Cisza spowijała hektar ziemi, na której w środku lasu znajdował się dom. Tylko czasami z oddali było słychać spadające, połamane gałęzie. Grudniowy chłód wżarł się głęboko w ziemię, a obłoczki pary uciekały z rury wydechowej odpalonego samochodu.
– O której wrócisz? – zapytała dziewczyna na progu otwartych drzwi. Ramionami owijała się szczelnie zielonym kocem, a mimo to nie była w stanie powstrzymać drżenia z zimna.
Za jej plecami, w pełnej krasie, lampy rozświetlały przytulny salon z cegłą na ścianie. Z pomieszczenia na chłód dworu uciekały rozmowy, śmiech i parę krzyków sprzeciwu. Brzdęk ostatnich brudnych talerzy rozbrzmiewał w kuchni, zabierając ze sobą ostatni ślad po świątecznej kolacji. Tupot biegających stóp czuć było na podłodze. Nic nie wskazywało na to, aby biesiadowanie miało zakończyć się jeszcze przez najbliższe godziny.
– Jeszcze nie wiem. Pewnie w nocy – odparła blondynka, wsiadając do auta.
– Ale...
– Nie martw się! – przerwała jej, wychylając się przez otwarte okno. – Przecież magicznie nas nie zasypie.
Obie spojrzały sceptycznie na gołą, zmarzniętą ziemię. Śniegu nie było tam od paru lat. Nikt nawet nie miał odwagi liczyć, że ten jeszcze się pojawi. Ulepienie bałwana było jak mrzonka pokroju zdobycia Marsa.
– Zamknij za mną bramę! – krzyknęła dziewczyna z samochodu, odjeżdżając.
W tym samym momencie z lasu dobiegł huk spadającej gałęzi. Dużej gałęzi, jakby ktoś właśnie uskuteczniał wycinkę drzew. Dziewczyna z progu spojrzała sceptycznie najpierw na las, potem na bramę, która znajdowała się w ciemny kawał w dół. Nie miała zamiaru tam schodzić.
– Co tu robisz? – podskoczyła na znajomy głos za nią. Po plecach przebiegł jej dreszcz.
– Już nic. – Spojrzała na kuzyna, uśmiechając się delikatnie. – Wracajmy do środka. Jest zimno.
Zamknęła za nimi drzwi, odcinając mróz i dziwne przeświadczenie.
Weszła do salonu, gdzie bawiła się ich cała rodzina. Dzieciaki biegały wokół choinki, szukając na niej ostatnich lasek cukrowych. Psy siedziały pod stołem, licząc, że coś upolują. Ciotki rozłożyły się na kanapie, oglądając tysięczny raz „Kevina samego w domu". Męska część siedziała uchachana z kieliszkami do połowy pełnymi. W powietrzu unosił się słodki zapach ciepłej czekolady, pomieszany z palonym drewnem z kominka.
Westchnęła ciężko, czując, jak na żołądku ciąży jej schab ze śliwką, który zjadła niecałe pół godziny temu.
– Nie zamykaj drzwi na klucz – jedna z ciotek wyszła z kuchni, wycierając ręce w ścierkę. – Żeby Pola nie musiała szukać kluczy.
Skinęła jej głową, głaszcząc wyżła, który wyszedł za ciotką z kuchni, a teraz ocierał się o jej nogi jak kot.
– Nie zamknęłam bramy. Nie chciałam schodzić tam sama.
Ciotka machnęła ręką.
– Daj spokój. I tak nikogo nie ma w pobliżu. Brama jest po to, żeby psy nie uciekły. – Spojrzała w dół na swoją bluzkę, gdzie widniała plama po skwarkach z pierogów. – Cholera! Muszę to zaprać. Możesz zalać herbatę dla babci?
– Jasne.
Weszła do kuchni, gdzie zapachy ryb, mięsa i różnych sałatek przeładowanych majonezem wżerały się w nozdrza. Tu było jakby ciszej. Bez pisków, zbędnych pytań. Podeszła do czajnika elektrycznego, czekając, aż ten zakończy pracę. Przed nią znajdowało się wielkie okno, wychodzące wprost na las. Praktycznie jak każde inne okno w tym domu. Spojrzała w czarną otchłań pustych gałęzi drzew, a po jej plecach przeszedł kolejny dreszcz. Tłumaczyła sobie go chłodem, gdy oczy zdawały się płatać jej figla. Coś czarnego poruszyło się w kadrze. Już miała się przyjrzeć, gdy w czajniku odskoczyła stopka, informując o zagrzanej wodzie. Podskoczyła na ten dźwięk, zamykając oczy. Odetchnęła ciężko, zerkając z powrotem przez okno. Nic tam nie było, prócz gołych pniaków. Oblizała usta, zabierając się do zalania herbaty w ogromnym kubku. Jej dłonie trzęsły się w niekontrolowany sposób.
CZYTASZ
Rude uniesienia
RomanceKrótkie historie zalegające w mojej głowie (i pliku worda). Niektóre opowiadania są inspirowane filmami, piosenkami czy nawet historią (nie zawsze będąc rzetelnym źródłem). Każdy rozdział można czytać osobno i w różniej kolejności (mimo że czasami u...
