Nate
Trzymałem kurczowo Hope za rękę i prowadziłem w kierunku wyjścia. Wieczór pomału dobiegał końca a wraz z nim moja przygoda w tym miejscu. Good Peppers już zawsze będzie miało szczególne miejsce w moim sercu i to nie tylko ze względu na to, że po raz pierwszy robiłem naprawdę to co kochałem. To właśnie tutaj zaczęła kiełkować nasza relacja z Hope. Od tego miejsca wszystko się zaczęło i pomimo, że nasza droga od samego początku nie była łatwa, mógłbym nawet rzec, że była pełna bólu, sprzeczności i cierpienia to kompletnie nic bym w niej nie zmienił. Nasza historia miała po prostu to coś, te iskry, te płomienie, które powodowały pożary. To coś co zdarza się tylko raz w życiu, a ja jestem ogromnie wdzięczny, że to akurat była Hope.
Z każdym kolejnym krokiem czułem, że obawa rozdziera mnie na kawałki. Hope nie wiedziała co zaraz miało nadejść. Co razem z Jamsem i Hermanem zaplanowaliśmy, żeby wreszcie pewien koniec zapoczątkował nowe życie. Wystawiałem ją i naszą relację na próbę w tym momencie, ale wiedziałem, że dokładnie tak to musiało się potoczyć. Nie było innego wyjścia z tej sytuacji. Dziewczyna nagle zatrzymała się i spojrzała w moim kierunku.
-Wszystko w porządku? - zapytała a w jej głosie dostrzegłem troskę.
-Tak, nie martw się, to tylko zmęczenie - odpowiedziałem bez namysłu, pomimo tego, że w środku cały się, aż gotowałem.
-Skoro tak mówisz... - powiedziała niemrawo, a następnie uchyliła drzwi wejściowe.
Błysk fleszy i głośny hałas zaczął do mnie docierać jakby z opóźnieniem. Nie miałem do końca pewności, czy aby na pewno wpis z anonimowego konta przyniesie rezultat, ale jak widać mój przyjaciel w tej kwestii się nie mylił. Zresztą nie ma co się dziwić w końcu byłem gwiazdą, żadne media nie odpuściłby takiego absurdu. Poczułem nagle jak ręka dziewczyny mocniej zacisnęła się na mojej.
-Nate...Co...to...
-Spokojnie, jesteś tu ze mną. Po prostu rób to co ja - przerwałem jej, mocno przyciągając do swojego ciała. Jakbym w ten sposób chciał ją ochronić przed całym światem. Zresztą w pewnym stopniu faktycznie tak było.
-Panie Walker, czy mogę prosić o komentarz w kwestii Pana matki?
-Dlaczego Pan zdecydował się na takie posunięcie?
-Czy to wszystko o czym Pan rapował to prawda?
Pytania napływały do mnie praktycznie z każdej możliwej strony. Z każdym kolejnym czułem jak w uszach zaczyna mi dudnić, a serce uderza jak młot. Obawiałem się starcia z rzeczywistością, wydawała się ona zbyt brutalna i nierealna, żeby wydawać się prawdziwa. Musiałem sobie poradzić nie tylko ze względu na własne demony, ale również na dziewczynę, która kompletnie nie przyzwyczajona do medialnego świata, kurczowo trzymała się mojego boku.
-Tak to prawda - odpowiedziałem wreszcie.
-Może Pan powiedzieć coś więcej, Pańscy fani, na pewno byliby zadowoleni z komentarza - powiedział jeden z redaktorów, przykładając mi mikrofon blisko twarzy.
Nie myśląc wiele złapałem za urządzenie i pewny siebie odpowiedziałem.
-Moja matka to potwór, który jest zdolny do wszystkiego. Jest odpowiedzialna nie tylko za zniszczenie mi życia, ale również za zniszczenie mienia.
-Mógłby Pan rozwinąć myśl - zapytał kolejny.
Byli w tym momencie jak wygłodniałe rekiny, które łapczywie oczekują na swoją ofiarę. Żerowali oczekując na jak najlepszy materiał, którego zamierzałem im dostarczyć. Czas odsłonić wszystkie rany i blizny na wierzch.
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomanceŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
