Minęło kilka dni, a może nawet i tygodni.
Nie wiem, szczerze mówiąc nawet nie patrzyłam na kalendarz...
Właśnie siedziałam na balkonie w domu rodzinnym, paląc papierosa. Między moimi nogami radośnie biegały dwa cocker spaniele, a obok, na takim samym fotelu, siedziała Ala, która również paliła, jednak jej wzrok był utkwiony we mnie.
-Co? Mam coś na twarzy? -mruknęłam, strzepując z siebie resztki popiołu.
-Nie, po prostu zastanawiam się, co się stało. -westchnęła, kładąc swoją dłoń na moim ramieniu. -wiem, że przez moje studia dawno nie rozmawiałyśmy, ale ostatnim razem byłaś na etapie wybaczenia Krystianowi, a teraz znowu odpalił ci się jakichś wkurw na niego. Do tego wszystkiego nie wyglądasz, jakbyś była szczęśliwa z pracy, a zawsze powtarzałaś, że ją uwielbiasz.
-Tak jakby zmieniłam zdanie. -zgasiłam niedopałek, wrzucając go do dużej doniczki.
Zaraz po tym odpaliłam kolejnego papierosa, w międzyczasie biorąc łyka białego red bulla.
-Przestań się niszczyć. -brunetka wyrwała mi obie rzeczy z rąk, wyrzucając je przez barierkę.
Najpierw jednak zgasiła dopiero rozpoczętego papierosa, który, tak, jak energetyk, uderzył o ziemię z głuchym łoskotem.
-Co się z tobą dzieje? Nie poznajcie cię, ostatnio się tak zachowywałaś, gdy...
-Przespaliśmy się. -przerwałam jej, cały czas patrząc w dal. -powiedział, że mu na mnie zależy, zresztą...ja powiedziałam mu to samo. Dzień później przespał się z Laurą, myśląc, że o niczym się nie dowiem. Wiesz, niby nie powinno mnie to boleć, bo w końcu nie byliśmy w żadnym związku ani nic, ale jednak zabolało. Dlatego jestem na niego wkurwiona i dlatego już tak chętnie nie chodzę do pracy.
-Japierdole. -mruknęła dziewczyna, wyciągając w moją stronę otwartą paczkę papierosów.
Spojrzałam na nią spod wysoko uniesionych brwi, jednak chwyciłam jednego, odpalając go czarną zapalniczką.
-Najgorsze jest to, że wiem, że powinnam odpuścić, ale jakoś...nie potrafię.
-Bo my mamy coś takiego w sobie, że ciągnie nas do tych, do których nie powinno, a Krystian nie wydaje się złym człowiekiem, po prostu tak jakby...się pogubił. Nawet teraz wygląda jakoś inaczej. -mruknęła, opierając się o barierkę.
Delikatnie wyprostowałam się na fotelu i wyjrzałam przez barierkę, spoglądając na zgarbionego blondyna, który właśnie okrążał swój samochód, wyciągając coś z bagażnika.
-Jak sobie pomyślę, że wy... -urwała, machając rękami. -no i on potem wiesz...to aż ugh mam ochotę powyrywać mu te szczudła z dupy. -warknęła, wyciągając w stronę chłopaka swojego środkowego palca.
Parsknęłam na jej gest i zgasiłam papierosa o ziemię w roślince, wracając do pokoju. Usiadłam na szerokim parapecie, ciągle wpatrując się w sylwetkę blondyna, który chodził wokoło samochodu, nie odrywając wzroku od telefonu. W drugiej ręce trzymał swój nóż motylkowy, wymachując nim w każdą stronę, a ja mimowolnie przewróciłam oczami, w końcu odwracając wzrok od jego osoby.
-Jak ja go kurwa nie cierpie. -przeciągnęłam, gdy Ala stanęła obok mnie, wbijając swój wzrok w widok za oknem.
-Nieprawda. Kochasz go, ale łatwiej ci powiedzieć, że ci zależy. -rzuciła, a gdy zgromiłam ją wzrokiem, usłyszałyśmy trąbienie samochodu. -czyżby Wiktor? -zapytała, a gdy kiwnęłam głową, głośno westchnęła.
Zabrała swoje rzeczy i razem wyszłyśmy przed dom, spotykając się ze spojrzeniem dwóch chłopaków. Jeden szczerzył się w naszą stronę, opierając się o bok samochodu, a drugi gromił nas wzrokiem, o mało nie wbijając sobie noża w nogę.
CZYTASZ
Spalone Mosty/Chivas
Fanfiction-Tym właśnie jest Krystian. -rzuciłam, odrywając wzrok od żółtych kwiatków. -Kwiatkiem? -Nie, pieprzonym narcyzem, który rośnie w moim ogródku, choć czasami mam ochotę go wyrwać i zakopać...
