Do siebie, od siebie...
Melodie belgijki same niosły moje stopy. Wielki parkiet wystawnej Sali tonął w pięknych kreacjach balu maturalnego. Tłum i ścisk roześmianych uczniów otaczał moją osobę. Było w tym coś upajającego, niemal odrealnionego, jakbym oglądała to wszystko zza szyby.
Zmiana pary. I ON.
Pouczyłam, jak żołądek ściska się w supeł, serce rzuca się do biegu, a paznokcie wbijają w środek dłoni. Traciłam oddech.
- Dobrze wyglądasz. – Rzuciłam z jakiegoś niezrozumiałego mi do tej pory powodu. Może chciałam się odezwać, a może po prostu wypadało.
Wyglądał lepiej. O wiele lepiej niż jak kręciliśmy. Ona go zmieniła. Te myśli paliły mnie żywym ognie.
- Zadie dlaczego się pokłóciliśmy? – Moje imię w jego ustach zabrzmiało dziwnie zdławiono. Nie było tak naturalne jak kiedyś. Poczułam niewyobrażalną pustkę we wnętrz, jakbym właśnie coś straciła.
- Kazałeś mi spadać pod latarnie. Pamiętasz? – Chrząknęłam, próbując zachować opanowanie. Nie zauważając, że praktycznie nie tańczymy.
Do siebie, od siebie...
- To był żart. Myślałem, że wiesz.
Chciałam prychnąć. Nie tak wyobrażałam sobie naszą pierwszą rozmowę po kłótni. Liczyłam na przeprosiny, a nie nędzne wyjaśnienia.
- Wiedziałam, ale boli, kiedy mówi to osoba, którą kochasz.
Zmiana partnera. Ignorując zdziwionego chłopaka przed nami, odeszłam z kółka. Nie patrzyłam za siebie. Nie chciałam widzieć jego reakcji. Serce waliło mi jak oszalałe. Łzy samoistnie spływały mi po policzkach.
Wpadłam do łazienki, opierając się o umywalkę. Jasne światło jarzeniówek odbijało się od białych kafelków, boleśnie ostre w porównaniu z ciepłą atmosferą sali balowej. W lustrze majaczyła moja twarz z rozmazanym makijażem.
Nie mogłam oddychać. Myśl o nim, o Eden, o tym, że to ja mogłam być nią ściągały mnie w niebezpieczną otchłań. Byłam rozbita.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Zanim zdążyłam się odwrócić, zobaczyłam go w odbiciu. Stał w progu, zdeterminowany, jakby ta rozmowa była dla niego ostatnią szansą.
- Nie uciekaj przede mną. Proszę.
- Czego chcesz? — wysyczałam, odwracając się do niego.
Zrobił krok w moją stronę, a ja zamarłam. Był za blisko.
- Nie mogę pozwolić, żeby to tak się skończyło.
Prychnęłam gorzko, unosząc brodę, choć moje serce waliło jak oszalałe. Chciałam pozostać dzielna.
- Naprawdę? A co z twoją dziewczyną? Co z Eden? - Wycedziłam jej imię, jakby było trucizną, która wypalała mi język. Każde słowo było jak cios, który rzucałam bardziej sobie niż jemu.
Zawahał się, a na jego twarzy pojawiła się mieszanka wstydu i niepewności.
- To... to nie jest tak, jak myślisz.
Zaśmiałam się gorzko, bez cienia wesołości.
- Nie jest? - wybuchnęłam. - Więc co tu robisz? Nie potrafiłeś przeprosić wtedy i nie zrobiłeś tego nawet teraz!
Jego twarz się zmieniła. Pojawiła się na niej bezbronność, której nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Milczał przez chwilę, a potem zrobił kolejny krok, niemal mnie dotykając.
- Przepraszam... nie mogę o tobie zapomnieć.
Te słowa uderzyły we mnie mocniej niż powinny. Patrzyłam na niego, próbując nie dopuścić do głosu nadziei, która gdzieś w środku desperacko chciała się odezwać.
- Powiedz mi, co mam zrobić, żeby to naprawić.
CZYTASZ
Rude uniesienia
RomanceKrótkie historie zalegające w mojej głowie (i pliku worda). Niektóre opowiadania są inspirowane filmami, piosenkami czy nawet historią (nie zawsze będąc rzetelnym źródłem). Każdy rozdział można czytać osobno i w różniej kolejności (mimo że czasami u...
