Nate
Biegliśmy tak przez kilka przecznic nawet na chwilę się nie zatrzymując. Adrenalina buzowała mi w żyłach, napędzając z każdym krokiem do działania. Sytuacja, która miała miejsce w kamperze Hope była absurdalna, ale nie mniej jak cała rzeczywistość, która nas otaczała w ostatnim czasie. Pomimo, że sytuacja ze mną i Hope wchodziła wreszcie na odpowiednie tory, to nasze zbliżenie tworzyło coś na rodzaj chaosu, jakby cały świat nagle oszalał i postanowił siać katastrofę za katastrofą, wystawiając przy tym naszą relacje na próbę. Rozejrzałem się dookoła, a kiedy spostrzegłem, że wreszcie nic nam nie zagraża zatrzymałem się, puszczając przy tym rękę dziewczyny. Niespodziewanie usłyszałem szloch, który wstrząsnął całym ciałem Hope. Niewiele myśląc złapałem jej policzki w swoje dłonie i nakierowałem jej spojrzenie na mnie. Zblokowana całą sytuacją momentalnie zamknęła oczy, jakby nie chciała, żebym odsłonił jej duszę do tego stopnia.
- Spójrz na mnie – powiedziałem spokojnie. Pokiwała jedynie głową na znak, że się nie zgadza, ale w dalszym ciągu milczała – Hope proszę cię spójrz na mnie.
Nieśmiało otworzyła oczy, a ja dostrzegłem w nich ból, rozpacz i brak sił. Boże co oni z nią zrobili. Ta silna i zdeterminowana dziewczyna zaczęła się właśnie rozpadać na moich oczach, a ja nie miałem kompletnie pojęcia, kto tym razem próbował ją skrzywdzić. Miała tak wielu wrogów – swoich byłych przyjaciół, moją matkę, sama nawet dla siebie stanowiła zagrożenie. Miała tylko pojedyncze osoby, które były przy niej, los nigdy nie stanowił dla niej łatwego zadania. Tak wiele jeszcze przede mną ukrywała, tak jeszcze nie wiele o niej wiedziałem, a to wszystko doprowadzało mnie do szwedzkiej pasji.
- Nate, ja już tak dłużej nie mogę – powiedziała to tak cicho, że miałem wrażenie, że to jedynie moja wyobraźnia podsuwa mi figle.
-Hope... nie mów tak poradzisz sobie z wszystkim, czym tylko będziesz chciała. Jesteś silna, zawzięta, zdeterminowana, jeśli tylko byś chciała mogłabyś wszystko – starałem się dodać jej otuchy swoimi słowami, ale mimo to nie było w tym nawet grama kłamstwa. To ona mnie inspirowała swoją walecznością, pokazywała, że można wszystko.
-Byłam taka zanim się pojawiłeś – powiedziała szczerze, a ja momentalnie cofnąłem się do tyłu. Jak mogła mnie o to obwiniać, przecież to nie była moja wina do cholery.
-O czym ty mówisz w tym momencie – spojrzałem na nią, a ból w moim głosie, był słyszalny na kilometr.
-Nie widzisz tego ? Powiedz mi jaka byłam jak mnie poznałeś ?
Milczałem nie potrafiłem, w tym momencie wypowiedzieć chociażby słowa. Starałem się od dłuższego czasu jej pomóc, sam dokładnie nie wiedziałem dlaczego to robię, ale mimo wszystko to robiłem. A ona co robiła ? Zamykała się z każdym razem, blokowała wszystko co ktokolwiek próbował jej dać. I nie ważne czy to była pomoc, oparcie czy cokolwiek innego, Hope starannie odpychała wszystko i wszystkich.
-Mam być szczery ? – spojrzałem na nią spod byka.
-No dalej – ponagliła mnie – Nie chcesz powiedzieć ? To ja ci powiem. Byłam zamknięta, wycofana a zarazem pewna siebie. Nie czułam kompletnie nic, wszyscy byli dla mnie jak powietrze.
- Bez powietrza żyć nie można – przerwałem jej natychmiast.
- Owszem nie można, ale nie myślisz o nim w ciągu dnia, nie analizujesz go, po prostu z nim egzystujesz, idziesz w parze, ale nie przykładasz do niego żadnej uwagi. Taka dokładnie byłam, a wiesz co się stało odkąd się pojawiłeś ? Zaczęłam czuć, ale nie tak kurwa normalnie. Czuję jakbym się rozpadała z każdym momentem, każdą chwilą. Jakbym nie potrafiła już olewać tego jebanego powietrza bo tak jak powiedziałeś jest potrzebne do życia. Czuję się uzależniona od ciebie i od uczuć, które mi oferujesz, a nienawidzę, kiedy nie mam nad czymś kontroli.
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomansaŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
