Nate
Pięć dni do bitwy
Bacznie przyglądałem się swojemu odbiciu w lustrze. Na stopach spoczywały eleganckie, czarne skórzane buty, które harmonijnie współgrały z równie ciemnymi spodniami. Marynarka w głębokim odcieniu nocy idealnie podkreślała sylwetkę, a spod jej krawędzi wyłaniała się śnieżnobiała koszula. Dwa górne guziki były niedbale odpięte, dodając całości subtelnego, nonszalanckiego charakteru. Włosy stylistka zaczesała mi do tyłu na żel, tak aby żaden pojedynczy kosmyk nie był w stanie opaść mi na czoło. Prezentowałem się perfekcyjnie, gracja, elegancja a przede wszystkim pieniądze biły ode mnie na kilometr. Moje samopoczucie natomiast było fatalne, od ostatnich wydarzeń, odczuwałem ciągłe wrażenie, że ktoś mnie obserwuję, przez to prawie popadałem w paranoje. Nie miałem kontaktu z Travisem, co jeszcze bardziej mnie niepokoiło. Poczucie bezradności rozrywało mnie na strzępy każdego dnia od środka. Gdzieś w głębi serca odliczałem do bitwy. Miałem szczerą nadzieję, że ona wszystkie złe emocje odrzuci na bok, że znowu na chwilę będę sobą, a po niej już wszyscy pozostaną bezpieczni, bo będą pod moją opieką. Ale na razie musiałem stwarzać pozory i mieć się na baczności, stąd moje ubranie, dzisiejszego wieczoru.
Ponad miesiąc temu, chwilę przed poznaniem dziewczyny i jej różowego przyjaciela, odbyła się aukcja charytatywna. Moja matka szczególnie lubiła takie wydarzenia. Sława i rozgłos w bardzo szybkim stopniu się rozrastały, kiedy w grę wchodziły akcje dobroczynne, bo co może być lepszą reklamą, od zbierania pieniędzy na jakieś zwierzątka, czy chore dzieci. I tak oto w ten sposób, mój koncert wygrała niejaka Natalie Morgan, młoda siedemnastoletnia dziewczyna, która miała więcej pieniędzy niż ja i James razem wzięci. Zgodnie z warunkami umowy, koncert mógł odbyć się w dowolnym miejscu o dowolnej porze, ale nie później niż rok od zakupu. Cóż za zbieg okoliczności, że dziewczyna, akurat w tym roku kończyła swoje osiemnaście lat, a swój zakup chciała zrealizować na tej imprezie. Jakby tego było mało, wydarzenie miało odbywać się w Włoszech w hotelu Villa d'Este, który był położony nad brzegiem jeziora Como. Nie mam pojęcia w jaki sposób udało się jej wykupić cały hotel na tę imprezę, ale na pewno kosztowało to krocie.
Złapałem swoją walizkę i udałem się w kierunku drzwi, upewniając się, że na pewno wszystko spakowałem. Miałem tam być raptem trzy dni, ale sama podróż z Detroit do Włoch zajmie mi około dwunastu godzin, dlatego też postanowiłem od razu ubrać się w garnitur. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że włosy zdążą się popsuć, a garnitur cały pognieść, ale taka była kolej rzeczy bycia sławnym. W miejscach publicznych trzeba było wyglądać tak, jakby zaraz papparazi mogło zrobić nam zdjęcie, nie było tu miejsca na żadne wpadki i potknięcia. Owszem mogłem skorzystać z ochrony, którą podstawiała mi moja matka i z biznes klasy, ale nie uważałem, żeby to było konieczne. Podobnie jak pozostali ludzie byłem tylko zwykłym człowiekiem, różniły nas jedynie zera na koncie, ale nie chciałem nadmiernie wykorzystywać tego, że mi się poszczęściło w życiu, bo po prostu tak bym tego nie nazwał. Uważałem to raczej za przekleństwo.
James czekał na mnie oparty o swój ukochany samochód. Widząc mnie jego oczy momentalnie się zaświeciły.
- No, no przyjacielu, wyglądasz jak milion dolarów, jutro wszystkie panny będą twoje. – uśmiechnął się arogancko.
Sanchez swoje blond loczki zostawił jak zawsze roztrzepane na wszystkie strony. Ubrany był natomiast w biały jak łza garnitur, który idealnie opinał jego ciało. Postarał się zdecydowanie, bo chociaż preferuję dziewczyny to śmiało mogłem stwierdzić, że ciężko będzie nie skupić na nim wzroku.
- Jedźmy bo się spóźnimy – mruknąłem jedynie i wsiadłem do samochodu.
***
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomansaŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
