Hope
Przewracałam się z boku na bok, nie potrafiąc w żaden sposób, skusić swoje ciało oraz umysł do ubłaganego odpoczynku. Cała zmiana w Good Peppers nie miłosiernie mi się dłużyła. Nie potrafiłam skupić na niczym swoich myśli, przez co niesamowicie umęczyłam się tego wieczoru.
Myśl, że Nate się nie pojawił, nie dawała mi spokoju. Mając z nim styczność już dobre kilka razy, doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie należał do osób, które w łatwy sposób się poddają. Był arogancki, nie posiadał żadnego szacunku do drugiego człowieka, ale nie można mu było umniejszać, jeśli chodzi o siłę walki. Jego występ wtedy podczas bitwy w barze, był idealnym odwzorowaniem tego stwierdzenia. Utkwiony, zdeterminowany wzrok wyłącznie na mnie. Jakby świat zatrzymał się pomiędzy naszą dwójką, tworząc chaos i spustoszenie.
Nie martwiłam się o niego, nie byłam zdolna nawet do takich uczuć, ale jego persona bardzo mnie intrygowała. Pełen zmian, wahań nastrojów, niepohamowany zamaskowany mężczyzna, który robił wokół siebie tyle szumu, że nie dało się przejść obojętnie obok niego, nawet jeśli człowiek bardzo tego pragnął. On zawsze wyciągał na wierzch te najgorsze uczucia, oraz słowa, których nikt nie chciał powiedzieć na głos, gdyż były przesiąknięte takim jadem, że na spokojnie mogłyby wypalać skórę, zostawiając jedynie pojedyncze kawałki pomarszczonej skóry.
W mojej głowie piętnował się istny chaos, natomiast na zewnątrz panowała cisza. Cisza tak ogłuszająca, że doprowadzała mnie do potężnego wkurwienia. Nie wiele myśląc, sięgnęłam ręką do torby, która znajdowała się przy moim łóżku, a następnie wyciągnełam z niej czarny notes. Przejechałam delikatnie palcami po oprawie, która swoją szorstką teksturą, tworzyła przyjemną odskocznie od nawiedzających demonów.
- Cisza – krzyknęłam, a mój głos odbił się od ścian, powodując echo.
Było to tak kompletnie absurdalne. Jednak nawet ta próba, okazała się bez skuteczna, one krzyczały, błagały, nawoływały, aby wreszcie pozostać uwolnione, a ja z całych sił starałam się z nimi walczyć. I pomimo że wiedziałam, że moje szanse są dość nikłe, próbowałam za wszelką cenę, pozbyć się tego okropnego uczucia.
Uczucia zniszczenia, nie tylko siebie, ale każdego, kto, choć w małym stopniu mógłby zawładnąć moim rozumem. Wiedziałam doskonale, że nie mogłam tego zrobić. Obiecałam Travisowi, że już nigdy więcej nikomu nie stanie się krzywda. Dlatego nie mogłam stracić czujności, nie tym razem.
- Wdech i wydech Hope – mówiłam do siebie, z nadzieją, że chociaż trochę się uspokoję. Zacisnęłam ręce z całej siły na ukochanym notesie, tak, że okładka lekko się pomarszczyła w wyniku mocnego chwytu.
Otworzyłam pierwszą lepszą pustą stronę, oddając się jedynej rzeczy, która dawała mi ukojenie-pisaniu. Niedbałą czcionką zaczęłam zapisywać słowa, które cisnęły mi się na język, ale w żaden sposób nie potrafiłam wypowiedzieć ich na głos. Bo nieważne jakbym się starała, moja ciemność musiała pozostać ze mną. Tak zostało to przypisane w momencie zniknięcia rodziców i tak pozostanie to do końca moich dni. Bez opamiętania, kreśliłam kolejne słowa i kolejne. Mój oddech zdecydowanie przyspieszył, a złość pomału zaczęła wyparowywać. Zerknęłam na zapisane myśli czarnym długopisem i przeczytałam je na głos:
It's time to get rid of my demons,
Time to destroy what's deep inside me.
Stop shouting, it doesn't help,
You scream and yell, but it won't set me free.
Which side am I on?
Is this how villains are born?
CZYTASZ
The Miracle Of Hell
RomanceŻycie lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj krzyżuje nasze drogi umyślnie, mając określony na nas szczegółowy plan. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nić podobieństwa potrafi zaważyć nad naszym losem jeszcze w momencie poz...
