2. Black Mask (P)

1.8K 62 31
                                        

Hope

Obserwowałam jak tłum ludzi wirował pod sceną do muzyki jaką serwował im OTTO. Bar od dłuższego czasu świecił pustkami, pozwalając mi na chwilę wytchnienia, której zdecydowanie potrzebowałam. W lokalu było okropnie parno – alkohol, który mieszał się wraz z potem oraz dymem papierosów, powodował uczucie zgiełku i napięcia.

Chwyciłam kawałek materiału, który leżał na jednym z stolików i wytarłam mokre od potu czoło. Zmęczenie automatycznie uderzyło w mój organizm ze zdwojoną siłą. Nie miałam pojęcia, czym spowodowany był dzisiejszy natłok, ani skąd tyle nieznajomych twarzy znajdowało się w barze, ale wyglądało to co najmniej na jakiś cud. Ludzie z bogatej dzielnicy bawili się wraz z resztą, odkładając na bok uprzedzenia, które kształtowały się latami.

Klub zdecydowanie swoim wyglądem przyciągał klientów : duża scena, wnętrze w stylu industrialnym z lekkim dodatkiem retro, dobra głośna muzyka to tylko nieliczne atuty tego miejsca. Roger, podejmując się wykupienia tego budynku, zadbał o każdy nawet najdrobniejszy szczegół.

Dzisiejszego wieczoru bitwy zostały odwołane z powodu problemów technicznych, co szczerze wywoływało u mnie jeszcze większe poczucie bezsilności. Moment, kiedy wszystkie oczy kierowały się w stronę sceny był magiczny. Cisza, która przeszywała pomieszczenie przed wywołaniem zawodników, powodowała napięcie, którego w żaden sposób nie dało się wyrazić słowami. A chwilę później wiwaty i oklaski, które sprawiały że to miejsce tętniło życiem w całkiem odmienny sposób. Muzyka, a wraz z nią rozmowy z klientami pozwalały mi na ucieczkę w głąb duszy, która w normalnych warunkach, byłaby praktycznie nie możliwa. Odejście mojego ojca odcięło mnie grubą linią od normalnego życia, tylko muzyka była wstanie posklejać wszystkie myśli. Nagle moje przemyślenia przerwało delikatnie szturchnięcie w ramię.

- Jak tam Hope, Panowie nie sprawiają ci dzisiaj szczególnych problemów?

Spojrzałam na rozmówce, dostrzegając w nim mojego pracodawcę. Mężczyzna, na pierwszy rzut oka wyglądał dość niepozornie, swoim wyglądem bardziej przypominał bibliotekarza niż właściciela lokalu. Czarne garniturowe spodnie idealnie dopasowywały się do ciała, sweter w szaro-brązową kratę, lekko pognieciony i ubrudzony w niektórych miejscach dodawał mu uroku. Czarne oprawki okularów, przysłoniły niebieskie oczy, od których zawsze bił blask. Na głowie natomiast znajdował się beret, świadczący o tym, że dosłownie chwilę temu przyszedł do lokalu. Całość prezentowała się starannie, jakby ubiór idealnie odwzorowywał jego osobowość. Z jednej strony elegancja, która przedstawiała jego surowość, poważność, oraz zaangażowanie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw, z drugiej strony zaś babciność, która odzwierciedlała ciepło, opiekę i spokój.

- Wszystko w porządku, panowie są dzisiaj naprawdę grzeczni. Nie musisz nikogo mordować, przynajmniej nie wzrokiem – uśmiechnęłam się delikatnie.

Roger w pewnym stopniu zastępował mi ojca, który zniknął tak szybko jak moje marzenia a normalnym życiu.

- Ze względu odwołania bitew kończysz dziś zmianę dwie godziny wcześniej, czy to nie problem? - zapytał z lekkim grymasem na twarzy.

- Nie, oczywiście, że nie, przyda mi się trochę więcej czasu na odpoczynek, ale mam jeden warunek- odpowiedziałam z wyraźnym zadowoleniem.

Naprawdę potrzebowałam odpoczynku. W ostatnim czasie bardzo dużo pracowałam, jak nie w pracy to nad kolejnym tekstem piosenki, ale w pewnym stopniu nie potrafiłam odpuścić. Nie w kwestii Rogera, który sam musiał wkładać mnóstwo pracy w bar. Nie potrafiłam tak po prostu zostawić go, bez jakiegokolwiek wsparcia.

- Znając ciebie wyskoczysz mi teraz z jakimś niemoralnym tekstem, albo wymyślisz coś niewykonalnego do zrobienia. Ani mi się waż Młoda Damo nie ze mną takie numery- odpowiedział Roger, a kąciki jego ust powędrowały ku górze.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz