34.

939 24 0
                                        


.

William:

Miesiąc później.

Niedługo po mojej rozmowie z Louisem, na temat nowej „roboty", postanowiliśmy zająć się zdobyciem jakiś szybkich samochodów. Były niezbędne, jeśli chcieliśmy zabawić się w nielegalne wyścigi. Nasze auto nie było wystarczająco dobre.

Już tydzień później weszliśmy w posiadanie, dwóch całkiem dobych samochodów. Nie było to wcale takie trudne. Jakiś dwóch chłopaków chciało pokazać swoje „umiejętności" i bez zawahania postawili swoje auta. Byli bardzo pewni swego. Nasz samochód nie był idealny, ale na szczęście nie wystarczy tylko to, co pod maską, trzeba też odpowiednich umiejętnści, a im jeszcze tego brakowało. Jeden wyścig wygrał Loui, drugi ja.

Naszą zdobycz musieliśmy trzymać poza domem, aby dziewczyny nie nabrały podejrzeń. Nie chciałem martwić Liv. Potrzebowała spokoju po tym wszystkim. Pomógł nam Jason i niedługo potem wkręcił nas w wyścigi. Szło nam bardzo dobrze. Do tej pory wygraliśmy wszystko. Odłożyliśmy trochę kasy, która niedługo może się przydać, w razie gdyby znalazł nas Hector...

***

- To było niesamowite, stary. Będziemy mieli dużo hajsu, żeby kupić dziewczynom fajne prezenty pod choinkę- weszliśmy z Louisem do domu, a dobry humor nas nie opuszczał.

- No ba. W końcu mieli doczynnienia z mistrzem- zaśmiałem się, a Louis uderzył mnie lekko w ramię.

- Chodź mistrzu, idziemy się napić.

Skierowaliśmy się do salonu, a tam zauważyliśmy Jess, która stała w oknie i spoglądała przed siebie.

- Cześć kotku- Louis podszedł i uścisnął dziewczynę, a ta momentalnie objęła go mocno.- Aż tak tęskniłaś?- uśmiechnął się i pocałował ją w policzek.

- Will, Olivia jest na górze. Czeka na Ciebie.- Jess popatrzyła na mnie i słabo się uśmiechnęła. To chyba nie oznacza nic dobrego.

- A gdzie Nick?- odwróciłem się ponownie w ich stronę.

- Śpi u siebie.

Szybkim krokiem ruszyłem w stronę schodów i zaraz byłem pod drzwiami naszego pokoju. Delikatnie je uchyliłem, a w pomieszczeniu panował półmrok. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi. Liv chyba spała, więc powoli podszedłem do łóżka i usiadłem obok niej. Była odwrócona, ale widziałem, że coś jest nie tak. Ona płakała.

- Księżniczko- delikatnie dotknąłem jej ramienia- co się dzieje?

- Will- odwróciła się powoli, a zaraz potem wpadła w moje ramiona, mocno mnie przytulając. Byłem zaskoczony i zaraz odwzajemniłem uścisk.

- Liv- odsunąłem ją lekko od siebie i popatrzyłem na nią. Miała podpuchnięte i czerwone od płaczu oczy. Kolejne łzy spływały strużkami po jej policzkach, a ona uparcie, ścierała je wierzchem dłoni.- Kochanie, co się dzieje?

Ostanio, z Louisem, spędzaliśmy w domu mniej czasu niż do tej pory. Wykręcaliśmy się masą roboty w pracy, a tak naprawdę albo jeździliśmy na wyścigi, albo siedzieliśmy w garażu Jasona i pracowaliśmy nad naszymi samochodami. Miałem wyrzuty sumienia, że oszukuję Liv i poświęcam jej tak mało czasu. A teraz coś się dzieje, a ja nawet nie wiem ,o co chodzi. Idealny ze mnie facet, nie ma co. Byłem na siebie wściekły.

- Will...-znowu zaczęła bardziej płakać i zakrywać twarz dłońmi. Odciągnąłem je lekko i zacisnąłem w swoich.

- Powiedz mi kochanie. Nie płacz- odgarnąłem kosmyk jej włosów, które spadły na jej twarz.

- Co my teraz zrobimy?- popatrzyła na mnie zapłakanymi oczami, a ja nie miałem zielonego pojęcia, o co chodzi. Zacząłem się martwić. A jeśli coś jej jest?

- Ale...- nie zdążyłem nic więcej powiedzieć, bo Liv nagle mi przerwała.

- Jestem w ciąży, Will!- przez chwilę byłem w niemałym szoku, ale zaraz zacząłem się cieszyć, jak jeszcze chyba nigdy w życiu.

- Więc dlaczego płaczesz?- przytuliłem ją mocno i zacząłem się śmiać. – Poradzimy sobie. Hej, popatrz na mnie. Będę tatą, to wspaniale, kochanie.

- Myślałam, że będziesz zły. Mamy tyle problemów...

- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Jak mogłaś myśleć, że będę zły? Skarbie.- pogładziłem delikatnie jej włosy, a w duchu, skakałem z radości.

Po chwili już obydwoje byliśmy w lepszych humorach. Liv przestała płakać i zaczęła się uśmiechać.

Nie mogłem opisać w tamtej chwili swojego szczęścia. Może nie planowałem zakładania rodziny tak szybko, ale to nie znaczy, że nie chcę tego dziecka. Zajmę się nimi jak najlepiej. Chcę być dobrym ojcem. Nigdy nie zawiodę ani Liv, ani tego maleństwa. Są dla mnie wszystkim. To najpięknieszy dzień mojego życia.

Wreszcie udało mi się przekonać Olivię, żebyśmy zeszli na dół. Przemyła twarz zimną wodą i ruszyliśmy w stronę salonu.

- Olivko, siostrzyczko- Louis niemal natychmiast podszedł do siostry i mocno ją przytulił.- Co się stało?

- Nic takiego- Liv zaśmiała się i odsunęła trochę od brata.

- Ej, czego wy nie chcecie mi powiedzieć, co?- Louis był już lekko zirytowany, a ja z trudem powstrzymywałem śmiech.- Jess nic nie mówi, ty zapewniasz, że nic takiego się nie stało. Może ty, Will?

Spojrzałem porozumiewawczo na Liv, a ona uśmiechnęła się i przytaknęła.

- Chodź stary, żebyś mi nie zemdlał- zacząłem się śmiać, a on robił się coraz bardziej wściekły. Usiedliśmy na kanapie, a Loui nie spuszczał ze mnie wzroku.

- Więc?

- Nie denerwuj się, wujku-uśmiechnąłem się i poklepałem go po ramieniu, specjalnie dając nacisk na ostatnie słowo.

- Jak mam się nie dene...-przerwał w połowie zdania i patrzył zdezorientowany raz na mnie, raz na Olivię.- Wujku?!

- Tak się składa, że zostanę ojcem- uśmiechnąłem się, na co ten mocno mnie uścisnął, a następnie podbiegł do Liv.

- Siostrzyczko, tak się cieszę. Ale jest mały problem. Teraz już go nie zostawisz- lekko się skrzywił, ale zaraz zaczął się głośno śmiać.

- Jak zaraz się nie uspokoisz, to nie doczekasz narodzin naszego maleństwa- podszedłem do Liv i objąłem ją ramieniem, ledwo powstrzymując śmiech.

Resztę wieczoru spędziliśmy w bardzo miłej i wesołej atmosferze. Jak beztroscy, szczęśliwi ludzie. A ja tylko co chwilę, z uśmiechem na twarzy, zerkałem na matkę mojego maleństwa. Na najcudowniejszą kobietę pod słońcem.

"Szczęśliwy przypadek"Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz