40.

929 21 0
                                        


3 miesiące później

Minęły już 3 miesiące odkąd straciłam wszystko...

Narzeczonego, którego nie zdążyłam poślubić. Bardzo tego pragnęłam. Chciałam, aby ten chłopak był ze mną do końca moich dni. Wyobrażałam sobie ten dzień wiele razy, ale to nigdy nie będzie miało miejsca... Zamiast założyć piękną, białą suknię, noszę ciemne ubrania, które symbolizują stratę, której doświadczyłam... Był dla mnie wszystkim. Kochałam go najbardziej na świecie. Bez niego moje życie straciło jakikolwiek sens. Brakuje mi go. Jego dotyku, głosu, obecności... Nie będę mogła spojrzeć już nigdy w jego piękne oczy... Czuję jakby uleciało ze mnie życie. Tak bardzo chciałabym powiedzieć mu, że go kocham i podziękować za wszystkie uczucia, jakimi mnie obdarzył...

Syna, który miał jeszcze całe życie przed sobą. Nawet nie zdążyłam się nim nacieszyć. Moje maleństwo... Nie dane będzie mi zobaczyć, jak stawia pierwsze kroki, jak wypowiada pierwsze słowa, jak idzie do szkoły, jak dorasta, przyprowadza swoją ukochaną i zakłada z nią szczęśliwą rodzinę. Nigdy nie będę mogła już wziąć go w ramiona i mocno przytulić, śpiewając kołysankę, aby utulić go do snu. Nie będę mogła podziwiać, jak bardzo jest podobny do swojego ojca. Nigdy już nie zbudzi mnie jego płacz...

Nicka, brata mojego ukochanego. To dziecko też miało przed sobą całe życie. Był mądrym i pogodnym chłopcem. Nie będę mogła widzieć, jak dorasta wraz z moim synem, jak razem się bawią i wzajemnie wspierają...

Już nigdy nie zobaczę żadnego z nich...

Moje życie spowiła ciemność. Całe dnie płaczę, jednak już tego nie kontroluję. Łzy same cisną mi się do oczu i mimowolnie wypływają. Siedzę pogrążona w żałobie, po trzech najważnieszych osobach w moim życiu...

Od dnia, w którym pojawiłam się w domu tych potworów minęły dokładnie trzy miesiące. Nie wiem nawet, gdzie jestem, gdzie mnie wywieźli. Najprawdopodobniej daleko..., ale nie wiem nic więcej. Teraz jest mi wszystko jedno. Nie mam do kogo wrócić, nie mam siły, żeby próbować uciec. Bo po co?

Próbowali nie raz ze mną rozmawiać, ale albo rzucałam w nich jakimiś przedmiotami, albo histerycznie płakałam i krzyczałam, a oni nie mogli tego znieść. W końcu odpuścili. Jedynie jakiś człowiek przynosi mi jedzienie, którego nawet nie mam ochoty ruszyć.

Jess i Louis... na pewno zauważyli, co się stało, jak tylko dojechali na miejsce... Widzieli ich... Na samą myśl o tym, co miało miejsce trzy miesiące temu, czuję przeraźliwy ból, a oczy jeszcze bardziej szczypią mnie od łez. Ale to nie ważne, nie ważny jest ból. Chcę, żeby to się skończyło, nie chcę już nic czuć...

W pokoju panuje ciemność, a ja siedzę na podłodze i patrzę w ścianę. Nie liczy się dla mnie już nic. Na niczym mi nie zależy. Mogłabym zakończyć to wszystko, jednak zabrali mi wszystko, co mogłoby mi pomóc osiągnąć cel.

Nagle rozlega się pukanie do drzwi, a ja mocno zaciskam powieki.

- Olivio, skończ z tą żałobą! Masz wrócić do normalnego życia! To, co się wydarzyło, to był bezsensowny epizod. Wymażesz to z pamięci i wszystko będzie jak dawniej- po chwili widzę przed oczami sylwetkę matki, która przyglądami mi się, z założonymi rękami.

- Słyszysz, co ty w ogóle mówisz?!- podnoszę głos i gwałtownie wstaję.- Zabiliście mi dziecko, ukochanego, jego brata! Jak mam żyć normalnie po tym wszystkim?! Jak?!

- To dziecko, było nic nie warte! Miałaś je z człowiekiem, który nie był ciebie godzien! Teraz zaczniesz wszystko od nowa! Zaczniesz studia, poznasz przystojnego, bogatego mężczyznę, z którym założysz normalną, szczęśliwą...- nie mogłam tego dłużej słuchać.

- Nie! Rozumiesz?! Jak możesz powiedzieć, że mój syn był nic nie warty?! Nie chcę żadnej rodziny, nie mam już żadnej rodziny! Nigdy nikogo już nie pokocham, słyszysz?! Will był moją jedyną miłością! Zabiliście jego i to uczucie! Zabiliście nasze dziecko, na które tak bardzo czekaliśmy! Zabiliście Nicka! Zabiliście mnie! Nie chcę żyć! Pozwólcie mi chociaż zakończyć moje cierpienie...- bezsilnie opadłam spowrotem na ziemię i ukryłam twarz w dłoniach.

- Nigdy na to nie pozwolimy - prychnęła matka.- Hector spisał się znakomicie, dokładnie tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. A teraz masz wziąć się w garść!- krzyknęła i opuściła pokój, głośno trzaskając drzwiami.

Poczułam jak zalewa mnie furia i żal. Zaczęłam zrzucać wszystko, co tylko napotkałam na swojej drodze. Uderzałam pięściami w ścianę, aż w końcu znów opadłam na ziemię, głośno płacząc.

Co musiała czuć mama Willa? To starsza kobieta. Jak sobie z tym poradziła? Gdybym tylko mogła stąd wyjść, pojechałabym do niej. Może razem jakoś byśmy się wspierały. Żadna z nas, nie byłaby wtedy sama ze swoim cierpieniem. Jednak jestem tu sama i nikt mnie nie wspiera. A ból i smutek, który odczuwam jest nie do zniesienia. Ta biedna kobieta musi przechodzić przez to samo...

Nagle, gdy trochę się uspokoiłam, zobaczyłam, żezbiłam szklany wazon. To mogło być moje wybawienie. Podeszłam bliżej ichwyciłam ostry element. Już miałam przejeżdżać nim po nadgarstku, gdy... 

"Szczęśliwy przypadek"Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz