!!!Mały disclaimer!!!
!!!Ta historia to coś innego niż zazwyczaj, wrażliwszych czytelników może przytłoczyć!!!
------------------------------
Bulgot wody w czajniku wyrywa mnie zamyślenia. Zalewam filiżankę wodą, obserwując jak torebka z herbatą puszcza kolor. Z ledwością podnoszę napój, gdy cała woda ląduje wylana na blacie. Moje ręce zbyt się trzęsą. Wzdycham ciężko i rozglądam się w pół mroku kuchni za ręcznikiem papierowym. W tyle słyszę czołówkę serialu. W końcu znajduje ręcznik. Po omacku wycieram blat oraz szafkę. Poddając się, odstawiam naczynie do zlewu. Nie mam już ochoty na herbatę. Wracam do salonu, zaglądając do klatki z papugą. Siedzi tam, gdzie zawsze. Syczy, gdy próbuje się zbliżyć. Przestałam próbować ją oswoić. Zalegam na kanapie. Otulają mnie poduszki, puszysty koc. Spoglądam na ekran choć nie mam pojęcia o co chodzi. Nie oglądam tego serialu. Po prostu leci. Wypuszczam powietrze nosem. Wpatruje się w białą ścianę. Już nie wiem czy jestem. Czy mnie nie ma. Spoglądam za okno. Tam, ta sama ciemna makieta świata. Szczekanie psa sąsiadów rozlega się na dworze. Odchylam głowę, patrzę na sufit. Jednak żyje. Choć sufit się rozdziera. Rzuca na mnie niebieski błysk. To koniec sobie myślę, gdy dzwoni telefon. Stary czerwony. Wisi na ścianie, a za nim stary kolor farby. Zielonej farby. Ładny to kolor. Żywy. Inny niż to mieszkanie. Patrzę w kąt. Tam piętrzy się pranie. Tylko czerwone. Przygryzam wargę. Podnoszę słuchawkę.
- Halo?
- Halo.
Patrzę tępo w ścianę.
- Kto mówi?
- Kto mów?
- Nie wiem.
- Ja też nie.
Odkładam słuchawkę. To bez sensu. Wracam na kanapę. Zapadam się w poduszki. Zamykam oczy. Chce spać. Ale jak? Nie umiem. Bojler w łazience się załącza. Chodzi głośno. Głośniej niż ja. Wzdycham. Tak nie można. Tak nie wolno. Pisk domofonu. Strach. To koniec. To nie tak.
- Co robisz? – Pyta on.
Patrzę mu w oczy. Błyszczą się w świetle telewizora. Wiem, że mnie nie lubi takiej. Więc odpowiadam:
- Oglądam.
Nie wierzy, bo przeciera twarz dłońmi. Więc mówię:
- Co dzisiaj robiłeś?
Nie odpowiada. Znika w naszym pokoju. Słyszę przekleństwa. Krzyk. Szloch. Też tak bym chciała. Szlochać. Krzyczeć. Przeklinać. Nie potrafię. Wstaje. Idę do niego. Siadam na skraju łóżka. Zwracam głowę ku niemu. On mnie przytula. Oddech mi zamiera. Dłonie zaciskam na jego koszuli.
Ja się rozpadam.
CZYTASZ
Rude uniesienia
RomanceKrótkie historie zalegające w mojej głowie (i pliku worda). Niektóre opowiadania są inspirowane filmami, piosenkami czy nawet historią (nie zawsze będąc rzetelnym źródłem). Każdy rozdział można czytać osobno i w różniej kolejności (mimo że czasami u...
