Koniec i początek 2/2

211 21 8
                                        


Zgasiłam lampę nad stanowiskiem, a moje ramiona opadły ciężko. W salonie rozlała się taka cisza, której pragnęłam od samego rana. Klientów było tak dużo, że nawet nie miałam czasu myśleć...

Westchnęłam cicho i zaczęłam sprzątać. Opróżniłam małe śmietniczki, wrzucając wszystkie śmieci do dużego worka, przemyłam leżanki i ustawiłam je przy ścianie, żeby nie zajmowały az tyle miejsca, po czym podeszłam do biurka, żeby ułożyć papiery i przeliczyć pieniądze z dzisiaj.

Gdy już to zrobiłam, poprawiłam jeszcze kwiaty na małym stoliku przy kanapie i chwyciłam do ręki zapinaną bluzę, jednak, gdy chciałam ją na siebie założyć, usłyszałam ciche skrzypnięcie.

Unosząc głowę, zobaczyłam, jak drzwi studia powoli się uchylają. Nie miałam już siły na klientów, którzy pomylili godzinę albo dziewczyny, które zapomniały czegoś z zaplecza. Już miałam warknąć, że studio jest zamknięte, kiedy go zobaczyłam.

Krystian.

Stał w progu. Cisza pomiędzy nami była gęsta i lepka. On nic nie mówił, ja też nie. Tylko patrzyliśmy na siebie.

-Studio jest zamknięte, proszę przyjść po otwarciu. -powiedziałam w końcu chłodno, jakby to miało go powstrzymać przed zostaniem w środku.

-Wiem. -odpowiedział niskim, spokojnym głosem, po czym zamknął drzwi za sobą i przeszedł przez próg, jakby miał prawo być wszędzie, gdzie tylko zechce.

-Czego chcesz? -oparłam się o blat, starając się brzmieć pewnie.

-Porozmawiać. -jego głos był cichy, ale stanowczy.

Spojrzałam na niego, próbując odczytać, co naprawdę kryje się za jego spokojem. Zawsze był skryty, tajemniczy, a jednocześnie...przerażająco pociągający.

Nie, Milena, w cale tak nie pomyślałaś...

-Porozmawiać? Czy przyjść tu, żeby mnie drażnić? -moja irytacja narastała, a słowa same wypływały z moich ust.

Krystian zrobił krok w moją stronę, a ja odsunęłam się lekko, choć wiedziałam, że nie ucieknę.

Milczał. Patrzył na mnie tymi cholernie ciemnymi oczami, jakby mógł rozebrać mnie z każdego słowa i każdego kłamstwa, które próbowałam sobie wmówić.

Również te same oczy, przykryte były czarnymi soczewkami, jakby conajmniej miały ukryć paskudny charakter ich właściciela.

-Nic nie powiesz? -syknęłam, czując jak w gardle rośnie mi gula. -zawsze tak się kończy. Krystian, ja mam tego dość. Wiecznie najpierw się pojawiasz i dajesz mi jakieś nadzieje, mieszając w głowie, a później mieszasz mnie z błotem, robiąc ze mnie idiotke. -rzuciłam bluzę na kanapę, robiąc krok w jego stronę. -wiesz, jak się czułam przez ostatnie tygodnie? Jak idiotka. Bo nawet kiedy próbowałam się odciąć, to w nocy myślałam o tobie. W pracy myślałam o tobie. Kurwa, nawet ten salon przesiąknięty jest tobą, bo wszystko, co robię, przypomina mi ciebie. -głos mi się załamał, ale nie pozwoliłam łzą wypłynąć. -nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo cię nienawidzę. -jedna, samotna łza spłynęła po moim policzku, a zaraz po niej kolejna.

Krystian zrobił kilka kroków, zatrzymując się zaraz przede mną. Jego ręka powoli uniosła się, jakby chciał dotknąć mojej twarzy, ale zawahał się w połowie drogi.

-No mów coś. -wyszeptałam drżącym głosem. -powiedz cokolwiek, bo to milczenie doprowadza mnie do szału. -jęknęłam, a on otworzył usta, jednak zaraz je zamknął. -powiedz, że cię to nie obchodzi. Że nic nie czujesz, że to wszystko było jednym, wielkim żartem! -krzyknęłam, już się nie hamując. -no mów do chole... -urwałam, ponieważ Krystian skutecznie mnie uciszył.

Jego usta spadły na moje z taką siłą, że przez sekundę straciłam oddech. Pocałunek nie był delikatny ani uprzejmy. Był taki, jak nasze wszystkie kłótnie, czyli gwałtowny, dziki i surowy. Smakował złością, frustracją i tym wszystkim, co od miesięcy próbowałam w sobie zdusić.

Krystian przyciągnął mnie bliżej, tak że do moich nozdrzy dotarł zapach jego skóry. Pachniał tak, jak zwykle, czyli dymem papierosowym, skórzanymi perfumami i drogą whisky.

Moje dłonie same zacisnęły się na jego koszulce, próbując go odepchnąć, ale zamiast tego przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie.

-Nienawidzę cię... -wyszeptałam między pocałunkami, jednak się od niego nie oderwałam.

-Wiem. -wymruczał w moje usta.

Jego dłonie powoli wędrowały po moich plecach, wywołując dreszcze, których nie potrafiłam zatrzymać. Były jednocześnie spokojne i zdecydowane, a ja czułam, jak całe moje ciało sztywnieje od sprzeczności między gniewem a pożądaniem.

Kochałam go i nienawidziłam w tej samej chwili.

I choćbym uciekła na koniec świata, od niego nie ucieknę nigdy.

Krystian był moim końcem i początkiem jednocześnie...

Spalone Mosty/ChivasOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz