzyce i swoim emocjom. Wiedziałam, że był skrzywdzony przez los, że jego życie pomimo pozoru sielanki wcale takie nie było. Dlatego pomimo przyciągania fizycznego było również te psychiczne od którego nie potrafiłam uciec. Sama nie wiem jak udało mi się to ostatnim razem, a on po prostu po tym zniknął. Był tak podobny do mnie, że wydawało się to niemal abstrakcyjne. Nie miałam pojęcia do czego nasze zbliżenia mogą prowadzić, a to doprowadzało mnie do białej gorączki, bo do cholery pochłonął jakąś cząstkę mnie, która usilnie ciągle się do niego wyrywała. Nie wiem co było tego powodem i dlaczego tak usilnie starałam się, aby do tego nie doszło, ale prędzej czy później, nie będę w stanie udawać, a to ponownie będzie początkiem mojego samounicestwienia.

- Hope wszystko w porządku ? – przyjaciel opierał się o framugę drzwi, bacznie mnie obserwując.

- Yhm – mruknęłam od niechcenia.

- Ej co się dzieję? – podszedł do mnie, zmniejszając pomiędzy nami dystans.

- Co się stało ? – zaśmiałam się panicznie – Może ty mi wreszcie powiesz ? Od dwóch tygodni nie odstępujesz mnie na krok. Nie jestem w stanie, już nawet pięciu minut zostać sama. Mam tego dość Travis. Jestem do cholery dorosła, a ty traktujesz mnie jak pierdolone dziecko – potok słów uleciał ze mnie w momencie.

Nie potrafiłam już dłużej udawać to trwało zdecydowanie za długo.

- Hej uspokój się, wiem, że ci ciężko ale... - przerwałam mu natychmiast.

- Gówno wiesz Travis taka jest prawda. Trzymasz mnie tu pod kluczem jak jakieś zwierzę w klatce. Od dwóch tygodni nie chcesz mi nawet wytłumaczyć dokładnie co się dzieje.

- Hope, proszę cię- jęknął błagalnie.

- Nie Travis to ja cię proszę, albo zaczniesz mówić co się dzieje, albo po prostu idź do domu. Ta niewiedza mnie wykończy – objęłam rękami głowę, starając się na niego nie patrzeć.

Byłam coraz bardziej załamana i rozbita. To do kurwy nie było normalne. Te uczucia... To wszystko. Tak dawno tego nie czułam, że kompletnie zapomniałam jak z nimi normalnie funkcjonować.

-Nie mogę Hope – szepnął.

- To wynoś się stąd ! – krzyknęłam.

- Przestań – również podniósł głos.

- Nie słyszałeś, co powiedziałam ? Nie chce ciebie tutaj dłużej widzieć. Wydaje ci się, że mnie chronisz, ale prawda jest inna. Krzywdzisz mnie jedynie w ten sposób. Jesteś jedyną moją bliską osobą, a jedynie niszczysz mnie w tym momencie, jak oni wszyscy...

Spojrzałam na niego, obawiając się jak mógł odebrać moje słowa. Jego źrenice pociemniały, szczękę zaczął z całej siły zaciskać, a on sam wyglądał jakby właśnie dostał furii. Wiedziałam, że posunęłam się za daleko, że moje słowa na pewno go mocno skrzywdziły, bo to on jako jedyny był ze mną zawsze w najgorszych chwilach, ale naprawdę nie potrafiłam już tak dłużej.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz