12. Nate (P)

961 27 17
                                        


Hope

Reszta nocy upłynęła spokojnie. Na szczęście żadne koszmary nie nawiedzały moich snów co powinno przynieść mi ulgę. Rzeczywistość jednak prezentowała się inaczej. Nie mogłam w nocy zmrużyć nawet na chwilę oka jakby ciężar minionego dnia wciąż ciążył na mych barkach.

Travis z samego rana postanowił wrócić do siebie za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Jedynie czego obecnie potrzebowałam to spokoju i chwili wytchnienia, niestety miały one trwać jedynie do wieczoru, gdyż wtedy rozpoczynały się bitwy. Niczego chyba bardziej na świecie obecnie się nie obawiałam jak ponownego spotkania z JJ. Nasza konfrontacja dała mi jasno do zrozumienia jedną rzecz, która wydawała się niemal nierealna.

On nie odpuści.

Rzuciłam w jego kierunku zapałkę, która w pobliżu toksyn i benzyny nie miała możliwości się nie zapalić. Łudziłam się jednak, że moja dzisiejsza zmiana, chociaż w małym stopniu nie będzie przypominać poprzednich. Tylko to tak naprawdę mi pozostało – poczucie wiary, że wszystko jeszcze wróci na właściwe tory, nawet jeśli wydawało się to wielce nieprawdopodobne.

Zmęczona zerwałam się na proste nogi, starając się rozprostować zastałe kości. Nie należało to do najłatwiejszych zadań, gdyż głowa niemiłosiernie mi pulsowała, tworząc nieprzyjemny ucisk. Kątem oka zerknęłam na notes, który wczoraj czujnie obserwowałam, jakby mógł w każdej chwili zdradzić swoje tajemnice. Po chwili podeszłam po niego i z całej siły cisnęłam nim do torby. Powód tego był prosty, najzwyczajniej w świecie, bolał mnie ten widok. Pomimo tego, że było to dosłownie kilka kartek papieru obitych grubą oprawą. Wiedziałam, ile demonów skrywał w sobie. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę były też tam miłe wspomnienia, ale w głównej mierze, każda ze stron była przesiąknięta bólem i słowami, których nie byłam w stanie, z jakiegoś powodu wymówić na głos. Wizja, że moje demony mogłyby ujrzeć światło dzienne mnie przerażała. Nikt nawet Travis nie wiedział, jak bardzo zepsuta byłam w środku.

Mogłabym śmiało porównać się do roślinki, jeśli o nią dbasz kwitnie i owocuje w owoce oraz kwiaty, jeśli natomiast zaczniesz ją za dużo podlewać, albo zapomnisz o jej istnieniu, uschnie, ewentualnie spleśnieje, czując się niechciana. Właśnie tak się czułam, jakby zepsucie dawno pożarło mnie całkowicie od środka. Zabierając wszystko to, co kiedykolwiek byłoby w stanie odratować

Zrezygnowana przeniosłam się do łazienki. Musiałam koniecznie zmyć z siebie uczucia, jakie towarzyszyły mi ostatniego wieczoru. Ból, pomieszany z pożądaniem, złością i nienawiścią to niezbyt ciekawe połączenie. Dlatego nie wiele zastanawiając się, odkręciłam wodę pod prysznicem, od razu do niego wchodząc. Nie było sensu oczekiwać aż woda, będzie w odpowiedniej temperaturze. Potrzebowałam tego, chłodnego orzeźwienia, który pozbędzie się wszystkiego, co tak bardzo uwierało moją duszę.

Ciało na lodowatą wodę zareagowało niemal natychmiast. Cała się spięłam, trzęsąc się z zimna. Rękami zaczęłam wmasowywać mój ukochany płyn oraz szampon, oczywiście o zapachu wanilii - była to jedyna pozytywna rzecz, jaka kojarzyła mi się z domem i nie chcąc zepsuć tych pozytywnych wspomnień, nie potrafiłam z niego zrezygnować. Sięgnęłam po ręcznik, który był przewieszony przez kaloryfer, delikatnie wycierając obolałe ciało. Nigdzie jednak nie odnalazłam ubrań.

Z tego wszystkiego zapomniałam ich z sypialni.

Wkurzona, otoczona jedynie samym ręcznikiem ruszyłam w kierunku mojego pokoju. Pozostawiałam po sobie pojedyncze ślady stóp, które formułowały się w korytarz. Jęknęłam zdenerwowana, wiedząc, że czeka mnie porządne sprzątanie. Podeszłam do szafy, upuszczając ręcznik na ziemie. Stałam naga, kompletnie nie przejmując się, że ktoś mógłby mnie zauważyć. Okna były przecież zasłonięte a w okolicy i tak nie wiele osób się przewijało, cóż w końcu okolica pozostawiała wiele do życzenia. Sięgnęłam po moje ulubione luźne czarne dresy, oraz za dużą czerwoną koszulkę. Niektórzy na pewno uznaliby, że wyglądam jak w worku, ale mi kompletnie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie czułam się o wiele bardziej komfortowo w luźnych ubraniach, nie prowokowały napaleńców do dłuższego patrzenia na mnie niż to konieczne. Gotowa praktycznie do wyjścia stwierdziłam, że ogarnę, chociaż w małym stopniu syf, który znajdował się w kuchni, i tak w ten sposób spędziłam resztę po południa.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz