Otworzyłam oczy, czując tępy ból pulsujący w skroniach. Kac dawał się we znaki, ale bardziej niż to, bolała mnie pustka w głowie. Ostatnie, co pamiętałam, to jak wchodziłam do domku, a potem... nic.
Rozejrzałam się po pokoju, mrużąc oczy na poranne światło wpadające przez uchylone okno. Ktoś musiał mnie przykryć, bo sama raczej nie zadbałabym o to w takim stanie.
Westchnęłam cicho i podniosłam się do pozycji siedzącej, od razu tego żałując. Żołądek ścisnął mi się nieprzyjemnie, a w gardle czułam suchość. Przetarłam twarz dłońmi, starając się przypomnieć sobie, co się działo po mojej kłótni z Krystianem, jednak nic nie przychodziło mi do głowy.
Próbowałam poskładać myśli, ale im bardziej się starałam, tym większa była pustka. Co ja wczoraj zrobiłam?
Podniosłam się ostrożnie z kanapy i rozejrzałam po salonie. Nie było tu żadnych śladów imprezy ani porozrzucanych rzeczy, co oznaczało, że nikt nie urządzał tu żadnych ekscesów.
Może to i lepiej...
Wzięłam szybko jakąś tabletkę, która leżała na stole i powoli poszłam na górę, żeby się jakoś ogarnąć. Dzisiejszy wieczór zapowiadał się na taki sam, więc musiałam się uzbroić w mocną głowę, żeby tym razem nie odlecieć.
Pokiwałam głową ze zrezygnowaniem i wzięłam jakieś losowe ubrania z walizki, żeby zaraz przejść z nimi do łazienki, w celu wzięcia prysznica.
Umyta i ubrana chwyciłam paczkę papierosów z walizki i wyszłam z domku, idąc powoli na pobliską plażę. Nie widziałam, która była godzina, jednak stawiałam, że mogło być koło 10/12. Słońce stało już wysoko na niebie, a lekka bryza niosła ze sobą zapach soli i mokrego piasku. Na plaży było niemal pusto, tylko para starszych ludzi spacerowała wzdłuż brzegu, a gdzieś dalej grupka dzieciaków budowała zamek z piasku.
Usiadłam na chłodnym drewnianym pomoście i wyciągnęłam papierosa. Odpaliłam go, zaciągając się powoli, próbując uspokoić myśli, jednak w myśleniu przerwał mi cichy dźwięk gitary. Odruchowo zaczęłam się rozglądać, w celu znalezienia źródła dźwięku, a wtedy moje oczy zatrzymały się na plecach farbowanego blondyna.
Serce zabiło mi mocniej, choć nie byłam pewna, czy to z irytacji, czy ulgi. Wzięłam kolejnego bucha papierosa, po czym zgasiłam go w drewnianej szczelinie pomostu i podniosłam się, kierując się w jego stronę.
Krystian siedział na piasku, oparty o drewniany słup pomostu. Grał coś cicho na gitarze, a jego stopy były zanurzone w piasku. Wydawał się całkowicie pochłonięty melodią, jakby świat wokół niego nie istniał.
Zatrzymałam się kilka kroków od niego, nie wiedząc, jak zacząć rozmowę.
-Fajna melodia. -mruknęłam, przybijając sobie mentalnego face palma.
To brzmi jakbyś mówiła o pogodzie, idiotko.
-Dzięki. -rzucił cicho, cały czas szarpiąc struny.
Przez chwilę panowała między nami cisza. Tylko szum fal i ciche brzdąkanie gitary wypełniały przestrzeń między nami. Czułam się dziwnie. Nie wiedziałam, czy powinnam od razu przejść do rzeczy, czy może poczekać, aż sam coś powie. W końcu jednak usiadłam na piasku obok niego, zostawiając między nami bezpieczny dystans.
-Przepraszam. -westchnęłam, nie wierząc, że te słowa opuściły moje usta. -za wczoraj. -dodałam, spotykając się z jego zdziwionym wyrazem twarzy. -chciałeś tylko pogadać, a ja jak zwykle musiałam się zachować chamsko.
Krystian przez chwilę nic nie mówił, tylko patrzył na mnie uważnie, jakby próbował ocenić, czy moje przeprosiny są szczere. W końcu westchnął i odłożył gitarę na bok.
-No, to nowość. -rzucił z lekkim uśmiechem, ale w jego oczach nie było kpiny.
-Serio, Krystian. Nie chcę, żebyś myślał, że to była twoja wina. Po prostu... sama nie wiem. Wczoraj mnie to wszystko przerosło.
-Wiem. -odparł cicho.
Zaskoczyło mnie to.
-Wiesz?
Skinął głową i przez chwilę wpatrywał się w piasek, przesypując go między palcami.
-Nie jesteś taka trudna do rozgryzienia, jak ci się wydaje. Udajesz twardą, ale jak przychodzi co do czego, to...
Urwał, a ja poczułam, jak coś ściska mnie w żołądku.
-To co? -zapytałam, zaciskając dłonie na materiale bluzy.
-To zamykasz się w sobie albo robisz coś głupiego, żeby nie myśleć.
-A ty niby jesteś ekspertem od mojego zachowania?
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Może nie ekspertem, ale znam cię lepiej niż ci się wydaje.
Westchnęłam ciężko. Nie miałam siły na kłótnie, zwłaszcza że wiedziałam, że ma rację. Nie radziłam sobie najlepiej z emocjami. Zawsze łatwiej było się wkurzyć albo po prostu wszystko zignorować.
-Możemy o tym nie gadać? -zapytałam cicho.
Krystian przez chwilę milczał, ale w końcu skinął głową.
-Jasne.
Znowu zapadła cisza, ale tym razem nie była już tak napięta.
-Słuchaj, jeśli jeszcze raz będziesz miała taki wieczór, jak wczoraj...to po prostu mnie zawołaj, okej? -powiedział po chwili. -Nie musisz uciekać albo udawać, że wszystko jest w porządku, czasami łatwiej jest się wygadać. Wtedy robi się lżej, bo nie musisz być z tym wszystkim sama. -powiedział cicho, a ja spojrzałam na niego zaskoczona, zastanawiając się nad tym, co mogę mu powiedzieć.
-Czemu w ogóle ci tak zależy?
Uśmiechnął się na moje słowa, ale w tym uśmiechu było coś smutnego.
-Bo jesteś dla mnie ważna, nawet jeśli czasem masz ochotę mnie zabić. -parsknął, wracając do szarpania za struny.
-Idiota. -mruknęłam, chociaż coś w moim żołądku obudziło się na nowo...
CZYTASZ
Spalone Mosty/Chivas
Fanfiction-Tym właśnie jest Krystian. -rzuciłam, odrywając wzrok od żółtych kwiatków. -Kwiatkiem? -Nie, pieprzonym narcyzem, który rośnie w moim ogródku, choć czasami mam ochotę go wyrwać i zakopać...
