Hope
Przewracałam się z boku na bok, kompletnie nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Zegarek wskazywał sporo po drugiej w nocy, a sen uparcie nie nadchodził. Myśli kotłowały się w mojej głowie, z każdą minutą odbierając resztki spokoju. Zastanawiałam się, co w tym momencie robi Nate. Czy udało mu się zasnąć na mojej niewygodnej kanapie, czy może tak jak ja leży z otwartymi oczami, nie mogąc zmrużyć powiek? Pomysł zaproszenia go tutaj wydawał się wówczas jedynym rozsądnym rozwiązaniem, lecz teraz gorzko tego żałowałam.
Nie potrafiłam odpoczywać, gdy ktoś był w moim pobliżu. Z Travisem było inaczej, spędził ze mną tyle czasu, że jego obecność stała się czymś naturalnym, niemal niezauważalnym. Ale Nate... On zawsze był wyjątkiem. Niezależnie od tego, czy była mowa o uczuciach, które narastały przy każdym naszym spotkaniu, czy o irytacji, która potrafiła pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Nate miał w sobie coś, co burzyło mój wewnętrzny spokój.
Westchnęłam cicho, w końcu rezygnując z bezsensownej walki ze snem. Delikatnie odsunęłam kołdrę i na palcach ruszyłam w kierunku salonu. Ciemność gęsto spowijała pomieszczenie, a jedyne, słabe światło wpadało przez okno od strony ulicy. Przystanęłam na chwilę, czekając aż oczy przyzwyczają się do półmroku. Podeszłam bliżej kanapy, ostrożnie zbliżając się do śpiącego chłopaka. Oddychał miarowo, jego ręce były zaciśnięte w pięści, a pojedyncze kosmyki ciemnych włosów opadły na czoło, tworząc niedbały, ale intrygujący nieład. W tej chwili wydawał się taki spokojny. Szkoda, że w ciągu dnia potrafił wyprowadzić mnie z równowagi w kilka sekund.
Nagle poruszył się niespokojnie, mamrocząc coś niezrozumiałego pod nosem. Jego brwi delikatnie się zmarszczyły, a ciało napięło, jakby zmagał się z jakimś koszmarem. Wstrzymałam oddech, przyglądając mu się w ciszy, gdy nagle kątem oka zauważyłam coś za oknem.
Serce momentalnie przyspieszyło, a chłodny dreszcz przebiegł mi po plecach. W pierwszej chwili pomyślałam, że to tylko cień rzucany przez drzewa, ale kiedy przyjrzałam się uważniej, dostrzegłam, jak cień delikatnie się porusza. Przylgnęłam plecami do ściany, starając się uspokoić własny oddech.
Spojrzałam z powrotem na Nate'a, szukając jakiegokolwiek sygnału, że się obudził. Jego powieki nadal były zamknięte, ale oddech stał się płytszy, jakby podświadomie czuł, że coś jest nie tak. Przez chwilę wahałam się, czy go obudzić, ale nie byłam pewna, co bym mu powiedziała. Czy uwierzyłby mi, że coś czai się za oknem, czy uznałby to za efekt mojej bezsenności?
Cień znowu się poruszył, tym razem wyraźniej. Serce waliło mi w piersi, a dłoń instynktownie zacisnęła się na materiale koszulki. Musiałam coś zrobić. Powoli wyciągnęłam rękę i delikatnie dotknęłam ramienia Nate'a, szepcząc jego imię.
— Nate... obudź się... — głos drżał mi z emocji.
Jego powieki zadrżały, ale nic nie wskazywało na pobudkę z jego strony. Zmusiłam się, by oderwać wzrok od okna i znowu spojrzeć na Nate'a. Kompletny brak reakcji jeszcze bardziej, zaczął mnie stresować. Błagam oby to był tylko kolejny głupi żart Travisa.
- Nate do cholery, obudź się – powiedziałam głośniej.
W końcu jego oczy powoli się otworzyły, a wzrok przez chwilę błądził, zanim skupił się na mojej twarzy. Zmarszczył brwi, zdezorientowany.
- Co... co się dzieje? - wychrypiał.
- Ktoś jest za oknem - szepnęłam, czując, jak moje serce przyspiesza jeszcze bardziej.
Nate natychmiast spiął się, siadając powoli. Jego spojrzenie przeniosło się w stronę okna, a ja poczułam ulgę, że w końcu nie jestem z tym sama.
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomanceŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
