Hope
Zbliżałam się zdecydowanym krokiem do podestu, który prowadził na scenę. W tle zaczęły już rozbrzmiewać pierwsze dźwięki JJ, a przynajmniej tak mi się wydawało. Byłam za bardzo wkurwiona, żeby odróżnić, kto rozpoczął te całe przedstawienie.
Nagle zostałam gwałtownie pociągnięta do tyłu i mocno złapana za ramię. Odwróciłam głowę w kierunku mojego oprawcy i gdyby mój wzrok mógł zabijać, przysięgam, że byłby już martwy. Ujrzałam Travisa, który w momencie złapał mnie bardziej kurczowo, jakby obawiał się, że zaraz dojdzie do tragedii.
- Odpuść Hope, nie teraz- szepnął mi do ucha praktycznie niesłyszalnie - Rozprawimy się z nim, obiecuje, ale nie na oczach tych wszystkich ludzi. – dodał, przenosząc ręce na moją talię.
Nie potrafiłam w tym momencie myśleć w jakikolwiek racjonalny sposób, rządza zemsty umiejętnie blokowała wszystkie pokłady zdrowego rozsądku. Momentalnie zaczęłam się wyrywać głośno krzycząc :
- Czy ty już naprawdę upadłeś na głowę ? Puść mnie Travis. Nie zostawię tak tego.
- Nie ma takiej opcji Hope, zostajesz tutaj – odpowiedział mi tym samym, mocniej zaciskając ręce na mojej talii.
- Zapomnij – krzyknęłam – Travis, puść mnie do cholery, naprawdę mnie to nie bawi – dodałam, skanując go wkurzonym spojrzeniem.
- No i co zamierzasz zrobić ?
W mojej głowie jak na zawołanie zaczęły pojawiać się różne scenariusze dotyczące rozwiązania tej sytuacji, ale żaden z nich nie był na tyle adekwatny, abym wyszła z niej zwycięsko.
– Wejdziesz tam, narobisz hałasu, a wszystkie oczy będą skierowane wyłącznie w twoją stronę, właśnie tego chcesz ? – dodał błagalnym tonem.
Jego słowa zadziałały jak kubeł zimnej wody. Nienawidziłam przyznawać mu racji, tak w tej sytuacji zdecydowanie ją miał. Nie przysporzyłabym problemów tylko sobie, ale również Rogerowi, a tego zdecydowanie bym nie chciała.
- W porządku – odpowiedziałam, przez co jego uścisk lekko się rozluźnił.
- Obiecuję ci, że się z nim rozprawimy, ale niech ta przeklęta bitwa się skończy – powiedział, a następnie całkowicie mnie puścił, wierząc, że naprawdę, nie zdecyduje się na żaden głupi ruch.
- Nie zostawiaj mnie okey ? – zapytałam, dalej mając utkwione spojrzenie w jego stronę.
- Nigdzie się nie wybieram – uśmiechnął się szczerze, a następnie delikatnie złapał mnie za ramię, starając się w ten sposób dodać mi otuchy.
Odwróciłam się w kierunku sceny, bacznie obserwując rozgrywającą się bitwę. Wsłuchiwałam się w każdy pojedynczy dźwięk, który z czasem zaczynał powodować upragnione ukojenie. Wiwaty oraz oklaski publiczności co i rusz tworzyły akompaniament dla głównych artystów. Obecnie swoje umiejętności prezentował Junior, JJ natomiast cierpliwie oczekiwał na swoją kolej, nie spuszczając ze mnie wzroku. Nie umyślnie zacisnęłam ręce w pięści wsłuchując się w to co ten dupek miał do powiedzenia.
Chciałaś mieć przewagę i pełną kontrole
Nie sądziłaś, że dzisiaj to wszystko ci zabiorę
Powinienem być czujnym, skupić się na przeciwniku
A w ramach tego dopisze kolejne oskarżenia, niby w dzienniku
Sądziłaś, że tu pracujesz więc można ci wszystko
Dzisiaj po tobie zostanie jedynie pośmiewisko
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomanceŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
