Epilog

2.3K 59 7
                                        


Właśnie siedzę w hamaku i przeglądam album ze zdjęciami. Na sam ich widok, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Tyle wspaniałych wspomnień...

Od tych nieprzyjemnych, dla nas zdarzeń, minęły 3 lata. Nasze życie wygląda teraz zupełnie inaczej. „Rodzice" oraz Hector i jego współpracownicy, na pewno już nam nie zagrażają. Ci pierwsi zostali zamknięci w zakładzie psychiatrycznym, bo po prostu w więzieniu do reszty stracili rozum. A Hectora i jego grupę, sąd skazał na dożywocie.

Ja skończyłam studia. Otworzyłam swój salon, w którym projektujemy i szyjemy piękne suknie na różne okazje. Zawsze o tym marzyłam. Zyskujemy coraz większą popularność, co wiąże się z dość sporymi zarobkami, więc nie możemy narzekać na problemy finansowe.

Will również znalazł całkiem dobrze płatną pracę. Nie bierze udziału w żadnych wyścigach. Od starego życia trzyma się z daleka. Chce dawać swojemu bratu i synowi, dobry przykład. Widać, że jeszcze nie wybaczył sobie tamtej sytuacji, chociaż ja wiem, że to nie jego wina i nie mam o to do niego żadnych pretensji.

Sky i Nick podrośli i dalej mają ze sobą świetny kontakt. Obydwaj są małymi rozrabiakami. Sky, to cały ojciec pod względem wyglądu, jak i zachowania. Już potrafi wykorzystywać swój charakterek. W przyszłości może być ciekawie... Ale na razie jest mały więc, mamy jeszcze trochę czasu.

To moje oczko w głowie, podobnie jak i swojego ojca. William pęka z dumy, gdy tylko spogląda na tego małego rozrabiakę. Kiedy ma okazję, każdemu się chwali, jakiego to ma wspaniałego syna, co jest oczywiście prawdą. W roli ojca i starszego brata sprawdza się znakomicie. Wystarczy na nich spojrzeć, a na twarzy od razu pojawia się uśmiech.

- Pięknie wyglądaliście- po chwili słyszę głos mamy. Mam tylko jedną matkę, Panią Dianę. Daje nam wszystkim tyle ciepła i miłości, że nie wyobrażamy sobie już życia bez niej. Parę razy chciała się wyprowadzić, bo nie chciała zajmować miejsca, ale wszyscy kategorycznie jej tego zabroniliśmy. Nie ma opcji, żeby nas zostawiła. Należy do naszej małej, pokręconej rodzinki i nikt jej już nie wypuści z naszego domu.

- Tak, to prawda- przejeżdżam opuszkami palców po fotografii i mimowolnie się uśmiecham, na widok naszego ślubnego zdjęcia.

Pół roku po tym wszystkim, wzięliśmy ślub. Nie chcieliśmy dłużej czekać. Ceremonia była skromna. Dla najbliższej rodziny i przyjaciół. Mieliśmy przy sobie najważniejsze osoby, co było dla nas istotne w tym dniu. Od tamtej pory staliśmy się nierozłączni. Wierzę, że akurat nasza miłość, jest w stanie przetrwać wszystko.

- Zaraz przyjadą Jess, Louis i Christina- mówi mama i stawia ostatni talerz na stole.- A Claudia już chyba jest. Pójdę otworzyć-po chwili kobieta udaje się w stronę drzwi, do których ktoś zadzwonił.

Pół roku po nas, ślub wzięli także mój brat i najlepsza przyjaciółka, która ubolewała nad swoją figurą, ponieważ była już wtedy w ciąży z Christiną. To istny aniołek. Ma piękne blond loczki i niebieskie oczka. Czasami zastanawiam się jak to możliwe, że jest tak grzecznym, wyrozumiałym aniołkiem. Najwidoczniej charakter, całe szczęście, odziedziczyła po Jess.

Podnoszę się i podchodzę do barierki na tarasie. Chłopcy biegają za piłką, a Will podchodzi do mnie zrezygnowany.

- Ja nie wiem skąd oni mają tyle siły- opiera się o barierkę i głośno oddycha.

- Oni są mali, energia ich rozpiera. Za to ty się starzejesz- rozkładam bezradnie ręce, udając niewinną minę.

- Ah tak? Zaraz pożałujesz- już do mnie podchodzi, ale w drzwiach właśnie pojawiają się goście.- Masz szczęście, ale jeszcze do tego wrócimy- szepcze mi na ucho i chwyta moją dłoń, po czym idziemy przywitać się z naszymi gośćmi... 

Koniec

Oto koniec opowieści o Olivii i Williamie.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy czytali :) Mam nadzieję, że się podobało :)

"Szczęśliwy przypadek"Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz