Następnego dnia czułam się, jakbym umierała.
Dosłownie.
Budzik obudził mnie zaledwie 30 minut przed wyjściem, więc zwlokłam się leniwie z kanapy i zaczęłam się zbierać do pracy, której ostatnio nienawidziłam. Kiedyś uwielbiałam zapach tuszu, dźwięk maszynki i rozmowy z klientami, którzy powierzali mi kawałek siebie. Teraz każdy dźwięk drażnił mnie, a każdy zapach przypominał o tym, jak bardzo wszystko się spierdoliło.
Ubrana w czarne, szerokie spodnie, obcisły top i ciemną, rozpinaną bluzę, dotarłam pod drzwi salonu. Bez problemu wyciągnęłam klucze z torebki i wsadziłam je do zamka, otwierając duże, czarne drzwi. Na szczęście byłam przed czasem, więc nikogo jeszcze nie było, a ja mogłam przygotować studio w cudownej ciszy i spokoju.
Z cichym westchnięciem rozsunęłam rolety, rozłożyłam świeże ręczniki papierowe, przetarłam blaty płynem dezynfekującym i włączyłam ekspres, żeby zrobić sobie kawę. Te poranne rytuały kiedyś koiły mnie i wprowadzały w odpowiedni nastrój. Teraz były tylko mechaniką, a raczej czynnościami, które musiałam wykonywać, żeby nie myśleć.
-O, jesteś już. -usłyszałam za sobą głos, który natychmiast podniósł mi ciśnienie.
Obróciłam się i zobaczyłam Laurę. Jak zwykle wyglądała perfekcyjnie. Miała zrobiony staranny makijaż, włosy idealnie zakręcone, a ubrania wyglądały, jakby były wręcz zrobione pod jej wymiary.
-Cześć. -rzuciłam chłodno, odwracając się z powrotem do blatu.
-Masz dziś dużo klientów? -zapytała, wchodząc głębiej i odstawiając swoją torbę na recepcję.
-Moimi klientami się nie interesuj. -odpowiedziałam krótko, przecierając lekko zakurzoną roślinkę.
-Słuchaj, musimy pogadać o tym, co się stało.
-Nie mamy o czym gadać. -przerwałam jej ostro, chociaż w środku aż mnie skręcało. -Zrobiłaś, co zrobiłaś. Koniec.
-Nie, nie koniec. -Laura podniosła głos, jednak wciąć była zaskakująco spokojna. -Wiem, że mnie nienawidzisz. I pewnie masz rację. Ale to, co ci powiedziałam nie było do końca prawdą. -westchnęła, bawiąc się palcami.
Ja w tym czasie oparłam się o blat, krzyżując ręce na piersi. Patrzyłam na nią zimno, czekając, aż skończy, ale ona zamiast uciekać wzrokiem, patrzyła mi prosto w oczy.
-On wtedy... -zaczęła ciszej, a jej głos lekko zadrżał. -był naćpany. Spotkałam go, jak siedział sam na plaży... -przełknęła ślinę, kontynuując. -myślał o czymś. Mówił, że boi się, że znowu coś zjebie i cię straci. Wykorzystałam okazję i pod pretekstem pocieszenia go, tak naprawdę go wykorzystałam. Wiem, że zachowałam się jak kurwa, ale...chciałam, żeby chodź raz spojrzał na mnie tak, jak patrzy na ciebie.
-No to gratulacje. -prychnęłam, uderzając dłońmi w blat tak mocno, że stojący kubek zadzwonił porcelaną. -wykorzystałaś naćpanego chłopaka, który bredził o mnie, a potem myślałaś, że co? Że będzie twój?
-Nie wiem, co myślałam. Byłam głupia. Krystian spodobał mi się już od pierwszego wejrzenia, a wtedy zobaczyłam sytuację, którą mogłam wykorzystać i to zrobiłam.
Zacisnęłam zęby tak mocno, że aż zabolała mnie szczęka. W salonie zrobiło się nienaturalnie cicho. Tylko ekspres burczał w tle, kończąc swoją pracę. Pachniało świeżo mieloną kawą, a ja czułam, jak mdłości podchodzą mi do gardła.
-Wiesz, co jest najgorsze, Laura? -wysyczałam, mierząc ją spojrzeniem. -że nawet teraz próbujesz to opakować w jakieś ładne słowa. „Byłam głupia, podobał mi się, wykorzystałam okazję". Jakby to wszystko można było usprawiedliwić zwykłymi słowami.
CZYTASZ
Spalone Mosty/Chivas
Fanfiction-Tym właśnie jest Krystian. -rzuciłam, odrywając wzrok od żółtych kwiatków. -Kwiatkiem? -Nie, pieprzonym narcyzem, który rośnie w moim ogródku, choć czasami mam ochotę go wyrwać i zakopać...
