7. Preparations (P)

1.1K 36 11
                                        

Hope

Poszukiwanie Daisy rozciągnęło się znacząco w czasie. Zdążyłam już pokłócić się z Travisem co najmniej kilkanaście razy, a w dalszym ciągu po suczce nie było nawet grama śladu. Zaczynałam już naprawdę wątpić na jakikolwiek pozytywny rezultat poszukiwań, zarówno sąsiedzi jak i przechodnie nie zauważyli niczego podejrzanego co mogłoby rzucać im się w oczy. Wielokrotnie dopytywałam z nadzieją, na zmianę odpowiedzi, ale ciągle spotykałam się z marnym : ''Przepraszam nic mi nie wiadomo na ten temat'' albo '' W naszej okolicy takie sytuacje nie mają miejsca''. Usiadłam zrezygnowana na kanapie zerkając na zegar. Roger powinien pojawić się w domu lada moment, a Daisy jak nie było tak nie ma.

- A może wcale nie zniknęła, tylko po prostu ktoś nam zrobił jakiś nieśmieszny żart? - Travis spojrzał, w moim kierunku starając się złagodzić sytuację.

- O czym ty w ogóle mówisz, kto normalny dla zabawy kradnie psa - odpowiedziałam lekko poddenerwowanym tonem, ciągnąc za włosy.

- Słuchaj ja kiedyś, miałem taką sytuację tylko, że ... - zanim dokończył zdanie, zabrałam głos.

-Chyba wiem, co chcesz powiedzieć, dlatego proszę cię nie kontynuuj - odparłam przewracając oczami.

Pamiętam tę historię do dziś, wielokrotnie opowiadana była na imprezach i różnych domówkach. Travis będąc jeszcze młodym chłopcem ukradł mojej sąsiadce psa. Uważał, że biedny zgubił się i ktoś musiał się nim zająć. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że pies miał obroże i był wyprowadzany luzem przez właścicielkę, która po prostu kilka metrów dalej rozmawiała z towarzyszką spaceru. Starałam się kilkukrotnie tłumaczyć chłopakowi, że nie jest to bezpański pies, ale nic do niego nie docierało. Nawet fakt, że policja wtargnęła do jego domu, po odbiór zwierzaka go nie zniechęcił. Zawzięcie uważał, że to jacyś gangsterzy, przebrani za władze chcieli odebrać mu ukochanego Gacusia. Tak dobrze słyszycie Gacusia. Pies był z nim raptem kilka godzin, ale on już zdążył nadać mu imię i traktować jak własne zwierzę. Travis czasem naprawdę ma głupie pomysły.

- A pamiętasz jak...

Chciał znowu zacząć jedną ze swoich historii, ale drzwi do domu otworzyły się, robiąc hałas.

- Stwarzaj pozory choć raz, proszę cię... – mruknęłam cicho do przyjaciela, widząc męską sylwetkę, zmierzającą w naszym kierunku.

- Cześć kochani, jestem z powrotem, jak tam Daisy, nie naprzykrzała się? - Uradowany Roger wszedł do salonu, rozglądając się po pomieszczeniu.

- Cześć - odpowiedzieliśmy niemal równocześnie. Uderzyłam go lekko w tył głowy.

- Pozory Pamiętasz ? – szepnęłam, tak, żeby tylko on mnie usłyszał.

- A co niby zrobiłem ?- wzruszył ramionami, przenosząc zdenerwowane spojrzenie w moim kierunku.

- O czym tak szepczecie ? – zapytał Roger, w wyniku czego momentalnie wyprostowałam się – Wszystko w porządku ? Zbladłaś – spojrzał na mnie zagadkowo.

Nerwowo pokręciłam głową, jakby miało to w czymś pomóc.

- Z Hope wszystko w porządku, chwilę wcześniej po prostu robiła trening – powiedział pewnym siebie głosem Travis, łapiąc mnie delikatnie pod ramię.

Ze wszystkich wymówek na świecie, naprawdę musiał powiedzieć coś tak absurdalnego. Od ponad dwóch lat miałam tyle wspólnego z ćwiczeniami co Roger z kobietami czyli kompletnie nic. Nie wiem czy obecnie byłabym wstanie zrobić dziesięć przysiadów nie męcząc się.

- Trening jesteś pewny ? Przecież Hope nie ćwiczy – Roger zaczął czujnie spoglądać to na mnie to na Travisa, jakby zaczynał dokładnie rozumieć co właściwie się stało.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz