38. Melody that engulfs my whole world

719 20 50
                                        




Nate

Gabriela przyglądała się nam z daleka, ale nawet taka odległość nie była w stanie przyćmić jej lodowatego spojrzenia, które przeszywało mnie na wskroś. Plan mój i Hermana przebiegł niemal perfekcyjnie. Hope wykonała swoje zadanie z jeszcze lepszym rezultatem niż początkowo zakładałem. Kilka słów i intryg z mojej strony, a ona dokładnie robiła to czego od niej oczekiwałem. Była sobą pod każdym możliwym względem i właśnie to było w niej perfekcyjne. Każdy cal jej ciała, każde słowo, które wychodziło z tych słodkich ust za którymi tak cholernie tęskniłem, każdy nawet najdrobniejszy ruch wszystko z jej strony ociekało cholerną perfekcją pomimo tego, że ona tego nie zauważała. Widziałem jak ludzie reagują na jej osobę, wszystkie męskie jak i kobiece spojrzenia były skierowane właśnie na niej. I to wszystko nie za sprawą czerwonej sukienki, która ją wyróżniała. To ona tak działała na drugą osobę. Wprowadzała nawet najbardziej pewnych na świecie w osłupienie. A jej tajemniczość podążała za nią jak cień, powodując, że każdy kto się tylko do niej zbliżył pragnął zawładnąć jej duszą i ciałem, aby tylko odkryć chociażby rąbek tajemnicy, skrywanej za tymi pięknymi zielonymi oczami.

Pociągnąłem dziewczynę w kierunku stolika, początkowo wyglądała na zdezorientowaną, ale chwilę później poddała mi się całkowicie, podążając za mną w miejsce, które dla nas wybrałem. Wskazałem jej ręką fotel aby usiadła, a kiedy to uczyniła poszedłem w jej ślady.

-Twoja matka ma nas na oku – powiedziała pewnie, czujnie mi się przyglądając.

-Owszem – odparłem nonszalancko, chwytając po kieliszek wina, który znajdował się na stole.

-Wiedziałeś, że tutaj się pojawi, prawda ? – zapytała spokojnie, mógłbym rzec, że aż za spokojnie jak na nią.

-Wiedziałem – przyznałem bez wahania.

-Dlaczego o niczym mnie nie poinformowałeś ?

-A czy to coś by zmieniło ? – skierowałem spojrzenie na jej oczy, które w tym momencie wyrażały, więcej niż tysiąc słów.

Hope nagle zamilkła, wpatrywała się we mnie czujnie, ale żadne słowa nie uleciały z jej ust. Może powinienem był ją o tym poinformować i przygotować na ewentualne starcie, ale z drugiej strony nic bym tym nie wskórał. Informacja ta wydawała się dla mnie niemal nie istotna. Byłem bardziej niż pewny, że sobie poradzi i stawi jej czoła w każdym możliwym znaczeniu. Ona natomiast po tym wszystkim znowu wydawała się jakaś nieobecna jakby coś przede mną ukrywała. Zauważyłem już to wcześniej, kiedy wróciła do mnie od Travisa, ale miałem nadzieję, że to tylko wymysł jedynie mojej wyobraźni, która zaczęła płatać mi figle, ale teraz byłem bardziej niż pewny. Nie chciała mi o czymś powiedzieć, budowała za sobą na nowo mury, których tak cholernie nienawidziłem. Złapałem ją za rękę, która leniwie spoczywała na jej kolanie. Pod wpływem mojego dotyku momentalnie się spięła, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz.

-Jesteśmy na corocznym bankiecie świątecznym. Zostałem tutaj zaproszony jako artysta, moja matka i mój ojciec pomimo, że bardzo bym tego nie chciał, są nieodłączną częścią mnie. Dopóki ważność umowy nie wygaśnie, nie uwolnię się od nich – powiedziałem szczerze, z nadzieją, że spojrzy na to wszystko z innej perspektywy.

- Umowy ? A więc to prawda...- mruknęła niemrawo.

-Jak jest się młodym popełnia się wiele błędów za które później trzeba płacić w dorosłości. 

-Czego ona dotyczy ? – zapytała w wyniku czego momentalnie się spiąłem.

-To nasz wieczór, proszę cię nie psujmy go sobie – powiedziałem niemal natychmiast, starając się uciec od tematu.

The Miracle Of HellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz