Nate
Światła samochodów odbijały się od świeżo opadłego śniegu, który powoli osiadał na poboczach drogi. Na dworze zaczynało się pomału ściemniać powodując, że droga w tajemnicze miejsce wydawała się jeszcze bardziej mroczna i niepowtarzalna. Wyciągnąłem rękę i przekręciłem pokrętło od głośności, momentalnie muzyka wypełniła całe wnętrze samochodu, dodając jeszcze większego klimatu. Mrok za oknem w porównaniu z radosnym brzmieniem gitar i perkusji tworzył coś na znak przeciwieństwa. Takiego jakiego można było spotkać właśnie w tej dziewczynie. Uśmiechnąłem się nieznacznie i zacząłem nucić sobie pod nosem kolejne wersy piosenki. Kątem oka zerknąłem na Hope, która czujnie wpatrywała się w widok za oknem, wyglądała tak jakby usilnie starała się mnie ignorować, ale ja wiedziałem, że to tylko pozory. Przerażała ją utrata kontroli równie mocno co mnie, dlatego ta sytuacja wywoływała w niej tak negatywne odczucia. Bała się mi zaufać, a ja pragnąłem zrobić wszystko, żeby dzisiaj jej wszystkie obawy odeszły w niepamięć.
- Dokąd jedziemy? - zapytała nagle, odwracając głowę w moją stronę.
Uśmiechnąłem się lekko, ale nie odpowiedziałem jej od razu. Byłem niezmiernie ciekawy czy będzie drążyć temat, czy tak po prostu odpuści, nie wchodząc ze mną w zbędne dyskusje. Jednak to była Hope, ona nie potrafiła długo pozostać nie zauważoną, zawsze w jakiś sposób musiała wybijać się na pierwszy plan, nawet jeśli tego nie chciała.
- Nate? - ponagliła mnie po chwili - Coś ukrywasz.
- Może - odparłem wymijająco, skupiając wzrok na drodze.
Westchnęła cicho, ale nie naciskała, jakby doskonale zdawała sobie sprawę, że tym razem nie uda się jej nic wskórać. To co dla niej przygotowałem było niespodzianką i za żadne skarby nie była ze mnie w stanie tego wydobyć. Sam zresztą nie wiem czy potrafiłbym opisać to co dla niej przygotowałem. Po raz pierwszy chciałem żeby się przede mną odsłoniła bez żadnych granic i murów, ale żeby to doszło do skutku, sam musiałem jej ukazać część siebie. Tą, której nie pokazałem jeszcze nikomu. Nie tylko ona miała swoje demony, moje również co i rusz atakowały moje serce, dlatego tak ciężko było mi pokazać prawdziwego siebie światu. Gryzło się to po prostu z tym sławnym mężczyzną bez żadnej skazy, ale tak jak inni również byłem człowiekiem. Również potrzebowałem czasem się wygadać i pokazać co tak bardzo mnie boli. Dlatego dzisiaj naszedł ten dzień i chciałem, żeby to właśnie ona została jego częścią.
Gdy przejeżdżaliśmy przez bogatą częśc Detroit, Hope uniosła brwi, przyglądając się otoczeniu. Przemierzaliśmy szerokie, uporządkowane ulice pełne drogich butików, nowoczesnych biurowców i luksusowych apartamentowców. To nie było miasto, które znała.
- To nie jest Detroit, które pamiętam - powiedziała cicho, przesuwając wzrokiem po eleganckich budynkach.
- To też Detroit – odparłem - Ale zupełnie inne od tego, które ty widziałaś. Ludzie myślą, że to miasto jest tylko jedno, ale tak naprawdę ma dwie twarze.
Minęliśmy kolejne ulice, aż luksusowe dzielnice zaczęły ustępować miejsca bardziej surowym, mniej reprezentacyjnym obszarom. Most był coraz bliżej.
W końcu zwolniłem i zaparkowałem niedaleko. W miejscu, gdzie miasto zdawało się nieco cichsze, jakby na moment zatrzymało oddech. Hope rozglądała się dookoła, ale wciąż nie zadawała pytań. Wysiadłem, podszedłem do bagażnika i otworzyłem go, sięgając do środka. Wtedy jej wzrok przyciągnęła sterta papierów, luźne kartki, zapisane odręcznie notatki, szkicownik z lekko zagiętymi rogami.
-Co to jest? - zapytała, wychodząc z auta i podchodząc bliżej.
Przez chwilę milczałem, trzymając w rękach kilka z tych kartek. Czułem, że w tej sytuacji nie było już odwrotu, a pomimo tego odczuwałem ogromną chęć wycofania się i zabrania jej z powrotem do domu. Wątpliwość zalała moją głowę w raptem kilka sekund. Wystawiałem na próbę nie tylko jej zaufanie, ale również moje.
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomanceŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
